poniedziałek, 10 maja 2021r.

W cieniu Montrealu

Autor: |

W 1976 roku Głos Świdnika obchodził jubileusz 20-lecia. Był to czas, kiedy powoli załamywała się wiara w posłańczą rolę Edwarda Gierka, jako I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W Świdniku do świadomości z lipca 1980 roku było jeszcze bardzo daleko. Gazeta zajmowała się sprawami dość przyziemnymi.

Miary i miarki uczciwości

„Nie tak dawno jedna z moich znajomych, niewiele ryzykując, wysłała w liście do siostry drobny banknot NBP. Na napiwek za duży, na łapówkę za mały, na straty w sam raz. Postąpiła nieuczciwie wobec poczty.

Zażenowała ją wielce rychła odpowiedź adresatki, która doniosła, że zapowiedzianych pieniędzy nie otrzymała. Na trasie „wyparowały” z koperty. Nieuczciwość poczty wobec nadawcy.

Miarą prawdziwej ludzkiej uczciwości jest są zgłaszane do redakcji pism, milicji i biur rzeczy znalezionych, różnych cennych przedmiotów, biżuterii, portfeli ze znacznymi sumami pieniędzy i to przeważnie nie znając osób, które je zgubiły.

No, tak – konkluduje autor wychowawczego artykułu – jedni rozwodzą się nad drobiazgami w sążnistym artykule, podczas gdy inne tęgie mózgowia,  wysilają się nad tym, jak uniknąć wsypy, obmyślają wyrafinowane metody tuszowania niedoborów i nadużyć powierzonego mienia społecznego, jak czerpać korzyści z cudzej pracy, czyli jak zostać dobrym złodziejem, wielkim aferzystą, sprytnym szulerem, super szubrawcem, zdrajcą Ojczyzny-Matki, za judaszowych trzydzieści srebrników. I chociaż wprzęgają w to cały potencjał swej inteligencji – w końcu każdemu, w pewnym momencie powija się noga. Wkracza Temida. Miejsce odosobnienia. Resocjalizacja. Bo jaką miarką mierzysz, taką ci odmierzają”.

Oprócz słusznego gniewu autora tego mentorskiego tekstu, zwraca uwagę szczegół – religijny wtręt przypominający o judaszowych srebrnikach. Albo cenzor nie doczytał, albo PRL nie był jednak państwem ateistycznym

Wiwat trzeci wiek i rejonizacja…

..czyli: po co chodzisz do lekarza?

„Pewnego razu  zastałem w poczekalni świdnickiej przychodni rejonowej, koło kina, jeszcze czerstwego dziadzia wybierającego się do neurologa, babcię oczekującą na wizytę u internisty, ich córkę z córeczką do pediatry, a więc trzy pokolenia. Babcia ponadto towarzyszyła córce, zabawiając niesforną wnusię. Tłok, ogonek do rejestracji, kolejki do specjalistów, kłótnie i sprzeczki, kto wchodzi teraz, a kto potem, kto był pierwszy, a kto zajął kolejkę, wzajemne legitymowanie się, kto ma jaki numerek. Licytacja, kto bardziej chory, a kto mniej. Ot problem! Jałowa, zwierzanie się z chorób, wzajemne porady. Uszy puchną i w końcu człowiek wychodzi naprawdę chory.

Nowe metody leczenia polegają nie tyle na leczeniu choroby, co człowieka, wymagają znajomości psychiki pacjenta, poznania jego duszy, nastrojów, humorów, środowiska pracy, życia rodzinnego, genealogii i szeregu innych czynników i  mogących mieć związek z takimi czy innymi  schorzeniami. Ale kto może sobie pozwolić na taki luksus? Niemożliwe jest wprowadzenie tej metody w życie, a jeżeli, to tylko niektórzy mogą sobie pozwolić na składanie lekarzowi wizyt codziennie, lub przynajmniej raz w tygodniu mieć duchowy kontakt z Eskulapem”.

Trzeba przyznać, że publicystyczny talent już prawie pół wieku temu miał holistyczne podejście do zagadnień terapii, ale z poznawaniem przez lekarza pierwszego kontaktu, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, genealogii pacjenta, to już go poniosło. Poza tym, jak poznać na oko, że czerstwego dziadka nie łupie w krzyżu?

Gdzie się bawić?

Świdniczanie połowy lat 70. Mieli dosyć nowoczesne i, jak na owe czasy, karkołomne marzenia. Jak relacjonował Głos Świdnika dylematem dzieci nie było: w co się bawić, tylko gdzie się bawić.

„O placach do zabaw, gdzie oprócz piaskownicy, huśtawek i ślizgawki, znaleźć można boisko do siatkówki, tor dla rowerzystów (pumptrack?!), a przede wszystkim dużo zieleni, miejsca na odpoczynek dla starszych, na razie możemy tylko marzyć. Ogólnie rzecz biorąc dzieci w Świdniku, z braku odpowiednich terenów do zabaw, najczęściej urzędują w okolicy śmietników, krzyczą pod oknami, a już chyba najbardziej niepokojący jest fakt wyjeżdżania rowerami na jezdnię”

Jak się da, to się zrobi

Druga połowa lat 70. Upływała pod znakiem gazyfikacji miasta. Dzisiaj życie z piecami węglowymi w kuchni jest raczej niewyobrażalne. Wówczas była to prawdziwa, cywilizacyjna rewolucja. Jak każda rewolucja nie obyła się bez perturbacji. Otóż pewna pani, mieszkanka lokalu na 1 piętrze, nie mogła wyjść z podziwu widząc, że pracownicy montują urządzenia wszędzie, tylko nie u niej. W dodatku, po opuszczeniu bloku przed międzynarodowym świętem klasy robotniczej – 1 Maja, nie pojawili się w okolicy przez dwa tygodnie. Oburzony reporter Głosu pytał retorycznie, a pytanie jest aktualne i w obecnych czasach: czy można odejść i zostawić rozpoczętą pracę? Otóż, tak, jak teraz, tak i wówczas, odpowiedź brzmiała – można.

Kiedy już instalatorzy i reszta brygady wróciła do zajęć, dociekliwy dziennikarz zauważa: „Gdy oglądaliśmy zaawansowanie prac,  malarz malował klatkę schodową. Sprawa, która cieszy, gdyby nie fakt, że malarz kończył już swoją pracę, a dziury powstałe po przeprowadzeni rur nie były zamurowane. Na nasze pytanie, dlaczego maluje, przecież będzie pracował tu murarz, odpowiedział, że jest z innej ekipy”.

No i mamy dowód, że scenariusz „Alternatyw 4” nie był wzięty z sufitu…

Elektrycznie nad Łukcze

W 1976 roku, kiedy jeszcze o globalnym ociepleniu nikt nie słyszał, powstał w WSK prototyp mopedu, jak wówczas nazywano ten rodzaj pojazdu, napędzanego silnikiem elektrycznym. Konstruktorzy Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Sprzętu Komunikacyjnego czujnie śledzili poczynania zachodniej konkurencji i również postanowili zaeksperymentować. W ten sposób powstał Relaxel, czyli elektryczny pojazd, którym można było dojechać, bez doładowania, z prędkością 25km/h, do bardzo wówczas popularnego, zakładowego ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Łukcze. W Relaxelu zastosowano zachodnioniemiecki silnik Bosha, co mgr inż. Eugeniusz Hamerla, szef zespołu konstruktorów usprawiedliwiał brakiem krajowego odpowiednika. W Głosie Świdnika z 24 czerwca E. Hamerla pisał: „ Podstawowe parametry pojazdu są następujące: ciężar z pełnymi akumulatorami – około 68 kg, dopuszczalne obciążenie – 100 kg, prędkość maksymalna – 25km/h, zasięg po jednym naładowaniu akumulatorów – 35-40km. Pytanie, które nurtuje konstruktorów oraz zainteresowanych motoryzacją elektryczną to sprawa przyszłości i rozpowszechniania się takich pojazdów. Ponieważ cechują się stosunkowo prostą obsługą, są ciche i nie zatruwają powietrza spalinami, nadają się do ruchu w centrach miast i dużych zakładach produkcyjnych. A może przyszłość należy widzieć w ogniwach paliwowych?”

Wygląda na to, że inżynier Hamerla wpadł na pomysł hybrydy.

Aż tak słodko nie było

Czerwiec 1976 roku nie upłynął jednak pod znakiem osiągnięć konstruktorów WSK, ale protestu robotniczego w Radomiu i Ursusie. 28 czerwca, na stadionie Avii odbył się wiec poparcia dla polityki PZPR. Jak wszędzie w Polsce, tak i w wielotysięcznej załodze byli ludzie, którzy wierzyli jeszcze partii, albo po prostu dbali o swoje kariery. Wystosowali oni do Komitetu Centralnego stanowisko, które, nawet z czysto logicznego punktu widzenia, w ogóle nie trzyma się kupy: „Społeczeństwo świdnickie ze zrozumieniem przyjęło propozycję zmian cen i przyznanych z tego tytułu ludziom pracy rekompensat. Z pełnym zaufaniem i obywatelską postawą przyjęliśmy te konieczne dla polityki gospodarczej Polski zmiany, upatrując w nich niezbędne dla dalszego postępu społeczno-gospodarczego, posunięcia. Z tym większym oburzeniem przyjęto nieodpowiedzialne wystąpienia, naruszające nie tylko spokój i porządek społeczny, ale również godzące w dobre imię kraju.

Dla każdego logicznie myślącego obywatela sprawą oczywistą jest, że zmiana struktury cen ma na celu nie ograniczenie spożycia, ale nadążanie właśnie za popytem na żywność, zwiększenie jej produkcji. Produkcji szczególnie kapitałochłonnej, której koszty rosną wraz z jej mechanizacją.

Nie ma miejsca w naszym społeczeństwie dla burzycieli wzajemnego zaufania, nie ma miejsca dla ludzi, którzy nie chcą i nie potrafią docenić stosowanych przez partię i rząd zasad demokracji socjalistycznej”.

Zasady demokracji socjalistycznej, czyli pałka i gaz. Jaka demokracja, takie zasady.

Powitanie mistrzów

W lipcu 1976 roku odbyły się letnie Igrzyska Olimpijskie w Montrealu. Tomasz Wójtowicz i Lech Łasko, siatkarze FKS Avia, zdobyli w nich medal z najcenniejszego kruszcu. Byli pierwszymi w historii sportowcami z terenu Lubelszczyzny, którzy mogli pochwalić się takim osiągnięciem. Wszystkie spotkania reprezentacja Polski wygrywała 3:2. Tomasz Wójtowicz, najlepszy siatkarz igrzysk, tłumaczył to w rozmowie z Głosem tak: Często kibice zarzucają nam, że piąte sety były tylko po to, żeby ich denerwować. A my w każdym meczu chcieliśmy jak najszybciej wygrać i jak najwięcej zaoszczędzić sił. Nasi przeciwnicy reprezentowali jednak bardzo wysoki poziom i nie rezygnowali łatwo ze zwycięstwa. O ile w Meksyku nasze warianty gry zaskoczyły wszystkich, o tyle tutaj ten manewr nam się nie udał. Na zwycięstwo olimpijskie musieliśmy solidnie zapracować.

Nie zawsze badziewie

W 1976 roku Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego obchodziła 25-lecie istnienia. Z tej okazji otrzymała sztandar ufundowany przez Zjednoczenie Przemysłu Lotniczego i Silnikowego. Józefowi Lipińskiemu, dyrektorowi naczelnemu fabryki, wręczył go minister przemysłu maszynowego, Aleksander Kopeć. Sztandar jest dzisiaj cennym zabytkiem w każdym tego słowa znaczeniu. Nie tylko symbolizuje historię dziesiątków tysięcy ludzi, którzy budowali zakład, a potem produkowali w nim najnowocześniejsze wyroby w Polsce. Jest również artefaktem cennym materialnie. Haftowany srebrną nicią, z początkowo tandetnie doszytą na początku lat 90. koroną orła. Na jubileusz 50-lecia zakładu został starannie odrestaurowany w Pracowni Konserwatorskiej Zamku Lubelskiego.

Głos Świdnika był wówczas w dalszym ciągu organem Samorządu Robotniczego WSK Świdnik. Zespół redakcyjny tworzyli: Stanisław Strelnik (redaktor naczelny), Włodzimierz Lorenc, Małgorzata Tarnowska (sekretarz redakcji), Mieczysław Kruk, Irena Wierzchoś, Maria Balicka, Zdzisław Mazur, Henryk Kamiński, Helena Grudzińska, Witold Smętny i Ludwika Socha.

jmr  

Artykuł przeczytano 198 razy

Last modified: 9 kwietnia, 2021

Registration

Zapomniałeś hasło?