czwartek, 07 maja 2026r.

Pejzaże natury i pamięci

Autor: |

Cerkiew, młyn wodny, lasy, krajobrazy Roztocza, rzeki Wieprz, Giełczew i Sopot, Rospuda, a także kwiaty – wszystkie prace w urzekającej kolorystyce, nasycone ekspresją uczuć. Podziwiali je wczoraj w Galerii „Za Szybą” Miejskiego Ośrodka Kultury goście wernisażu wystawy „Pejzaże” autorstwa Andrzeja Stanisława Jędruszczaka oraz jego córki, Joanny „Ajszy” Jędruszczak.

W imieniu Moniki Wójcik, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, głos zabrała Magdalena Mróz: – Miło mi powitać Państwa w progach naszego ośrodka. Pan Andrzej maluje już od wielu lat, ale u nas wystawę ma po raz pierwszy. Cieszymy się, że udało się ją zorganizować. Pan Andrzej jest absolwentem Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie rzeźby i malarstwa uczył się u profesora Sławomira Mieleszki. Profesor zmarł 13 maja 2021 roku, więc za kilka dni przypadać będzie 5. rocznica Jego śmierci. Pan Andrzej wystawę chciał poświęcić pamięci swojego mentora. Prezentowane obrazy to olej na płótnie, natura, pejzaż, drobna architektura. Artysta od zawsze naturą się fascynował, kontemplował ją i później, za pomocą farb i pędzla, przenosił na płótno to, co widział. Jak sam mówi, nigdy nie starał się natury upiększać i ulepszać, ale zawsze była dla niego wielką inspiracją. W dzisiejszej wystawie towarzyszy mu córka, pani Joanna „Ajsza” Jędruszczak. Możemy obejrzeć jej akwarele, w których główną rolę odgrywają motywy kwiatowe.

– Dziękuję Państwu za przybycie. Witam moich sąsiadów, w tym Roberta Syryjczyka, wiceprzewodniczącego Rady Miasta, z małżonką, zaprzyjaźnione ze mną sklepy, w których zaopatruję się w pyszny chlebek regionalny i bułeczki-ślimaczki, dzięki którym nabieram siły, aby chwycić pędzel. Dziękuję wszystkim, którzy brali udział w zorganizowaniu tej wystawy. Chcę podkreślić, że jej oprawa jest wspaniała, profesjonalnie przygotowana. Zapraszam do oglądania – mówił Andrzej Stanisław Jędruszczak.

Artysta zdradził, która z prezentowanych prac, jest jego ulubioną: – Obrazy, do których mam szczególny sentyment, zostały w domu, nie udało się ich niestety dowieźć. Ale jest tu nieistniejąca już cerkiew z Lubyczy Królewskiej, którą ciągle malują i powtarzam ten motyw. Był czas, że uczęszczałem do Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Lublinie i w ostatnim roku szkołę przeniesiono do Lubyczy Królewskiej właśnie. Tam wałęsaliśmy się po lasach, robiliśmy zdjęcia, między innymi tej cerkwi. Kiedyś przyjechał tam nawet profesor Wiktor Zin i robił inwentaryzację zabytków. Poprosił kilku uczniów z technikum o pomoc i ja się zgłosiłem, bo zawsze ta sztuka mną motała. Wiele lat później miałem wystawę w Suchej Beskidzkiej i pokazywałem też cerkiew z Lubyczy Królewskiej. Jeden z gości zapytał, ile kosztowałby ten obraz. Powiedziałem cenę, dał nawet więcej, więc pytam dlaczego? Odpowiedział, że kiedyś był z profesorem Zinem w Lubyczy na inwentaryzacji. I wszystko stało się jasne… Jest więc rzeczywiście duży sentyment do tego miejsca. Mam kilka prac, które boję się przywozić na wystawy, żeby nikt ich nie kupił (śmiech). Dużo bywaliśmy na Roztoczu, więc mam też sporo obrazów przełomu rzeki Sopot. Zjeździliśmy z córką południe i wschód Polski, fotografując cerkwie, które bardzo lubię malować. Żona pochodzi z Piask, więc na płótno przenosiłem też tamte tereny, rzeczkę Giełczew. W kościele w Piaskach wisi Droga Krzyżowa mojego autorstwa.

Akwarele pani Joanny to prace niezwykle delikatne, pełne subtelnych kolorów, rozmytych plam i światła. Z pozornie prostych kompozycji wydobywają się emocje, lekkość i harmonia. Kwiaty nie są wiernym odwzorowaniem rzeczywistości, ale próbą uchwycenia nastroju i ulotności chwili.

Wystawa czynna będzie do 27 maja, w godzinach pracy MOK.

aw

Artykuł przeczytano 42 razy

Last modified: 7 maja, 2026

Zmień język »
Przejdź do treści