Z tegorocznych Igrzysk Olimpijskich Polacy przywieźli 10 medali. Złoto zapewniła sobie oraz Polsce Aleksandra Mirosław, zawodniczka uprawiająca wspinaczkę. Okazuje się, że miłośnicy tej dyscypliny sportowej są wśród nas. Jedną z nich jest Zuzanna Gębała, która zafascynowała się tym sportem niespełna trzy lata temu.
9-letnia mieszkanka Nowego Krępca, na co dzień uczennica Szkoły Podstawowej nr 7 w Świdniku, postanowiła podzielić się z nami swoją pasją. Wraz ze swoimi rodzicami, panią Anną i panem Piotrem, opowiedzieli o początkach, zawodach oraz o tym, jak wyglądają treningi.
– Przygoda Zuzi ze wspinaczką rozpoczęła się niecałe 3 lata temu, kiedy to bardzo spodobał jej się plac zabaw typu małpi gaj. Nieco później, trochę przez przypadek, trafiliśmy do lubelskiego centrum wspinaczki Kotłownia, gdzie swoje pierwsze kroki stawiała swego czasu również Ola Mirosław. Ścianka wspinaczkowa spodobała się naszej córce na tyle, że od razu zapisaliśmy ją na regularne zajęcia. Wiąże się z tym ciekawa historia, bo po dwóch, może trzech spotkaniach, zorganizowano zawody dla początkujących. Ku naszemu zdziwieniu, laureatką zmagań została Zuzia – opowiada pan Piotr.
Zuzanna „awansowała” dość szybko: – Po pierwszych wygranych zawodach chodziła do grupy początkującej jeszcze przez kilka zajęć, potem pomyśleliśmy, żeby zapisać ją do grupy sportowej. Instruktorka stwierdziła, że znacznie się wyróżnia, a na treningach zaczyna się nudzić. Trener z grupy starszej miał na początku wątpliwości – związane choćby z tym, że Zuzia byłaby najmłodsza i mogłaby wymagać dodatkowej pomocy. Szybko jednak zmienił zdanie, bo po pierwszym treningu stwierdził, że wspina się jak dorosły. We wspinaczce trzeba przemyśleć gdzie postawić nogę, gdzie rękę – zanim rozpocznie się drogę, należy ją zaplanować. Córka jest już na takim etapie, że nie tylko sama potrafi ją przemyśleć, ale też często jej rozwiązania i pomysły okazują się lepsze niż zasugerowane przez kogoś innego – dodał dumny tato.
Młodej sportsmence, kiedy opowiadała o wspinaczce, towarzyszył uśmiech i prawdziwa pasja. Jej osiągnięcia w tej dziedzinie trudno zliczyć, a swoją najnowszą nagrodę, Puchar Polski w boulderingu, przywiozła niedawno z Zakopanego. Trzy tygodnie wcześniej w jej ręce trafił Puchar Polski we wspinaczce sportowej, który zdobyła w Gliwicach. Wspomnieć trzeba również o ogólnopolskim rankingu Polskiego Związku Alpinizmu – Zuzia uplasowała się w nim na pierwszej pozycji. A jak wyglądają codzienne treningi?
– Bardzo lubię bouldering, a na naszej sali jest duża ścianka. Na początek zawsze jest rozgrzewka, która trwa pół godziny. Później są baldy i wspinanie. Na koniec znowu się rozciągamy, żeby mięśnie mogły odpocząć, bo podczas treningów musimy mocno je wysilać – mówi Zuzia.
… czym jednak dokładnie jest bouldering? A czym są baldy?
– Bouldering, o którym opowiadam, to po prostu rodzaj wspinaczki. Ścianki mają różnokolorowe uchwyty, a baldy to droga po jednym kolorze – doprecyzowała.
Są trzy kategorie wspinaczki, o których opowiedziała pani Anna: – Bouldering, o którym wspomniała Zuzia, to taki test trudnościowy, który składa się z niewielkiej ilości skomplikowanych ruchów. Jest też wspinaczka na czas, gdzie na wynik wpływa właśnie czas pokonania drogi. Ostatnią dyscypliną jest prowadzenie. Polega na tym, by w ciągu kilku minut wspiąć się jak najwyżej na ścianę, która ma wysokość 10-15 metrów. Tutaj sportowiec zabezpieczony jest liną.
– Musimy mieć wygodne ubranie, nie może to być sukienka ani spódnica. Potrzebne są też specjalne buty do wspinaczki, mające odpowiedni czubek, które ułatwiają stawanie na małych chwytach. No i magnezja, która powoduje, że dłonie się tak nie pocą – opowiada Zuzia.
Treningi Zuzi odbywają się dwa razy w tygodniu na lubelskiej ściance wspinaczkowej Bafard i trwają po dwie godziny. Oprócz tego, bierze ona udział w weekendowych zajęciach z trenerem, a także w krajowych oraz międzynarodowych zawodach.
– Jeśli chodzi o trenerów, to trafiliśmy na odpowiednie osoby na właściwych miejscach. Obecny, Karol Malec, jest z nami od dwóch lat, z zaangażowaniem jeździ z nami również na zawody, a do treningów podchodzi bardzo indywidualnie. W weekendy, kiedy nie ma zawodów, często wybieramy się na ściankę do Warszawy lub Rzeszowa, a jak jest dobra pogoda, to wspinamy się po prawdziwych skałach. Najbliższym nam zagłębiem wspinaczki skałkowej jest Jura Krakowsko-Częstochowska – opowiada pan Piotr.
– Brałam udział w wielu zawodach w Polsce, byliśmy też w Czechach, na Słowacji, w Austrii oraz w Niemczech. Wyjazd do Austrii był najdalszy, połączyliśmy go z wyjazdem wakacyjnym do Włoch – wylicza Zuzia.
Można więc stwierdzić, że jest to wymagający sport również dla… rodziców.
– Dużo podróżujemy, to prawda. Chociaż dzięki temu poznajemy różne miejsca i wielu ludzi. W zeszłym roku mieliśmy nawet okazję poznać Aleksandrę Mirosław. Zuzia zdobyła wtedy pierwsze miejsce i otrzymała od niej woreczek z autografem i magnezją. Oprócz zawodów dla młodszych zawodników jeździmy też na konkursy w kategoriach „open”, czyli dla wszystkich chętnych. Nasza córka jest tam najczęściej najmłodsza, co wcale nie oznacza, że ląduje na końcu stawki. W ostatnich zawodach w Bielsku-Białej zajęła 16. miejsce na 41 kobiet. Dzięki temu Zuzia przygotowuje się do kolejnego roku, kiedy trafi już do kategorii U12, gdzie, jako dziesięciolatka, będzie rywalizować z osobami nawet o dwa lata starszymi – mówi tato Zuzi.
W trakcie przygotowań do sezonu oraz w czasie samego sezonu bardzo ważnym aspektem jest regeneracja. Zuzia nie ma specjalnej diety, lecz jej posiłki są zdrowe i zbilansowane, co sprzyja prawidłowemu rozwojowi układu kostno-mięśniowego. Ważne jest również dbanie o kondycję skóry palców, która nadmiernie ściera się podczas wspinania – poprzez używanie specjalnych mazideł wspomagających gojenie. Duże znaczenie ma również dostosowanie treningów i wybór zawodów, w których startuje. Czasem lepiej jest zmniejszyć obciążenie bądź zrezygnować ze startu, by ciało i głowa mogły odpocząć.
– W tym sporcie piękne jest to, że wszyscy się nawzajem dopingują. Niby rywalizacja, niby walka o medale, jednak najważniejsze jest wsparcie dla współzawodników. To, co zauważam, to duża otwartość społeczności wspinaczkowej. Naprawdę polecam każdemu, by spróbować, jeśli oczywiście nie ma się lęku wysokości. Warto stanąć przy ścianie, wejść na początek nawet na kilkanaście centymetrów. Skałki są ponadto często położone w pięknych okolicznościach przyrody, a to kolejna zaleta tego sportu – dodaje pani Anna.
Przed Zuzanną nowy rok szkolny, podczas którego będzie uczyła się w trzeciej klasie. Zapewnia jednak, że nie planuje zwalniać, jeśli chodzi o treningi. A obok wspinaczki lubi też rysowanie, lepienie z gliny, szydełkowanie, nieobce jest jej również taekwondo i szachy. Przyznała, że męczy tatę o zakup tabletu graficznego do tworzenia animacji.
– Sport to zdrowie. Odważyłam się spróbować wspinaczki rok temu i zapewniam, że to pierwszy krok jest najtrudniejszy. A teraz? Jeżdżę na treningi razem z córką. Warto spróbować, dla lepszego samopoczucia i dla zdrowia. Dla siebie! Wspinają się osoby w różnym wieku, o różnej budowie ciała. To dobry sposób na rodzinne spędzenie czasu. Nasza najmłodsza, pięcioletnia córka w formie zabawy również próbuje swoich sił we wspinaczce. Szesnastoletni syn woli inne aktywności, jednak zapewniam, że w trakcie wspólnych wyjazdów na skałki można się świetnie bawić – podsumowuje pani Anna.
A jaki jest sposób na sukces? Jak mówi Zuzia, nie warto czuć presji. Najlepsze osiągnięcia przychodzą wtedy, gdy sport ten traktowany jest jako pasja i forma zabawy oraz relaksu. Nie należy stawiać sobie wymagań nie do osiągnięcia, a raczej podążać do celu swoim tempem.
Piotr Ślęp, fot. z archiwum Zuzi
Artykuł przeczytano 971 razy
Last modified: 6 września, 2024



