poniedziałek, 15 sierpnia 2022r.

Uczyła i wychowywała

Autor: |

„To – czego nie dały mi Misie – dał mi Świdnik – sympatię, poważanie i uznanie (…). Wiadomości nabyte w Szkole wydziałowej im. Królowej Jadwigi i Seminarium Nauczycielskim w Stanisławowie (Galicja) przekazywałam w Wolnej Polsce. Teraz odpoczywam. Dzięki Bogu jestem zdrowa i pracuję społecznie. Materialnie – też mi jest dobrze – po 52 latach pracy – więc poczuwam się do obowiązku włączyć w nurt odbudowy Zamku Królewskiego, Centrum Zdrowia Dziecka, budowę kościoła w Świdniku, na które złożyłam po kilka tysięcy (…)”.

Tak w liście do przyjaciółki, datowanym na 7 października 1977 roku, pisała Olga Kiślak, która w 1946 roku założyła pierwszą 4-klasową Szkołę Podstawową w Adampolu. Placówka stanowiła początek 11-letniej szkoły podstawowej i średniej w naszym mieście.

3 lipca minęła 39. rocznica śmierci pierwszej świdnickiej nauczycielki. Przybliżamy jej sylwetkę i dokonania, publikując wspomnienia osób z nią związanych.

Pierwsze kroki

Olga Kiślak urodziła się 13 stycznia 1900 r. w Stanisławowie. Pierwsze kroki w zawodzie nauczycielskim stawiała w czterooddziałowej szkole powszechnej we wsi Misie. Zajęcia pedagogiczne zawsze wykonywała z wielką sumiennością i zaangażowaniem. Oprócz tego malowała obrazy i pisała wiersze, a swoje zainteresowania, również sportowe,  przekazywała wychowankom.

Podczas okupacji nie ustawała w pedagogicznych wysiłkach. Za organizowanie tajnego nauczania została aresztowana wraz z kilkoma swoimi uczennicami. Potem trafiła do obozu koncentracyjnego na Majdanku. W obozowym archiwum zachowała się informacja, że między 29 marca a 4 maja 1943 r. otrzymywała paczki.

W październiku 1946 r. przybyła do Adampola, gdzie powierzono jej zorganizowanie jednoklasowej szkoły podstawowej. Zgromadzono 5 czteroosobowych ławek i  powstała szkółka. Przed rozpoczęciem roku szkolnego w 1948 r. do budynku, w którym się mieściła, powrócili jego dawni właściciele. Nowe miejsce na placówkę znaleziono w innej części Adampola. Pani Olga, z pomocą inspektoratu szkolnego gminy Mełgiew, uruchomiła tam szkołę 1 września 1948 r.

Kiedy w 1949 r. rozpoczęto budowę WSK, w jednym z baraków przeznaczonych dla pracowników budowy, wygospodarowano 3 pomieszczenia na sale lekcyjne. Szkoła ta funkcjonowała do 1952 roku, kiedy to oddano do użytku nową, obliczoną na 800 uczniów. Znalazły się w niej liceum ogólnokształcące i szkoła podstawowa (spadkobiercami jedenastolatki są dziś Szkoła Podstawowa nr 3 i I Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego), w której Olga Kiślak uczyła aż do odejścia na emeryturę.

Za swoją pracę zawodową i działalność społeczną otrzymała wiele odznaczeń i dyplomów, między innymi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Zmarła w wieku 83 lat. Jej metody i formy nauczania, wielki urok i kultura osobista, a także wkład pracy włożony w tworzenie świdnickiego szkolnictwa do tej pory pozostają w pamięci osób, które miały z nią do czynienia.

Była drugą mamą

Tak o Oldze Kiślak mówiła Teresa Gruszczyńska, która urodziła się i wychowała w Adampolu, później zaś uczyła w Szkole Podstawowej nr 3. W swoich wspomnieniach, znajdujących się w Państwowym Muzeum na Majdanku, opowiada również o świdnickiej szkole i podkreśla, jak wielkim autorytetem wśród uczniów i rodziców cieszyła się jej założycielka:

„W roku 1948 rodzice zapisali mnie do klasy pierwszej. Szkoła była bardzo skromna. Dyżurni uczniowie zostawali po lekcjach, aby posprzątać swoją klasę, gdyż nie zatrudniano woźnej. Rodzice chętnie przychodzili, gdy było malowanie, remontowanie i generalne sprzątanie. Moja Pani, uzdolniona plastycznie, przywiązywała dużą wagę do wyglądu otoczenia. Uczyła nas porządku i estetycznej wrażliwości. Przed szkołą rosły drzewa i ozdobne krzewy. Było czysto, ładnie i przytulnie. Lubiliśmy naszą szkołę.

To, co powiedziała Pani, było dla nas „święte” i bezdyskusyjne. Nasi rodzice szanowali panią Olgę Kiślak i doceniali jej pracę. Uczyła nas i wychowywała, stawiając wysokie wymagania. Na pochwałę trzeba było zasłużyć. Wszyscy wiedzieli, że jeśli ktoś nie napisze zadania domowego, zostanie po lekcjach („w kozie”) i musi za karę wykonać dodatkowe polecenia. Gdy ktoś „nabroił”, albo kogoś obraził, bezwzględnie musiał przeprosić. Pani uczyła nas, że nie wolno bezkarnie obrażać ludzi. Słowa: „dziękuję”, „proszę” były używane bardzo często. Staraliśmy się mówić wyraźnie, poprawnie i grzecznie.

Nasza Pani była konsekwentnie wymagająca i bardzo serdeczna. Odwiedzała chorych uczniów, traktowała nas poważnie, umiała wysłuchać i doradzić, jak najlepiej rozwiązać dziecięce problemy. Była druga Mamą. Organizowała przedstawienia, na które zapraszani byli nasi rodzice. W szkole odbywały się bale dla dorosłych. Zbieraliśmy żołędzie, które kupowało nadleśnictwo. Zarobione w ten sposób pieniądze przeznaczane były na potrzeby szkoły. Cieszyliśmy się, gdy Pani kupiła radio, nowe książki do biblioteki, pojechała z nami na wycieczkę, a 6 grudnia prawdziwy Św. Mikołaj przyniósł nam cały worek słodyczy.

Pani Olga Kiślak przygotowała nas i wszystkie dzieci ze swojej szkoły do przyjęcia Sakramentu Pierwszej Komunii Św. Była z nami w kościele w Kazimierzówce na tej uroczystości.”

Szczęście znalazła w Świdniku

Barbara  Świst urodziła się w Izbicy koło Krasnegostawu. Do Świdnika przyjechała w 1959 r. Została zatrudniona na zastępstwo w szkole nr 43, w skład której wchodziła szkoła podstawowa i liceum (jej pierwszym dyrektorem był Piotr Denis, później funkcję objął Antoni Rubaj). Pani Barbara uczyła klasy młodsze. To tu poznała Olgę Kiślak.

– Dzieliłyśmy jedną salę lekcyjną. Polubiłyśmy się od razu. Była bardzo ciepłym, towarzyskim człowiekiem. Opiekowała się młodymi nauczycielami, którzy przybyli do Świdnika, pomagała nam, udzielała wskazówek. Kiedy było trzeba, pokazywała, co robimy źle. Kiedy należało, chwaliła i przytulała. Zapraszała nas do siebie – na początku mieszkała w Adampolu, potem dostała mieszkanie przy ul. Słowackiego – na różne uroczystości, na przykład imieniny. Częstowała ciastem, które sama piekła. Z Janiną Stasiewiczową, która również była nauczycielką klas młodszych, pomagałyśmy jej sprzątać, myć okna.  Organizowała również spotkania rodzinne, z naszymi mężami, dziećmi. Była szczera i zawsze mówiła to, co myśli. Dla uczniów była bardzo miła, chociaż i wymagająca. Nieraz zostawiła kogoś w „kozie”, ale sama również zostawała, by pilnować takiego gagatka. Bardzo dużo przyjaciół miała wśród rodziców uczniów. Bardzo ją szanowali, pomagali, opiekowali się nią. Nie miała przecież swojej rodziny. Przyjeżdżali też do niej znajomi z Misiów. Przepracowała w Świdniku 48 lat. W wolnych chwilach pisała wiersze i malowała akwarele. Były to głównie krajobrazy, zachody i wschody słońca, ale też wiele o tematyce religijnej. Pamiętam przepiękny obraz Matki Bożej Siewnej, który wisiał w jej mieszkaniu – opowiada pani Barbara. Dodaje: – Opiekowałyśmy się panią Kiślak podczas choroby. Między innymi Janina Stasiewiczowa, Hanna Zmorzysko, nauczycielka geografii, Bogumiła Pasko, nauczycielka języka polskiego, pani Budoranowa, mama jednego z uczniów pani Olgi i ja. Upoważniła nas do zorganizowania jej pochówku. I rzeczywiście, kiedy odeszła, zajęłyśmy się pogrzebem, w którym uczestniczyło bardzo dużo uczniów i ich rodziców. Olga Kiślak została pochowana na cmentarzu parafialnym w Kazimierzówce. To był grób jej matki, która zmarła w 1957 roku, ziemny, z betonową płytą. Przez wiele lat zanosiłyśmy kwiaty, zapalałyśmy znicze, porządkowałyśmy pomnik. Z biegiem czasu płyta zaczęła się jednak przesuwać, niszczeć. Postanowiłyśmy, że trzeba ją naprawić. Koszt był ogromny, więc nie dałybyśmy rady same wszystkiego sfinansować. Z Janiną Stasiewicz ogłosiłyśmy zbiórkę wśród nauczycieli-emerytów i byłych uczniów pani Olgi. Jadwiga Dejko, nauczycielka klas młodszych, sprzedała swoje książki metodyczne, a dochód przeznaczyła na remont. Pomocy udzielili też pani Bożena Zapalska, naczelnik wydziału zarządzania oświatą w Urzędzie Miasta, Marek Kwieciński, były dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 i Leszek Kalicki, obecny dyrektor „Trójki”. Udało się zebrać środki i pomnik został odnowiony. Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się w te działania. Ponieważ ani ja, ani pani Stasiewiczowa nie mamy już tyle siły, opiekę nad grobem przejęła młodzież szkolna. Pamiątki po Oldze Kiślak, która zawsze podkreślała, że jest niezwykle szczęśliwa w Świdniku, trafiły do jej chrzestnego syna i znajomych nauczycielek. Mnie zostały obrazy, na przykład malowany farbami Jezus. Przepraszam, ale łza się w oku kręci, bo to bardzo wzruszające wspomnienia. Czas ucieka, a minione lata nigdy nie wrócą…

Opracowała Agnieszka Wójcik-Skiba, na podstawie artykułu Adama Łysakowskiego (Głos Świdnika nr 45/1984), wspomnień Teresy Gruszczyńskiej (red. Piotr Jankowski, Świdnik na kartach historii) i rozmowy z Barbarą Świst, która udostępniła oryginał listu Olgi Kiślak (czerwiec 2022).

Na zdjęciach:

Fot.1 (z archiwum J. Stasiewicz)   Olga Kiślak. – Była dla nas wielkim autorytetem. Uważaliśmy, że jest bardzo ładna, bardzo mądra i bardzo dobra. Zrobiła wiele dobrego dla innych. Ufundowała trzy książeczki mieszkaniowe dla trojga wychowanków Domu Dziecka im. Janusza Korczaka w Lublinie. Był to cenny dar serca, piękne podsumowanie ofiarnego życia i miłości ludzi – wspominała Teresa Gruszczyńska.

Fot.2 (z archiwum B. Świst)   5.X.1959. Klasa IIIb z wychowawczynią Barbarą Świst. – Liczyła ponad 40 dzieci. W sali, którą dzieliłam z Olgą Kiślak, były tylko ławki. Na ścianie wisiały tablice. Na jednej z nich były, na przykład, oceny z czytania. Pamiętam, że kto czytał na ocenę niedostateczną miał znaczek żółwia. Były też kalendarz pogody, gazetka okolicznościowa – mówi pani Barbara.

Artykuł przeczytano 494 razy

Last modified: 9 lipca, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »