niedziela, 19 kwietnia 2026r.

Święta w wersji młodzieżowej

Autor: |

Palma, pisanki, koszyczek, biały barszcz, śmigus-dyngus… ale po młodzieżowemu! Siódmoklasiści ze Szkoły Podstawowej nr 3 opowiadają, jak ogarniają świąteczne przygotowania, które potrawy i tradycje lubią najbardziej oraz dlaczego Wielkanoc to dla nich coś więcej niż tylko wolne od szkoły.

Antek: – Te święta kojarzą mi się z rodzinnymi spotkaniami. Zawsze jestem podekscytowany, kiedy do babci przyjeżdża również mój brat cioteczny i możemy pójść nad rzekę. Nie ma już śniegu, robi się ciepło, na drzewach pojawiają się pąki, zaczynają kwitnąć kwiaty. Od kiedy pamiętam, mamy jedną palmę i to z nią chodzę w Niedzielę Palmową do kościoła. Przed samymi świętami mama, babcia i ciocia przygotowują jedzenie, a ja zazwyczaj sprzątam, głównie odkurzam. Zawsze też niosę koszyczek z pokarmami do poświęcenia. 2 lata temu robiłem pisanki – wycinaliśmy wzory z papieru i malowaliśmy jajka farbkami. W tamtym roku jakoś nie było na to czasu. Na wielkanocnym stole obowiązkowo są jajka z majonezem, udekorowane szczypiorkiem. Na początku babcia zawsze mówi, żeby ich nie jeść, bo najpierw jemy żurek, który jest moją ulubioną potrawą. W śmigus-dyngus biegamy z bratem po całej działce i strzelamy z pistoletów na wodę – jeszcze z tego nie wyrośliśmy. W tamtym roku we wsi jeździła Ochotnicza Straż Pożarna i kierowała strumień wody w górę, żeby zmoczył wszystkich jak spadnie. Czasami jeszcze po świętach biorę pistolet do szkoły, żeby oblać kolegów i koleżanki. Dziadek opowiadał, że kiedy był młody, chodził z dużym wiadrem i oblewał wszystkie dziewczyny na osiedlu. Mówił też, że kiedyś biegało się z gałązkami i uderzało ludzi lekko po nogach – był to taki świąteczny zwyczaj. Wszystkim mieszkańcom Świdnika życzę, aby święta były szczęśliwe, żeby nic przykrego się nie wydarzyło. I żeby były mokre!

Dominik: – Wielkanoc to dla mnie przede wszystkim czas spotkań z rodziną, podobnie jak Wigilia, tylko z innymi potrawami – na przykład z obowiązkowym białym barszczem. Wiem, że kiedy święta się kończą, nadejdzie już prawdziwa wiosna. Zazwyczaj to ja idę z koszyczkiem do kościoła, aby poświęcić pokarmy. W tym czasie mama przygotowuje różne potrawy. Kiedy wracam, pomagam jeszcze posprzątać dom. Później najczęściej idziemy do babci, gdzie spędzamy resztę dnia. Na stole jest biały barszcz z jajkiem i białą kiełbasą. Kiedy wracamy z mszy, szukamy też czekoladowych jajek, które mama schowała w domu. W drugi dzień świąt wychodzimy z braćmi na dwór. Na górce przy szkole robimy bazę i bawimy się, kto najdłużej wytrzyma, nie będąc mokrym. Życzę wszystkim udanych świąt!

Kamila: – Nadchodzące święta kojarzą mi się z Panem Jezusem, przygotowaniami do wspólnego świętowania i czasem spędzonym w gronie rodziny. Zawsze z mamą robimy sałatkę jarzynową, która jest moim ulubionym daniem wielkanocnym. Lubię też pomagać w przygotowaniach: ustawianiu stołu, rozstawianiu krzeseł, układaniu naczyń i potraw. Śmigus-dyngus nie jest u nas popularny – brat ma 18 lat i nie przepada za takimi zabawami. Chociaż kiedy byliśmy młodsi, zdarzało się nam trochę oblewać wodą. Życzę wszystkim Czytelnikom Głosu Świdnika dobrych świąt!

Natalia: – Przed świętami w domu zawsze jest dużo sprzątania i innych przygotowań. Ja chętnie pomagam mamie w robieniu potraw. Moja siostra czasami piecze babkę herbacianą. Na naszym stole pojawiają się jajka faszerowane, które najbardziej lubię oraz biały barszcz. Na każdą Wielkanoc jest też sałatka z makaronem z zupek chińskich, kiszonymi ogórkami, papryką, żółtym serem i wędliną. Najlepsza jest wtedy, gdy postoi jeden dzień w lodówce. Na święcenie pokarmów do kościoła chodzę z siostrą. Palmę kupujemy, ale już jajka na pisanki zabarwiamy w garnku, na przykład w liściach czerwonej kapusty.  Co roku, zarówno na Wielkanoc, jak i na Boże Narodzenie, najpierw odwiedzamy babcię od strony mamy, a potem jedziemy do babci od strony taty, gdzie zostajemy już dłużej, ponieważ jest tam więcej rodziny. Śmigus-dyngus pozostawia na cały rok ulubione wspomnienia. Pamiętam, jak u babci razem z siostrą i tatą oblewaliśmy się wodą z dużej strzykawki. Kiedy nocowałyśmy u babci, planowałyśmy z siostrą, jak rano oblać dziadka. W tamtym roku poszłam z koleżankami i bratem jednej z nich na drugi koniec Świdnika i oblewaliśmy się ze spotkanymi tam dziećmi. Życzę wszystkim, tak jak życzy się w mojej rodzinie – wesołego jajka!

Tomek: – Wielkanoc kojarzy mi się z wiosną, ciepłem i tym, że wreszcie można więcej czasu spędzać na dworze. Zazwyczaj jedziemy do dalszej rodziny i tam spotykam się z bratem ciotecznym – razem się wygłupiamy i wymyślamy różne zabawy. Pomagam też w przygotowaniach do świąt, na przykład w sprzątaniu domu. Na wielkanocnym stole nie może zabraknąć żurku, który bardzo lubię. Kiedy byłem młodszy, babcia albo dziadek chowali dla mnie i brata czekoladowe zające, a my musieliśmy je znaleźć. W śmigus-dyngus zawsze bawiliśmy się z dziećmi na osiedlu, oblewając się wodą. Czasami urządzaliśmy prawdziwe „bitwy”, które trwały cały dzień. Dziadek opowiadał mi, że dawniej było tak, że jeśli kogoś oblało się wodą, znaczyło to, że się go lubi – im bardziej ktoś był mokry, tym większą sympatią się cieszył. Życzę wszystkim spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych!

aw

 

 

 

 

 

Artykuł przeczytano 171 razy

Last modified: 2 kwietnia, 2026

Zmień język »
Przejdź do treści