piątek, 08 maja 2026r.

Sercem świdniczanin

Autor: |

Michał Siewniak łączy ogień i wodę, ponieważ jest wiernym kibicem Motoru Lublin i jednocześnie przyjacielem Świdnika. Mieszka w Welwyn Hatfield, gdzie jako jeden z bardzo nielicznych w całym Zjednoczonym Królestwie Polaków, został wybrany na radnego.  Był jednym z inicjatorów współpracy angielskiego miasta z naszym.

– Niedawno opublikowałeś na swoim Facebooku radosną nowinę o podpisaniu bilateralnej umowy rządów Polski i Wielkiej Brytanii w sprawie wyborów lokalnych. Skąd to zadowolenie?

Moim zdaniem, to naprawdę fantastyczna wiadomość dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. Jesteśmy czwartą, po Hiszpanii, Portugalii i Luksemburgu, grupą, która bedzie mogla, po wyjsciu UK z EU, kontynuowac swoje aktywne uczestnictwo w procesie demokratyczno – politycznym na wyspach. Jestem bardzo zadowolony, że będziemy mogli głosować i kandydować w wyborach samorządowych. To bardzo ważne, aby Polonia, jako największa grupa etniczna w Wielkiej Brytanii, miała realny wpływ na wybory samorządowe, a tym samym mógł również kształtować przyszłą politykę lokalną. Wierzę również, że pomimo wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, dwustronne porozumienie podpisane między rządem polskim i brytyjskim przyczyni się do zbudowania jeszcze silniejszych relacji między naszymi krajami, a nasi rodacy pozostaną ważnym ogniwem w mozaice kulturowej społeczności brytyjskiej.

Dla mnie osobiście jest to również w pewnym stopniu szansa na dalsze przełamywanie niektórych stereotypów. Polacy, w większości przypadków radzą sobie na wyspach bardzo dobrze, choć w kontekście “edukacji politycznej” i budzenia świadomości społeczno-demokratycznej z pewnością wiele można zrobić. Miejmy tylko nadzieję, że społeczność polska uświadomi sobie wagę tego porozumienia i zmaksymalizuje możliwości, jakie ono daje.

– Od prawie dwudziesty lat mieszkasz w Anglii, a zapomniałeś zostać Brytyjczykiem. Nie czujesz się teraz, po Brexicie,  jak kompletny allien?

Trudno uwierzyć, że minęły już prawie 4 lata, odkąd Wielka Brytania zdecydowała, w krajowym referendum, że opuści, jako pierwsza, Unię Europejską. Tak zwany okres przejściowy zakończy się w grudniu 2020 roku.

Nie zamierzam zaprzeczać, że ostatnie 4 lata były trochę bolesne. 3 premierów, żmudne, męczące, nawet dla ‘widza’ negocjacje, podział narodu i zdecydowanie polaryzacja sceny politycznej sprawiły, że ludzie mieli i maja już dość całej tej “breksitowej sagi”.

Sporo obywateli UE, w tym Polaków, zdecydowało się na powrót. Mieszkam w Wielkiej Brytanii od 15 lat, przyjechałem w czerwcu 2005 roku i w Wielka Brytanii czuje się jak w domu. Jednak w ciągu ostatnich 4 lat było wiele momentów, w których zastanawiałam się, czy to nie jest dobry moment do powrotu. Wiele znaków zapytania w kontekście zmian w prawie imigracyjnym, rynku pracy oraz realna szansa na niepodpisanie żadnej umowy z UE sprawiły, że przyszłość Wielkiej Brytanii dla wielu rodzin była niepewna. Następne 6 miesięcy będzie bardzo ważne. Miejmy nadzieję, że UE i Wielka Brytania znajdą kompromis i że ponad 3 miliony obywateli UE nadal będą postrzegane nie jako ciężar, a nasz wkład kulturowy i gospodarczy zostanie uznany i doceniany.

– Twoim największym sojusznikiem w realizacji współpracy między „miastem ogrodem” i Świdnikiem była nieodżałowanej pamięci Lynne Sparks, burmistrz Welwyn Hatfield. Po jej przedwczesnej śmierci właściwie wszystko się rozsypało. Czy widzisz szansę na odtworzenie kontaktów?

Muszę przyznać, że nagła śmierć burmistrza Welwyn Hatfielda była bardzo smutna. To Lynne Sparks, którą udało mi się przekonać, aby pojechała do Polski w celu zbudowania silnych więzi z krajem, którego mieszkańcy są największą grupą etniczną w naszym powiecie. Lynne zakochała sie w Polsce, strasznie spodobał jej się Świdnik i obie jej podróże były wspaniałe!

Rola burmistrza w Wielkiej Brytanii, chociaż nie w każdej gminie, polega na reprezentowaniu  obywateli. Jest to rola niepolityczna. Następcy Lynne mają inne priorytety i aspiracje, ale mam nadzieję, że nasza współpraca będzie mogła zostać przywrócona. Może teraz, kiedy Wielka Brytania opuszcza UE, paradoksalnie to jest dobry moment, aby ponownie rozpatrzyć rożne warianty wspólnej,  owocnej, miedzypowiatowej współpracy?

– Jakim zajęciom poświęcasz się teraz najbardziej?

Czas leci. Jest w dalszym ciagu wiele do zrobienia, ale nie narzekam. Lubię być zajęty. Zawodowo, przez ostatnie dwa lata zarządzam, w imieniu mieszkańców, stosunkowo dużym projektem w powiecie Broxbourne, który z subwencji pozarzadowych, otrzymał 1 milion funtów. Jest to obszar z wieloma wyzwaniami społecznymi, kulturalnymi i ekonomicznymi, a przydzielone fundusze mają na celu poprawę jakości życia ludzi.

Poza tym jestem członkiem zarządu pozarządowej organizacji „Nowi Europejczycy”, która pracuje na rzecz Europejczyków mieszkających w Wielkiej Brytanii, jak rowniez Brytyjczyków mieszkających w UE. Od pazdziernika 2019, jestem również międzynarodowym członkiem Ruchu na rzecz Polityki i Jedności, zainicjowanego przez Ruch Focolare.

Jestem zaangażowany w jedną z moich ulubionych kampanii w Wielkiej Brytanii, Tydzień Parlamentu, która promuje Parlament jako instytucję demokratyczną. Istnieją już plany zorganizowania co najmniej dwóch seminariów jeszcze w tym roku, które – mam nadzieję – zachęcą uczestników do większej aktywności obywatelskiej.

Nadal dużo pracuję z Polskimi Sobotnimi Szkolami w hrabstwie Hertfordshire. Wreszcie, do końca stycznia byłem także konsulatem europosłanki do PE z regionu wschodniej Anglii. Ogólnie, jak się to mówi… dzieje się

– Jak radzą sobie mieszkający na wyspach Polacy w warunkach wyjścia z Unii Europejskiej i koronawirusa?

Jak powiedziałem wcześniej, debata w sprawie Brexitu zdominowała nasze codzienne i polityczne życie w ciągu ostatnich 4 lat. Do końca tego roku Wielka Brytania miała dojść do porozumienia z UE, jednak w momencie uderzenia koronaawirusa rząd miał inne priorytety i dlatego wszystkie negocjacje zostały wstrzymane. To prawda, że wybuch pandemii zdrowia mocno uderzył w Brytyjczyków. Zmarło już ponad 40 000 osób. W mojej opinii, z ekonomicznego punktu widzenia, rząd wprowadził wiele inicjatyw, na przykład program urlopów, który pomógł małym i średnim przedsiębiorstwom przetrwać ten kryzys. Jednakże, pomimo namacalnej pomocy, bezrobocie już wzrasta, dostęp do świadczeń socjalnych również się poszerzył. Z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli rząd zareagował o wiele za późno. Zamknięcie, czyli tak zwany lockdown, zaczęł się dopiero pod koniec marca. Premier był niechętny podjęciu bezpośrednich działań w celu zaradzenia pandemii. Jestem przekonany, że gdybyśmy zareagowali szybciej, biorąc przyklad od innych krajów, uratowano by o wiele więcej istnień ludzkich.

A co z Polonią w Wielkiej Brytanii? To ciekawe. Znam całkiem sporo osób, które czuły się bezpieczniej spędzając kwarantannę w Polsce. Inni zdecydowali, że to dobry moment, aby wrócić do kraju. Połączenie Brexitu, pandemii i niepewna przyszłości sprawiło, że niektórzy Polacy zdecydowali się na wyjazd z Wielkiej Brytanii. Jednak większość pozostała na wyspach. Przypuszczam, że nie jest tak łatwo po prostu zostawić wszystko za sobą. Jesteśmy ważną częścią ich tkanki społeczno-ekonomicznej, jednak wszyscy tęsknimy za Polską, a w moim przypadku również za Chorwacją, ponieważ stamtąd pochodzi moja żona.

– Na razie nie ma szans, żebyśmy spotkali się na przed lub pomeczowej „ustawce”. W niejasnych okolicznościach Motor awansował do drugiej ligi. Wciąż kibicujesz swojej drużynie?

Ależ oczywiście. Muszę jednak powiedzieć, że “awans” Motoru do II ligi był nieco kontrowersyjny, nawet dla mnie. Szkoda, że z powodu koronawirusa nie zdecydowała o nim postawa na boisku. Jako zawodnik czułbym się na pewno niezadowolony. Wejście o szczebel wyżej, „kuchennymi drzwiami” to nie to samo.

Na koniec chciałbym wyrazić ogromne podziękowania za umożliwienie mi rozmowy z Głosem Świdnika Mam nadzieję, że wkrótce znów się spotkamy. Pozdrowienia dla Waszego miasta i jego mieszkańców.

Artykuł przeczytano 1904 razy

Last modified: 25 czerwca, 2020

Zmień język »
Przejdź do treści