poniedziałek, 26 lutego 2024r.

Teatralny jubileusz

Autor: |

Teatr to nie tylko miejsce, gdzie tworzy się sztukę, ale też przestrzeń magiczna, o czym mogli przekonać się goście wczorajszego jubileuszu Świdnickiej Grupy Teatralnej „Teatr Drogi”. Aktorzy zabrali publiczność w podróż w przeszłość oraz pokazali, że czują pociąg do grania.

Okazją do spotkania w Miejskim Ośrodku Kultury były 5. urodziny grupy. Pojawili się na nich przedstawiciele władz, zaprzyjaźnionych instytucji oraz wielbiciele „Teatru Drogi” i muzy Melpomeny.

– Teatr jest formą zapomnienia o rzeczywistości, czasem jej zrozumienia lub ubogacania. Jest formą rozwoju siebie, znajdowania tego, czego nie dostrzegamy na co dzień, miejscem spełniania marzeń. Teatr tworzą konkretne osoby, życie, czas, w którym żyjemy, widzowie. Podstawowe znaczenie ma reżyser. Naszym pierwszym była Aneta Stodulska-Sowa, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, która przez 4 lata nie tylko reżyserowała spektakle, ale też uczyła nas aktorskiej sztuki. Dziękujemy za te lekcje. Słowa podziękowania za poświęcony czas, emocje i talenty kierujemy do Renaty Elmerych, która prowadzi nasz teatr od roku. Dziękujemy również dyrekcji i pracownikom Miejskiego Ośrodka Kultury za wsparcie, jakiego nam udzielają oraz widzom, bez których nie byłoby nas tutaj. Ja ze swojej strony dziękuję wszystkim osobom, które w ciągu tych 5 lat działalności jako stowarzyszenia i 8 lat jako grupy, wystąpiły z nami na scenie, a było ich około 30 – wyliczał Andrzej Wiśnioch, prezes Świdnickiej Grupy Teatralnej „Teatr Drogi”.

Podczas spotkania nie zabrakło życzeń i gratulacji. Elżbieta Katarzyna Kędzierska, dyrektor Departamentu Kultury, Edukacji i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego w Lublinie, wręczyła Anecie Stodulskiej-Sowie Odznakę Honorową „Zasłużony dla Województwa Lubelskiego”. Andrzej Wiśnioch odebrał z rąk Elżbiety Katarzyny Kędzierskiej i Michała Piotrowicza, radnego województwa lubelskiego, dyplom uznania z okazji 5-lecia istnienia stowarzyszenia.

– Dyplom uznania dla Świdnickiej Grupy Teatralnej „Teatr Drogi” za szczególny wkład w upowszechnianie i wzbogacanie kultury oraz kształtowanie wrażliwości artystycznej mieszkańców naszego regionu z okazji jubileuszu 5-lecia istnienia z najlepszymi życzeniami przekazujemy w imieniu marszałka Bartłomieja Bałabana i marszałka Jarosława Stawiarskiego – mówiła E. K. Kędzierska.

Adam Żurek, dyrektor  Miejskiego Ośrodka Kultury, w imieniu burmistrza Waldemara Jaksona i jego zastępcy Marcina Dmowskiego, odczytał list gratulacyjny: „Z okazji jubileuszu 5-lecia „Teatru Drogi” składamy najserdeczniejsze gratulacje i wyrazy uznania za wytrwałość w działaniach na rzecz środowiska lokalnego. Pragniemy wyrazić szacunek dla państwa pracy, profesjonalizmu, a także pełnego zaangażowania. Prosimy przyjąć życzenia dalszego rozwoju, wszelkiej pomyślności i satysfakcji. Niech nigdy nie zabraknie państwu energii w dążeniu do wyznaczonych celów, a osiągane sukcesy niech będą bodźcem do podejmowania nowych wyzwań”. Ze swojej strony, jako gospodarza miejsca, chcę powiedzieć, że cieszymy się bardzo, że uciekając od rzeczywistości, jak powiedział Andrzej Wiśnioch, ucieczkę zakończyliście w Miejskim Ośrodku Kultury. Jest nam niezmiernie miło, że w naszych progach znaleźliście swoje miejsce na te 5 lat i mamy nadzieję, że jeszcze na wiele następnych. Życzymy wam realizacji kolejnych planów i marzeń.

Głos zabrali też starosta Łukasz Reszka, Andrzej Mańka, dyrektor Centrum Usług Społecznych i Barbara Hajkowska-Pirek, koordynator świdnickiego Orszaku Trzech Króli, gratulując aktorom i życząc dalszych sukcesów, świetnych premier i doceniających widzów.

Publiczność obejrzała film „Teatralne deja vu”, opowiadający o historii grupy, później zaś spektakl „Pociąg do…”. Jego reżyserem jest Renata Elmerych, scenarzystą życie, zaś opracowaniem muzycznym zajął się Bartłomiej Abramowicz. Na scenie wystąpili: Anna Bryk, Halina Hylczuk, Hanna Drozd, Aneta Kaniewska, Anna Michalak, Monika Lechnio-Lewicka, Janusz Adamczyk, Adam Pucek i Andrzej Wiśnioch. Opowiedzieli, zupełnie inaczej niż w dotychczasowych sztukach, o miłości, tej szczęśliwej i tej niespełnionej, poszukiwaniu swojej drogi, ludzkich charakterach, filozofii. Były ruch, taniec, śpiew i muzyka.

– Nad scenariuszem pracowaliśmy pół roku i nie ukrywam, że była to ciężka praca. Powstał na podstawie naszych obserwacji, dotyczy relacji między ludźmi. Tytułowy pociąg to życie, które dokądś zmierza. Pojawiają się stacje, osoby wnoszący coś do naszej rzeczywistości. Czasami mamy wpływ na to, gdzie podążamy, czasami nie. Jest wiele trudnych emocji, jak to bywa w zwykłej codzienności, staraliśmy się jednak, by nie przytłoczyć nimi widza, stąd też pewne akcenty na wesoło. Całość osadziliśmy w klimacie lat 50., były odpowiednie stroje i scenografia. Przy okazji pracy nad spektaklem, odkryliśmy też wiele talentów naszych aktorów – wokalnych czy tanecznych, które postanowiliśmy wykorzystać. Jako reżyser, patrzę nie tylko na to, co dzieje się na scenie, czuwam nad światłem czy muzyką, ale też obserwuję widzów, czy są zainteresowani, jakie emocje malują się na ich twarzach. Podczas spektaklu byli skupieni, oglądali go z uwagą, co jest dla mnie bardzo ważne – wyjaśniała Renata Elmerych.

Goście mogli też obejrzeć wystawę pt. „Teatr Drogi w kadrze”.

Pociąg do…

A co na temat swojej pasji i przynależności do „Teatru Drogi” mówią aktorzy, którzy nigdy nie mieli do czynienia z profesjonalną sceną, a w codziennym życiu wykonują różne zawody?

– Kilka lat temu grałam z częścią grupy w spektaklu „Zaczarowana dorożka”. Cóż mogę powiedzieć, czuję pociąg do… Ten tytuł to strzał w dziesiątkę. Teatr daje mi radość, bo otaczam się wesołymi ludźmi – mówi Halina Hylczuk, która do „Teatru Drogi” dołączyła kilka miesięcy temu.

Anna Michalak gra prawie od początku istnienia grupy: – Na pierwszym spektaklu byłam jako gość. Potem zaproszono mnie na próbę i tak zostałam. W życiu nie zawsze robimy to, co chcemy lub chcielibyśmy, a w teatrze możemy być kim nie jesteśmy a chcielibyśmy być. Zyskujemy też pewność siebie. Praca często dołuje, spotykają nas na co dzień różne przykre sytuacje, a tutaj możemy się odegrać, odreagować. Możemy też dać innym powód od radości.

– Z teatrem związany jestem od początku – wyjaśnia Adam Pucek. – Grałem w przedstawieniu „Oto człowiek”, później miałem dłuższą przerwę. Niedawno Andrzej zadzwonił, że robią spektakl muzyczny, więc wróciłem. Renata dodała mi skrzydeł, bo jestem osobą śpiewającą, w chórach, scholi, i tutaj mogłem to zaprezentować. Wcieliłem się w rolę Jana Kiepury, wykonałem też włoską pieśń o miłości. Jest właśnie ten pociąg do życia, miłości, muzyki, bo to wszystko łączy się w jedną całość.  

Monika Lechnio-Lewicka działa w grupie od 8 lat: – W szkole podstawowej uczestniczyłam w zajęciach koła teatralnego i wtedy narodziła się ta pasja. Przyjemność sprawiało mi wcielanie się w różne role. Czasem może łatwiej jest być kimś innym niż sobą, czasami realizuje się na scenie marzenia o tym, kim się nie zostało. Z wykształcenia jestem filologiem polskim, więc studiowanie też dało mi miłość do słowa. Szczególnie cenna jest dla mnie rola Iriny w spektaklu „Nasz Czechow”. Wracam do niej z sentymentem, bo grałam osobę dużo młodszą, inną niż ja, ale poniekąd trochę może odzwierciedlającą dawną Monikę. Czasy Czechowa imponują, nie ma telefonów komórkowych, cyfryzacji, wszystko wydaje się prostsze, nieskażone, inne. Nie mam wymarzonej roli, ale chętnie wystąpiłabym w sztuce komediowej, lekkiej i frywolnej, żeby dać widzom radość. W „Pociągu do…” gram wyrafinowaną, bogatą złodziejkę, panią inżynier, która nie miała okazji spełnić się w zawodzie i jest tylko żoną swojego męża adwokata. Kradnie, bo…tak naprawdę nie wiadomo. Może jest kleptomanką, a może to próba zwrócenia na siebie uwagi?

– Na samym początku działalności grupy zadzwoniła do mnie któraś z pań z zaproszeniem do uczestnictwa – mówi Janusz Adamczyk. – Nie potrafiłem odmówić i przyszedłem. W trakcie pierwszego spotkania zacząłem się zastanawiać, co ja tam robię, bo byłem najstarszy. Kiedy jednak pani reżyser zaczęła rozdawać role i okazało się, że będę mógł wykorzystać swoją twórczość poetycką i eseistyczną, zostałem. Pierwszy spektakl został bardzo dobrze przyjęty i zagraliśmy go nawet na gali wręczenia nagród artystycznych burmistrza Świdnika. Dołączali do nas kolejni chętni i zaczęły powstawać nowe sztuki, w oparciu na przykład o Czechowa. Być może jest więc tak, że bycie w grupie teatralnej daje mi możliwość wyrażenia swojego świata wewnętrznego, włączania swoich treści i tekstów. I chyba podoba się to, skoro chcą, bym nadal to robił. Co mnie oczywiście cieszy.

aw

« z 2 »
« z 2 »

Artykuł przeczytano 1970 razy

Last modified: 30 grudnia, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »