sobota, 24 lutego 2024r.

Wyzwań nie brakuje

Autor: |

Stare chińskie przekleństwo mówi: obyś żył w ciekawych czasach. Takie właśnie „ciekawe” czasy przeżywamy obecnie. Nie wszyscy mogą ukryć się w zaciszu domu, żeby je przeczekać. Są ludzie, których praca jest teraz nawet bardziej intensywna niż zwykle. Rozmawialiśmy o tym z Arturem Soboniem, świdniczaninem, posłem na sejm Rzeczypospolitej, wiceministrem aktywów państwowych.

– Jako poseł Ziemi Lubelskiej i wiceminister aktywów państwowych przeżywa Pan chyba w ostatnich tygodniach dużo trudniejsze dni niż większość kolegów. Do dotykających cały kraj problemów związanych z pandemią koronawirusa dochodzą kłopoty dwóch bardzo istotnych dla Lubelszczyzny podmiotów gospodarczych: PZL-Świdnik i Portu Lotniczego Lublin. Bywa Pan jeszcze czasem w domu?

– Paradoksalnie, z powodu epidemii nawet częściej, bo starałem się wieczorem, po pracy, wracać do Świdnika i rano jechać do Warszawy. Dzisiaj częściej już zostaje na noc w Warszawie, ale cały czas mieszkam w Świdniku i nigdzie się nie wyprowadzam. Tu jest mój dom. Rzeczywiście, w związku tym, że jestem dzisiaj jedynym ministrem z okręgu lubelskiego i to jeszcze w kluczowym, gospodarczym resorcie, moja odpowiedzialność za spółki z naszego regionu jest szczególna. Rozmawiamy o Świdniku, choć wyzwań nie brakuje i w innych kluczowych przedsiębiorstwach naszego regionu. Choćby w ostatnich tygodniach rozmawiałem z zarządem i górnikami z Bogdanki nad dobrymi rozwiązaniami dla lubelskiego zagłębia węglowego, a z nowym zarządem Grupa Azoty Puławy zabiegałem, aby dodatkowe 50 mln złotych z zysku firmy zostało u nas w regionie

– Kłopot związany z kryzysem w PZL jest chyba szczególnie złożony. Prywatny, w dodatku zagraniczny właściciel, zwolnienia i groźba dalszej redukcji zatrudnienia. Tymczasem sama fabryka w Świdniku nie jest winna swoim problemom i wewnętrzne działa niewiele mogą tutaj pomóc. Z jednej strony jest pan posłem stąd, a więc również przedstawicielem pracowników PZL. Z drugiej, jako urzędnikowi państwowemu wypada Panu patrzeć na wszystkie problemy z pozycji globalnych interesów państwa. Jak pogodzić tę sprzeczność w działaniach na rzecz wytwórni, w które się Pan zaangażował?

– Kryzys związany z epidemią to dobry moment, żeby ocenić kto potrafi współpracować i coś realnie pomóc, choćby poprzez 18 mln złotych z tarczy antykryzysowej na wynagrodzenia, a kto zachowuje się całkowicie nieodpowiedzialnie. Rozmawiałem z pracownikami PZL-Świdnik i dobrze, że załoga mogła zobaczyć całą sekwencję wydarzeń i wypowiedzi. Może warto w końcu zaproponować, aby jeden ze związkowców, który ma przekonanie o własnej nieomylności w każdej sprawie, spróbował zwyczajnie wystartować z list opozycji w najbliższych wyborach. Myślę, że byłoby to bardziej uczciwe wobec pozostałych pracowników spółki. Koronawirus uderzył w branżę lotniczą bardzo poważnie. Największe światowe koncerny mają dzisiaj poważne kłopoty. PZL-Świdnik, aby utrzymać zdolności produkcyjne, miejsca pracy i poziom eksportu rzędu 250 mln euro rocznie, musi w pierwszej kolejności wykorzystać możliwości w ramach grupy Leonardo, także poprzez kolejne zamówienia na potrzeby polskiego rządu. Po decyzji amerykańskiego właściciela Zakładu Napędów Lotniczych w Rzeszowie, który ostatecznie nie zostanie sprzedany należącemu do Polskiej Grupy Zbrojeniowej PZL-Kalisz, szukamy długoterminowych projektów, z wykorzystaniem potencjału grupy, oczywiście wspólnie z naszą państwową PGZ. Rozmawiam o tym zarówno w MON, jak i z włoskim właścicielem fabryki.

– W sprawie lotniska znajdujemy się w sytuacji raczej patowej. Gołym okiem widać, że bez dokapitalizowania spółki, a może i przekształceń własnościowych, port będzie miał ogromne kłopoty z przetrwaniem. Tymczasem samorząd województwa na razie odmawia dokapitalizowania, a władz Lublina, coraz gorzej radzących sobie finansowo, po prostu nie będzie stać na dofinansowanie spółki. Jaki, Pańskim zdaniem, może być sposób na wyjście z narożnika?

– Wbrew temu co mówili niektórzy politycy opozycji, lotnisko w Świdniku jest na liście lotnisk, które otrzymają rządową pomoc z funduszu Covid na utrzymanie tak zwanej minimalnej zdolności operacyjnej. W sumie to będzie 142 mln złotych, a podział wynikać będzie z realnych kosztów, a nie z formy własności. Przekonywałem do tego rozwiązania ministra Marcina Horałę, jak i samego premiera. Oczywiście nie komentuje współpracy pomiędzy samorządami miasta Lublina i województwa lubelskiego, choć w żadnym razie nie zgadzam się z tezą o tym, że marszałek województwa odmawia wykonania swoich zobowiązań. Rozmawiałem o tej sprawie i z prezydentem, i z marszałkiem, obaj panowie znają też moją propozycję i pewnie po wzajemnych uzgodnieniach, będziemy mogli współpracować już z nowym zarządem spółki. Kilka dni przed epidemią, mieliśmy gościć w Świdniku prezesa LOT Rafała Mielczarskiego, zapowiedzieć partnerstwo, współpracę, nowe połączenie, a dziś i LOT i PLL stoją na krawędzi przetrwania i muszą weryfikować wcześniejsze plany.

– Nasz region był jednym z pierwszych, w których stwierdzono obecność wirusa COVID-19. Społeczność Świdnika wystraszyły dwa pierwsze przypadki wykryte w naszym mieście. Wydaje się jednak, że dzięki zdyscyplinowaniu świdniczan, sytuacja jest obecnie relatywnie opanowana. Czy monitoruje ją Pan w jakiś sposób i co w ogóle Ministerstwo Aktywów Państwowych, a Pan, jako wiceminister i poseł, mogą mieć do zrobienia w sprawie pandemii?

– Poprosiłem Bogdankę, Puławy, PGE Dystrybucja i PZL-Świdnik oraz marszałka województwa o pomoc finansową. W czerwcu powstanie w lubelskim Sanepidzie nowoczesne i wydajne laboratorium do testów na koronawirusa. Zorganizowałem pomoc żywnościową dla regionu poprzez Krajową Spółkę Cukrową. Pomogłem szpitalom, aby dostały dofinansowanie ze spółek skarbu państwa na zakup  środków ochronnych i, na przykład, w szpitalu jednoimiennym w Puławach, na karetkę. Wojewodę lubelskiego wspierałem przy tworzeniu izolatoriów czy hotelu dla medyka. Prywatne firmy z terenu specjalnej strefy ekonomicznej w Lublinie szybko przestawiły się na produkcję płynów do dezynfekcji i tu pomagałem udrożnić procedury. W ministerstwie aktywów to był naprawdę okres ciężkiej pracy, a dzięki temu, że Polacy, także w Świdniku, przestrzegali ograniczeń, przechodzimy czas epidemii lepiej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Artykuł przeczytano 1455 razy

Last modified: 28 maja, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »