sobota, 19 września 2020r.

Nowe otwarcie

Autor: |

Od 25 czerwca prezesem zarządu Portu Lotniczego Lublin jest Andrzej Hawryluk. Trudno byłoby powiedzieć, że nie zna się na tym, czym przyjdzie mu się teraz zajmować.

Urodził się w 1961 roku w Puławach. Jest absolwentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie, gdzie uzyskał tytuł inżyniera na kierunku ruch lotniczy. Na Politechnice Warszawskiej ukończył Wydział Transportu na specjalności sterowanie ruchem w transporcie, a na Politechnice Łódzkiej studia podyplomowe z zarządzania przedsiębiorstwem.
Nowy prezes lotniska związany jest z branżą lotniczą od początku kariery zawodowej. Wiele lat pracował w państwowym Przedsiębiorstwie Porty Lotnicze, na stanowisku dyrektora Biura Spraw Pracowniczych, zastępcy dyrektora naczelnego, a także dyrektora pionu inwestycji, w którym odpowiadał za realizację przedsięwzięć strategicznych, między innymi rozbudowę dróg startowych, terminala pasażerskiego, centrum logistycznego dla służb technicznych oraz Kolejowego Frontu Rozładunku Paliwa Lotniczego. W Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej był dyrektorem Ośrodka Szkolenia Lotniczego, kształcącego kontrolerów ruchu. Warto podkreślić, że był też zaangażowany w działania związane z wyposażeniem lubelskiego lotniska w system ILS oraz wieżę kontroli lotów. Sprawował także funkcję dyrektora Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Ruchu Lotniczym w PAŻP. Ponosił odpowiedzialność za wykonywanie zadań safety managera, ochronę infrastruktury oraz koordynację i wykonanie systemu zarządzania kryzysowego. Andrzej Hawryluk był również członkiem rad nadzorczych spółek: Chopin Airport Development, Port Lotniczy Gdańsk, LOT – Usługi Lotniskowe w Krakowie oraz POZ-LOT Usługi Lotniskowe. Za tworzenie koncepcji jednolitego systemu zarządzania ruchem lotniczym otrzymał honorowe wyróżnienie – „Błękitne Skrzydła”.

– Czy to dobry moment, żeby zostać prezesem spółki w branży, która jest chyba najbardziej poszkodowana przez koronawirusa?

– To faktycznie jedna z najbardziej pokrzywdzonych branż, poza turystyką. Lotnictwo pasażerskie i turystyka są de facto branżami tożsamymi. Nie jest to okres ciekawy. Znaleźliśmy się w punkcie zerowym. Na nowo rozmawiamy o biznesie lotniczym z naszymi partnerami, ponieważ każdy doświadczył skutków pandemii. Wiemy, że ścieżka wzrostu nie będzie prosta. Kiedy znowu zaczęliśmy latać ze Świdnika, to jest tak, jakbyśmy cofnęli się do grudnia 2012 roku.

– Czyli dobry moment, ponieważ gorzej być nie może. Mówi Pan, że nie będzie już tak, jak przed pandemią. Życie jednak toczy się coraz szybciej. Zapaść, która nastąpiła z dnia na dzień, może zastąpić nagły wzrost. Być może pesymistyczne przepowiednie są zbyt pesymistyczne?

– Sieć połączeń rejsowych, po zniesieniu obostrzeń, przynajmniej w części Unii Europejskiej, praktycznie już się odbudowała. Niewiadomą jest rynek lotów czarterowych. Z naszego lotniska zaplanowane są trzy połączenia. Dwa do Antalyi w Turcji i jedno do bułgarskiego Burgas. Odbudowa lotów organizowanych przez biura podróży będzie jednak dużo trudniejsza. Przykład LOT-u, który uruchomił od nas letnie połączenia ze Splitem i Korfu jest specyficzny. Pasażerowie sami kupują bilety, organizują sobie wakacje, nie ma to nic wspólnego z czarterami. Pierwszy samolot do Splitu odleciał z 94 osobami na pokładzie na 119 miejsc. Dlatego o połączeniach LOT-u wiemy wszyscy, a o czarterach wie już niewielu.

– Co trzeba zrobić dla tego portu od zaraz?

– Jesteśmy na etapie odbudowy ruchu pasażerskiego. Myślimy o rozwoju innej działalności portu, czyli usługach pozapasażerskich. Musimy sporządzić analizę, która określi, jaka branża najszybciej się odbudowuje. Znamy ograniczenia naszego lotniska i musimy dostosować do nich jego rozwój, na przykład w kwestii transportów cargo, które mniej ucierpiały niż pasażerskie. Mamy wokół pasa startowego dużo miejsca do rozwoju. To napawa optymizmem.

– Wydaje się, że działania władz portu muszą zmierzać bardziej do dostosowania się do warunków otoczenia niż radykalnej restrukturyzacji.

– Co było do zrobienia w tej sprawie, zostało już zrobione. Przypomnijmy, że lotnisko znowu utrzymuje stałą gotowość operacyjną. W związku z tym strażacy, funkcjonariusze Służby Ochrony Lotniska czy Straży Granicznej muszą pełnić służbę niezależnie od natężenia ruchu.

– Od czego zależy przyszłość naszego portu? Mam na myśli zarówno stronę finansową, kwestię dokapitalizowania, jak i rozwój sieci połączeń.

– Jednym z moich zadań jest uaktualnienie biznesplanu portu, uwzględniającego skutki kryzysu pandemii. Analizę sytuacji muszę najpierw przedstawić właścicielom, potem będę mógł ją upublicznić.

– Po raz sto pierwszy warto wytłumaczyć potencjalnym pasażerom nieobecność niektórych połączeń: dlaczego nie ma Birmingham, Paryża albo Barcelony, chociaż potencjalnie, samoloty na tych kierunkach mogłyby być, według nich, wypełnione pod sufit.

– Loty do Barcelony mieliśmy w 2017 r. i niestety nie było na nie wielu chętnych, dlatego przewoźnik szybko zamknął kierunek. Otwarcie połączenia nie wynika bowiem wyłącznie z inicjatywy władz portu. Nie zawsze opcja pasażera pokrywa się z kalkulacją linii lotniczych. Przewoźnik lotniczy obsługuje kierunki, które z jego punktu widzenia są najbardziej opłacalne.

– Na starcie działalności portu lotniczego mówiło się, że za pięć lat osiągnie rentowność, pod warunkiem uzyskania odpowiedniej liczby pasażerów. Pięć lat minęło i nie chciałbym usłyszeć od Pana kolejnej daty, kiedy lotnisko mogłoby wyjść przynajmniej na zero. Pytanie brzmi, czy jest to w ogóle możliwe i czy nie jest to przypadkiem inwestycja, która ma dla całego regionu znaczenie pozaekonomiczne?

– Dynamika w lotnictwie jest olbrzymia. Niektóre z linii lotniczych, które na etapie planowania lotniska deklarowały gotowość uruchomienia ze Świdnika swoich połączeń dzisiaj nie istnieją. Podnoszone są standardy bezpieczeństwa, które generują koszty. Ale niezwykle ważne jest to, co nieustannie podkreślają analitycy, decyzja o budowie lotniska wykraczała poza rachunek ekonomiczny. Oczywiście należy dążyć do osiągnięcia jak największej efektywności działania portu, ale musimy zwrócić uwagę na efekt synergii, czyli na to, co dzięki lotnisku w całym regionie się dzieje. Jeśli zagraniczny przedsiębiorca dotrze na Lubelszczyznę szybciej niż w jakiś region swojego kraju, to tutaj ulokuje swój biznes, biorąc dodatkowo pod uwagę niższe koszty produkcji. Jeśli turysta słyszał o Kazimierzu Dolnym i wie, że może dolecieć do niego w ciągu dwóch godzin, to kupi bilet i zostawi pieniądze nie tylko w samolocie. Działalność portu lotniczego ma pozytywny wpływ na rozwój społeczno-gospodarczy regionu i jego turystykę, co potwierdzają liczne raporty, analizy i badania. Musimy dołożyć wszelkich starań, żeby ekonomiczne wyniki pracy portu były jak najlepsze, jednak sens jego istnienia musimy widzieć w dużo szerszym kontekście.
jmr

Artykuł przeczytano 752 razy

Last modified: 20 lipca, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?