sobota, 19 września 2020r.

Trwa wyścig o zabytkowe śmigłowce

Autor: |

Od początku rozpoczęcia produkcji w WSK Świdnik, czyli połowy lat 50. ubiegłego wieku, w fabryce powstało prawie 7,5 tysiąca śmigłowców. Mi-1, SM-2, Mi-2, jego  zmodernizowanej wersji PZL-Kania i PZL SW-3 Sokół. To kamienie milowe lotniczej historii naszego miasta. Aby konstrukcje te nie przepadły, trzeba je w miarę szybko zgromadzić, odrestaurować i wyeksponować w godnym dla nich miejscu. Byłby to również dowód szacunku dla talentu i ciężkiej pracy świdnickich inżynierów.

Pomysł na stworzenie kolekcji wyprodukowanych w Świdniku wiropłatów narodził się w Strefie Historii Miejskiego Ośrodka Kultury.

– Początkowo projekt dotyczył tylko przejęcia od spółki AgustaWestland dwóch śmigłowców w stanie muzealnym SM-1 i SM-2. Te maszyny, produkowane przed słynną „mi-dwójką”, jeszcze w latach 50., stały do nie dawna przy bramie zakładu. Zostały wyremontowane i zrekonstruowane. Przechowywane są obecnie w fabrycznym hangarze, zabezpieczone przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi – mówi Andrzej Misiurski ze Strefy Historii.

Co ciekawe, do zakładu stale napływają prośby z przeróżnych muzeów, chcących powiększyć swe zbiory o zabytkowe maszyny ze Świdnika. Okazuje się, że są one dla takich placówek, działających nie tylko w Polsce, ale i na świecie, bardzo łakomym kąskiem. Jeżeli nie zatrzymamy u siebie eksponatów, mogą zniknąć bezpowrotnie.

Okazuje się, że wysłużone i cenne wiropłaty znajdują się nie tylko w świdnickim zakładzie. Lotnicze Przedsiębiorstwo Usługowe „Heliseco” również takie posiada. Przedstawiciele firmy wstępnie zgodzili się przekazać jeden z nich. Poza tym, w okolicznych prywatnych posesjach są dostępne kadłuby Mi-2, i jeden Taurus. To prototypowy model Super Kani. Ta „skorupa” znajduje się we Franciszkowie, a właściciel wstępnie zgodził się ją odsprzedać. Jest więc szansa na skompletowanie ciekawej kolekcji.

Pojawia się pytanie, jak racjonalnie wyeksponować tę niezwykłą lotniczą wizytówkę Świdnika? Jednym z pomysłów jest wtopienie śmigłowców w krajobraz miejski, na wzór ronda przy zbiegu ul. Lotników Polskich i al. Racławickich. Jednak do tego celu nadają się wyłącznie kadłuby helikopterów.

– Zrekonstruowane śmigłowce nie będą spełniać tego zadania, bo nie można eksponować ich pod gołym niebem. Powinny stać w zadaszonym miejscu, najlepiej w hangarze, gdyż posiadają kompletne wyposażenie. Funkcję dekoracji przestrzennej lepiej spełnią puste  kadłuby. Wiemy gdzie stoją, znamy ich posiadaczy. O przedsięwzięciu rozmawialiśmy już z wiceburmistrzem Marcinem Dmowskim – wyjaśnia A. Misiurski.

Marcin Dmowski, zastępca burmistrza uważa, że pomysł jest godny realizacji: – Na razie skupiamy się na odnowieniu śmigłowca SM-1 stojącego przy rondzie, obok marketu Carefour. Zajmiemy się cokołem, a zakład, po sezonie urlopowym, odnowi kadłub. Jeśli chodzi o dwa możliwe do pozyskania śmigłowce muzealne z WSK,  to skłonni bylibyśmy zaakceptować finansowanie hangarowania tych maszyn w ramach Budżetu Obywatelskiego. W przypadku helikopterowych kadłubów, stanowiących miejski akcent, zgodziliśmy się, że jeśli Strefa Historii wyraziłaby gotowość ich remontu , to ratusz zająłby się procedurą umiejscowienia i montażu. Wiemy, że firma Heliseco posiada 20-30 śmigłowców do przekazania. Braliśmy pod uwagę kadłub Sokoła albo Mi-2. Jednak wszystko jest na etapie negocjacji i za wcześnie mówić o szczegółach. Bierzemy pod uwagę kilka lokalizacji.

– Zachowanie wyprodukowanych w WSK śmigłowców to dla miasta nobilitacja. A czas działa na naszą niekorzyść. Eksponatów jest coraz mniej, a za chwilę nie będzie ich w ogóle. Później świdnicką myśl techniczną będziemy mogli prezentować jedynie w formie modeli. – przestrzega  A. Misiurski.

Wystarczy przypomnieć, że pod koniec maja śmigłowiec PZL Kania, użytkowany przez Sekcję Lotnictwa Policyjnego w Krakowie, wzbogacił kolekcję eksponatów Muzeum Lotnictwa Polskiego. Maszyna ta, opracowana pod koniec lat 70. to głęboka modernizacja śmigłowca Mi-2, napędzana amerykańskimi silnikami i wyposażona w amerykańską awionikę. Przeznaczona była pierwotnie na eksport do odbiorców zachodnich. Zainteresowanie konstrukcjami lotniczymi z czasów PRL jest coraz większe, nie tylko w kraju. Odremontowane trafiają do prywatnych kolekcjonerów, głównie z Europy i Stanów Zjednoczonych.

słs

Artykuł przeczytano 422 razy

Last modified: 9 sierpnia, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?