sobota, 24 lutego 2024r.

… Zapada zmrok już świat ukołysany

Autor: |

Wieczór zwykle kojarzy się nam z czasem w którym coś chcemy podsumować , zamknąć, uporządkować. Pomyślałem o tym również, w kontekście tegorocznej Lubelskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Wyruszyła już po raz czterdziesty czwarty.

Pierwsze – Bogu niech będą dzięki – za to, że wyszła, że nie zabrakło pielgrzymów, którzy podjęli trud pokonania tej drogi. W czasach kiedy świat „katechizuje” nas po swojemu, jest to nie małym wyzwaniem, by odnaleźć w sobie tę najważniejszą, jedyną i najbardziej skuteczną motywację, a mianowicie INTENCJĘ, z którą się wyrusza. Pielgrzymowanie samo w sobie nie jest najbardziej atrakcyjną formą poświęcania własnego czasu, a piesze, które wiąże się z niemałym wysiłkiem fizycznym, tym bardziej. Znajduje jednak wytrwałych entuzjastów mimo zmieniającego się wokół świata i to jest faktem. Nie zabrakło ich również w tym roku, roku 44. już Lubelskiej Pielgrzymki. Świdniczanie od lat tworzą w niej własną grupę, a „Trzynastka”, bo z takim numerem wędrujemy, ma już od lat stałe miejsce w historii tego wydarzenia. Rekolekcje w drodze, bo taki charakter ma to nasze wędrowanie, nie należą do typowych spotkań ludzi wierzących i tych, którzy wiary poszukują. Przyzwyczailiśmy się do traktowania rekolekcji jako czasu „stacjonarnego”, obarczonego reżimem czasowym, ale jednak skupiającego nas na miejscu. Pielgrzymka jest czasem nieporównanie bogatszym w zmiany. Jednego dnia przeżywamy Mszę Świętą o poranku wśród drzew lub pól, w miłym chłodzie budzącego się dnia, innego w wiekowym kościele na wzgórzu w miejscowości z równie zamierzchłą historią, na dodatek w palącym słońcu. Ten rok częściej obfitował w te drugie okoliczności, ponieważ mogliśmy się, ze względu na ilość, mieścić w świątyniach.

Pielgrzymowanie piesze jest obdarzone charyzmatem nieosiągalnym w innych rekolekcjach. To trud, w którym pokonujemy dziennie wiele kilometrów, przeżywamy drogę we wspólnocie, w tych samych warunkach atmosferycznych, wszyscy tak samo w skwarze dnia lub orzeźwiającym deszczu. W tej drodze poświęcamy się większości naszych codziennych czynności. Rano śpiew Godzinek, modlitwa, wspólne śpiewy, w kolejnych godzinach konferencje, w zależności od planu danego dnia, przygotowanie do wspólnej z innymi grupami Mszy Świętej. Tak, są przerwy i postoje, oczywiście, bez obaw. Przecież każdy z nas jest inny, w innej kondycji, innego zaangażowania, innego ducha. Zatem odpocząć, posilić się i napić trzeba, a jest do tego odpowiedni czas. Nie sposób nie wspomnieć, wywołując te przyziemności, że pielgrzymowanie bez naszych Dobrodziejów, którzy zapraszają na posiłek, obdarzą kubkiem wody, czy wręcz posiłek przywiozą na trasę, nie byłoby możliwe. Wszystkim Wam, którzy do nas w tym roku dotarliście i dodaliście sił, by wędrować dalej, z serca dziękujemy.

Bierzemy przez 12 dni udział w wydarzeniu religijnym, ale bez wiary każdego z nas, którzy tam jesteśmy, zawiązanie wspólnoty byłoby trudne lub wręcz niemożliwe. Do pielgrzymki przyprowadza nas wiara. Każdy z nas przychodzi z własną historią, niekoniecznie lustrzanym życiem, nierzadko z jakimś stanem śmierci, z której chcemy się wyrwać, wierząc że tylko Bóg potrafi z niej wyprowadzić.

