W gabinecie weterynaryjnym „Elza”, mieszczącym się przy ul. Wiejskiej 26, od kilku miesięcy rezyduje ta kocia piękność. Niestety, nikt nie decyduje się na adopcję, ponieważ jest nosicielką wirusa FeLV. Tymczasem wirus kociej białaczki to nie wyrok i Peni, przy właściwej opiece, może normalnie funkcjonować.
– Nasza podopieczna nie wykazuje żadnych objawów choroby, ale nie może być kotem wychodzącym, aby nie roznosić wirusa w środowisku. Powinna trafić do domu bez innych kotów lub do domu, gdzie są już czworonogi ze zdiagnozowanym nosicielstwem FeLV – wyjaśnia lek. wet. Małgorzata Mikołajczak.
Około 2-letnia Peni została odłowiona w zimie i trafiła z kociętami do „Elzy”. Była dzika i bała się nawet ruchu w pobliżu klatki. Człowiek kojarzył się jej tylko z bólem i głodem. W ciągu kilka miesięcy zrobiła wielkie postępy, ale na początku od nowego opiekuna na pewno będzie wymagała cierpliwości. Kiedy już zaufa i się otworzy, będzie cudnym kotem.
Kicia zostanie w „Elzie” do końca wakacji. Potem pojedzie do fundacji, która zajmuje się zwierzętami z wirusem FeLV. Niestety, ze względu na ilość kotów pod opieką fundacji, szanse na adopcje znacznie spadną.
Kontakt w sprawie Peni pod numerem telefonu 509 652 926.
aw, fot. Elza
Artykuł przeczytano 846 razy
Last modified: 1 sierpnia, 2023



