sobota, 06 czerwca 2026r.

Z miłości do słodkości

Autor: |

Tradycyjne i nowoczesne. Słodkie i te bardziej wykwintne. W Cukierni Jagodowy Smak każdy dostanie coś pysznego dla siebie. O pasji do pieczenia, ulubionych wypiekach świdniczan, ale też wyzwaniach, które stoją przed przedsiębiorcami, rozmawiałam z Jagodą Furs, właścicielką cukierni przy ul. Hallera 1a.

– W jaki sposób zaczęła się Pani cukiernicza przygoda?

– Pieczenie ciast od zawsze dawało mi dużo radości, dlatego poszłam do szkoły cukierniczej. Niestety sytuacja życiowa spowodowała, że po jej ukończeniu nie podjęłam pracy zawodowej. Owszem, brałam udział w różnych szkoleniach, ale one sprawiły, że zraziłam się do tego zajęcia. Po wielu latach, dzięki namowom koleżanek, postanowiłam do niego wrócić. Zanim jednak otworzyłam własną cukiernię, potrzebowałam chwili, by wszystko przemyśleć.  W tym czasie zaczęłam pracę w cukierni. Od razu poinformowałam, że chcę zatrudnić się na 3 miesiące. Kiedy minął ten okres, zdecydowałam się odejść i otworzyć własną działalność. Moja pracodawczyni życzyła mi wszystkiego najlepszego i trzymała za mnie kciuki. Bardzo jej dziękuję, bo to ona dała mi tego przysłowiowego kopniaka, żebym zawalczyła o siebie.

– Jak widać, miała rację. Udało się.

– Tak, chociaż nie jest to lekka branża. W Świdniku jest spora konkurencja, zdarza się, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi, jednak mimo to nie narzekam na brak klientów. Chętnie wracają, chwalą moje wypieki, mówią, że czuć, że jest to domowe ciasto, a nie z hurtowni.

– Początkowo cukiernia znajdowała się przy ul. Wyszyńskiego. Zdecydowała się Pani jednak zmienić lokalizację.

– Lokal przy ul. Wyszyńskiego był większy niż ten, którym dysponuję dzisiaj, jednak był mniej widoczny. Dużym atutem przeniesienia cukierni na ul. Hallera jest fakt, że stałam się bardziej widoczna dla klientów. Nikt w Świdniku nie powie już, że nie wie, gdzie znajduje się różowa cukiernia. Nie ma też problemu z zaparkowaniem.

– Można powiedzieć, że róż to motyw przewodni tego miejsca.

– Tak, plan na cukiernię był taki, że wchodzę w całkowity róż. Widać go w całej przestrzeni lokalu, ale także sposobie, w jaki pakuję swoje wypieki. Każde pudełko dekoruję różową wstążeczką, dzięki czemu wyróżnia się na tle innych. Pracuję też nad tym, by wprowadzić pudełka w różowym kolorze. Muszę tylko znaleźć wszystkie w odpowiednich rozmiarach.

– Postawiła Pani na jakość.

– Na jakość, ale też na zadowolenie klienta. Zawsze, kiedy ktoś przychodzi odebrać tort, pytam, czy jest z niego zadowolony i czy spełniłam jego oczekiwania. Jeszcze nie zdarzyła się osoba, która by powiedziała, że jej się nie podoba. Po imprezach, na które też przygotowuję ciasta, dostaję miłe sms-y z pochwałami. Robi mi się wtedy ciepło na sercu, że ktoś docenia moją pracę. Wiem, że wykonuję dobrą robotę.

– Jakie wypieki kupujemy najczęściej?

– Świdniczanie chętnie kupują: sernik pistacjowy, jagodowiec, 3-bit, pychotkę, ale też deserki musowe i torty, monoporcje. Moje placki okazały się strzałem w dziesiątkę. Klientki chwalą je i mówią, że widać, że w ich przygotowanie włożyłam dużo miłości.

– Ta miłość jest sekretem Pani wypieków.

– Miłość, ale też fakt, że jest to moja pasja. Lubię proces przygotowywania ciasta, patrzeć jak dodając do niego kolejne elementy zaczyna się zmieniać, z minuty na minutę stając się coraz piękniejsze. I ten moment, kiedy pojawia się klient i mówi, że bardzo mu smakowało. To dla mnie coś wspaniałego. Czuję się doceniona. Staram się, żeby moja cukiernia była przytulnym miejscem. Żeby panowała w niej domowa atmosfera i każdy czuł się tu mile widziany. Zawsze mam ręce pełne roboty, ale lubię wychodzić do moich klientów i rozmawiać z nimi. Nawet wtedy, kiedy fartuszek mam cały w mące.

– Wspomniała Pani, że piecze także na różne większe okazje, m. in. komunie czy wesela.

– Tak, ostatnio moje ciasta można było też kupić podczas Charytatywnego Biegu Mikołajkowego. Cieszę się, że mogłam dołożyć do tej akcji swoją cegiełkę.

– Praca przy takich wydarzeniach to na pewno duże wyzwanie. 

– To duża dawka inspiracji i iskierka do dalszego działania. Pamiętam, że pierwszym wydarzeniem, na które piekłam tort, było wesele. Do pomocy zabrałam przyjaciółkę Karolinę, która jest florystyką. Bardzo mi pomogła, bo spojrzała na całość własnym okiem i powiedziała, czego brakuje, gdzie warto dołożyć jakąś ozdobę. Bardzo dobrze wspominam tamto wydarzenie. Późnym wieczorem dostałam od młodej pary wiadomość, że gościom bardzo smakowało to, co przygotowałam. Byli bardzo zadowoleni i zapowiedzieli, że będę miała wielu nowych klientów. Ostatnio też usłyszałam od innej klientki bardzo miłe słowa. Składała zamówienie na ciasto weselne. Początkowo planowała wziąć go mniej, ale podpowiedziałam, żeby jednak wzięła go więcej. Miałam rację, bo, jak powiedziała ta pani, o 1.00 w nocy wszystko się rozeszło. Była bardzo zadowolona, że posłuchała mojej rady. W tym roku również czeka mnie wiele wyzwań i zleceń. Mam już zapisane terminy na wesela i komunie, także nie obawiam się o brak zajęcia.

– Wykonywanie tak dużych zleceń przez jedną osobę to ogrom pracy.

– Zgadzam się, mimo to staram się, by także w cukierni była pełna witryna. Żeby klienci nie czuli się zapomniani. Oczywiście, zdarza się, że wtedy lokal jest czynny nieco krócej, ale zwykle o tym informuję, więc jest szansa, żeby zrobić zakupy.

– Ma Pani czas na odpoczynek?

– Pracuję intensywnie do godz. 17.00, potem po prostu się odcinam. Staram się nie przenosić pracy do domu. To mój czas dla rodziny. Moja córka ma 8 lat. Lubi mi pomagać. Zrobiła już swój pierwszy tort, piekła jagodzianki, których można było spróbować na otwarciu cukierni, a ostatnio robi kruche albo owsiane ciasteczka. Moim klientom bardzo smakują, a córka cieszy się, że tak ładnie schodzą.

– Wygląda na to, że szykuje się Pani godna następczyni.

– Nie wiem, czy chciałabym, aby poszła w tym kierunku. Praca w zawodzie cukiernika to naprawdę ciężki kawałek chleba. Trzeba się temu całemu oddać, żeby coś zbudować. Cieszę się, że próbuje i że sprawia jej to radość, ale nie chcę, żeby wiązała z tym swoją przyszłość. Ma też inne pasje, jak na przykład malowanie.

– Które ciasto jest Pani ulubionym?

– Nie mam jednego. Lubię jagodowiec, drożdżówki, które także piekę w swojej cukierni, serniki, ale takie niecodzienne. Także w mojej witrynie można znaleźć inne łakocie. Staram się urozmaicać swoją ofertę tak, by codziennie można było spróbować czegoś nowego. Widzę, że takie urozmaicenie przynosi efekty. Strzałem w dziesiątkę było ciasto marchewkowe z pistacją i delikatnym musem albo miodownik. Teraz z kolei wprowadzam monoporcje i deserki, które na prośbę klientów będą dostępne w weekendy.

– Czy kupimy u Pani także ciasta bezglutenowe?

– Próbowałam wprowadzić do oferty ciasta bez cukru, bez jajek. Kiedy informowałam o nich na Facebooku, widziałam, że było nimi zainteresowanie, jednak nie przekładało się to na rzeczywistość. Natomiast, jeśli ktoś chce zamówić takie ciasto, nie ma problemu. Wystarczy zadzwonić albo przyjść i zamówić taki wypiek. Trzeba się jednak liczyć z tym, że jego cena będzie wyższa niż tradycyjnego ciasta. Wynika to z faktu, że zamienniki tradycyjnych składników są droższe. Ktoś, kto nie piecze ciast, ale kupuje je w marketach może dziwić się takiej cenie. Zdarza się, że pyta skąd ona wynika, bo przecież w dużym sklepie za słodkie wypieki zapłacimy mniej. Niestety nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak złej jakości są marketowe ciasta. Zachęcam do wspierania i kupowania u lokalnych przedsiębiorców. Jest nas naprawdę garstka, a w mieście otwiera się coraz więcej marketów. Jeśli świdniczanie wybiorą je zamiast nas, nie damy sobie rady. Małe przedsiębiorstwa coraz częściej się wykruszają. Postawmy więc na jakość i odwiedźmy raz w tygodniu osiedlowy sklepik albo cukiernię.

Agata Flisiak

 

 

Artykuł przeczytano 1652 razy

Last modified: 12 stycznia, 2024

Zmień język »
Przejdź do treści