W tym zmaganiu towarzyszy nam Ona – Theo Thokos – Matka Pana. Paradoksalnie z Nią, w Jej nieustannym towarzystwie, zmierzamy do Niej na tę świętą górę, na której pozwala nazywać się Królową i Matką. Spotkanie w wierze na pielgrzymim szlaku nie może się odbyć bez Niej – bez Maryi naszej ukochanej Mamy. Kiedy zdajemy sobie sprawę z tej obecności nie czujemy w momencie dojścia na Jasną Górę ciężaru rozczarowania, że samo spotkanie z cudowną ikoną trwa zaledwie kilka minut i dokonuje się wśród rzeszy pielgrzymów, często w tłoku i wśród ponagleń służb porządkowych, by sprawnie opuścić Kaplicę Cudownego Obrazu, gdyż już czekają kolejne grupy na krótką adorację.

Wspólne dla innych rodzajów rekolekcji i pielgrzymki jest to, że dostajemy w prezencie czas od Pana Boga by przechadzać się w Jego obecności. Czas niebywały, czas niespotykanych możliwości, by skoncentrować się w całości na relacji Pan Bóg – ja, ja – moi bracia i siostry, bo na pielgrzymce nie tylko tak się do siebie zwracamy, ale taką relację budujemy. Wreszcie czas, żeby odkryć, że nie jestem na tym szlaku i wśród tych ludzi z przypadku, że jakimś niespotykanym zamiarem zostałem tu przyprowadzony i jedyne co musiałem zrobić to w sercu powiedzieć: A co tam… idę (uśmiech).

Drugie – Bogu niech będą dzięki – za to, że świdnicka „Trzynasteczka” otrzymała w darze świetnych przewodników. Mowa jest o księdzu Andrzeju Krasowskim i księdzu Łukaszu Stasiewiczu. Obaj kapłani posługują w Świdniku. Ks. Andrzej to proboszcz parafii NMP Matki Kościoła, a ks. Łukasz to wikary parafii Św. Kingi, najmłodszej ze świdnickich parafii. Bo trzeba wiedzieć, że wśród mnóstwa charyzmatów które, świdniccy pielgrzymi sobie „wymodlili” lub jak kto woli „wychodzili”, to apele grupy 13 bo o nich mowa, są absolutną wisienką na torcie, każdego pątniczego dnia. By zatem do apelu doszło, trzeba każdego dnia dojść na miejsce z którego rano wyruszymy. Miejscem tym jest nocleg. Cytując klasyka, jednym z odkryć pielgrzyma jest to, że ma nogi. Tak właśnie, a dojście każdego dnia na spoczynek niektórym z nas przypominało o tym boleśnie. Po przydziale kwater dla grupy i podstawowej toalecie, by zmyć z siebie trudy dnia, każda grupa gromadzi się na apelu, który jest naturalnym podsumowaniem dziennego odcinka drogi. Ze względów logistycznych te wieczorne spotkania odbywają się w dużych skupiskach grup, by jak największa ilość z nas mogła w modlitwie uczestniczyć.

Po ogarnięciu tego co potrzebne ciału, przystępujemy do zaspokojenia Ducha. Ktoś mógłby zapytać: a nie wystarczy już tego co jest w ciągu dnia? Otóż może i wystarczy, ale przypomnę, że jesteśmy tam 12 dni, 24 godziny na dobę, przemieszczając się kilkadziesiąt kilometrów dziennie i dzielimy ten czas we wspólnocie od pobudki do capstrzyku.

Każdego dnia Kościół daje nam dwa stoły. Stół Słowa i Stół Eucharystyczny. Posilamy się tym czego potrzebujemy, by dojść do celu. Jeśli nie zadbamy o siły dla ciała, nie damy rady unosić również tego co duchowe. Zmęczenie fizyczne potrafi „okraść” nas ze Słowa. Zdarza się czasem, że niektórzy pielgrzymi całą Mszę Św. stoją tylko i aż, dlatego by nie ulec zmęczeniu i nie zgubić tego, co istotne z każdego dnia.

Wieczorne apele mają inny komfort, a zatem również inną dynamikę. W części wstępnej zwykle jest słowo nawiązania do dnia lub jego tematu. Naszym grupowym Drogowskazem Wiary, hasła 44. Lubelskiej Pielgrzymki Pieszej, był w tym roku ks. Jan Hryniewicz, budowniczy i pierwszy proboszcz kościoła NMP Matki Kościoła w Świdniku. Za słowo wstępne służyły fragmenty książki pt. „Mama w Świdniku” autorstwa ks. Andrzeja Krasowskigo. Centralną część apelu zawsze stanowił znak dawany nam w oparciu o Słowo Boże z dnia lub inne ważne wydarzenie które nam danego dnia towarzyszyło. Znak Krzyża i jego indywidualna adoracja w dniu naszego wejścia na Św. Krzyż, czy znak Słowa Bożego w czasie apelu w Sukowie, albo chociażby znak odnowienia chrztu w Koniecpolu. Apel zawsze kończył się błogosławieństwem indywidualnym, śpiewem Apelu i pieśni na zakończenie. Na te spotkania nie trzeba było nikogo zapraszać, zwykle towarzyszyły nam inne grupy a już zawsze byli obecni z nami gospodarze miejsca.

Dlatego tak bardzo wdzięczni jesteśmy za obecność z nami naszych kapłanów, wzbudzając w sercu intencję by Pan przymnażał nam wielu kapłanów, wielu świętych kapłanów.

Trzecie – Bogu niech będą dzięki – za dar dobrych ludzi, dzięki którym to pielgrzymowanie może istnieć. Bycie pielgrzymkowym dobrodziejem to też charyzmat, a tak rzadko zdajemy sobie z tego sprawę, nawet będąc już w drodze. Pomoc płynie dosłownie zewsząd i dotyczy niemal wszystkiego, co potrzebne by iść. Ta przestrzeń to również pole do  utrzymywania relacji z ludźmi, którzy otwierają dla nas domy by przyjąć na posiłek czy przyjmują pod swoje dachy, by dać nam odpocząć i zasnąć po trudach dnia. Im więcej kilometrów w nogach, tym wdzięczność nasza rośnie. W wyznaczonych miejscach czekają z posiłkiem, po drodze wystawiają przy domostwach wodę, owoce lub inne smakołyki byśmy mogli nabrać sił.

Otrzymujemy całe masy dobra płynącego z serc i aby okazać wdzięczność zabieramy ich intencje ze sobą by je przez ręce Niepokalanej zanosić samemu Bogu. Pielgrzymi z nieco większym stażem wiedzą jak bardzo czekają na „swoich pątników” gospodarze. Okres pandemii tę relację zakłócił, ale przyszedł czas kiedy odnawiamy te spotkania na nowo. Dla nich jesteśmy znakiem żywego Kościoła, oni dla nas naszymi kochanymi Dobrodziejami.

Wdzięczni Panu Bogu dziękujemy wszystkim mieszkańcom Świdnika, jego instytucjom, za wszelkie dobre serce okazane nam w drodze. Pamiętaliśmy w drodze, ale i pamiętamy w naszych codziennych modlitwach.

Jezus – żyje; Maryja – zwycięża; Przez Codzienność – do świętości; Któż – jak Bóg; Trzynastka – zawsze wierna.

By nieco posmakować tego doświadczenia, jego niepowtarzalności, zapraszam na Pieszą Pielgrzymkę do Wąwolnicy. Stosowne ogłoszenia są lub będą czynione w świdnickich parafiach. Już można powiedzieć, że grupa śmiałków wyrusza w tę drogę w sobotę, 3 września, o 4 rano, spod kościoła okrągłego. Pozostali mogą dołączyć już od 6 rano w tym dniu spod Archikatedry Lubelskiej lub dojechać ze Świdnika autokarami, by dołączyć do wędrowców pod katedrą. Szczegółów proszę uważnie nasłuchiwać w parafialnych ogłoszeniach. Do zobaczenia w drodze.

Brat Sławek

fot. Mariusz Kiryła

Artykuł przeczytano 1138 razy

Last modified: 1 września, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »