Można je nazwać świetlicą. Miejscem, w którym udzielane są korepetycje albo klubem zainteresowań. To wszystko jednak za mało, by w pełni opisać, czym zajmuje się Centrum Rozwoju, znajdujące się w budynku Parku Avia. O jego działalności, ale też podejściu do najmłodszych rozmawiałam z Martą Sawką, pomysłodawczynią i założycielką placówki.
Zaczęło się od własnych doświadczeń
Choć Centrum Rozwoju działa dopiero od 2023 roku, jego historia sięga dużo wcześniej. Marta Sawka od lat pracuje jako nauczyciel wspomagający. Jest też szczęśliwą mamą dwóch chłopców: 11- i 14-latka. To właśnie oni i ich potrzeby na wczesnym etapie edukacji stały się inspiracją do otwarcia Centrum Rozwoju.
– Gdy chłopcy byli młodsi, marzyłam o miejscu, które podążałoby za ich potrzebami. Takim, w którym wyznaczaliby kierunek, w jakim będzie podążać nauczyciel, korepetytor. Gdzie mogliby się bawić, ale przy okazji uczyć i wyrównywać deficyty rozwojowe. Wreszcie postanowiłam sama je otworzyć. Dziś chłopcy są już duzi i korzystają z Centrum Rozwoju na innym poziomie. Zdarza się, że odrabiają tu lekcje, bo mogą poskakać na trampolinie czy pohuśtać się na huśtawce. Nauka od razu sprawniej im idzie – opowiada pani Marta.
Centrum Rozwoju zajmuje się dziećmi, przedszkolakami i uczniami, zmagającymi się z trudnościami na różnych polach. Wymagającymi elementów terapii manualnej, pedagogicznej, pomocy w nauce czy ćwiczeniu umiejętności interpersonalnych. Pomaga im w tym trio: panie Natalia i Małgosia oraz moja rozmówczyni – pani Marta.
– Natalia prowadzi zajęcia wyrównujące wiedzę. Małgosia terapię ręki i umiejętności manualnych. Ja z kolei jestem tą szaloną. Wymyślam zajęcia kreatywne, takie z efektem „wow”. Każda z nas jest nauczycielką. Wiemy, jak funkcjonują dzieci w pierwszych latach edukacji, na co należy położyć nacisk, co zrobić, aby się nie frustrowały. Ponieważ mamy różne doświadczenia i umiejętności, bezwzględnie się uzupełniamy – wyjaśnia M. Sawka.
Cel – odczarować naukę
I to dosłownie, bo zajęcia, które oferuje Centrum Rozwoju, w niczym nie przypominają tych, z którymi najmłodsi mają do czynienia w szkole czy przedszkolu. To, co rzuca się w oczy jako pierwsze, to nazwy poszczególnych warsztatów. Są tajemnicze, pomysłowe i już na starcie obiecują prawdziwą przygodę, zamiast siedzenia w ławce.
– W czasie „Wyspy odkrywców” wprowadzamy elementy terapii manualnej, ręki, zabaw sensorycznych, sensoplastycznych, fizjoterapii, ale też treningi kompetencji społecznych. To nie jest terapia w czystej postaci, to są jej elementy. Dzieci uczą się współpracować, współzawodniczyć, cierpliwości, kiedy czekają na swoją kolej, czyli tego wszystkiego, co muszą potrafić funkcjonując w społeczeństwie. Każde spotkanie ma jakiś motyw, wokół którego budujemy zajęcia. Może być to na przykład lód. Wtedy dzieci rozkuwają go i czują się jak prawdziwi odkrywcy. Albo galaretka, w której zatapiam różne przedmioty, a one próbują je wydobyć. To dla nich niesamowita radość – mówi pani Marta.
Kolejnym z zajęć proponowanych przez Centrum Rozwoju jest „Labirynt fantazji”. Panel niezwykły już choćby z tego powodu, że pozwala rozwinąć zainteresowania, na przykład ogrodnicze, krawieckie, plastyczne, kulinarne czy techniczne.
– Na „Labirynt fantazji” chodzą głównie dziewczynki. Ostatnio, na przykład, uczyłyśmy się szyć. Przyniosłam maszynę, jednak zanim dziewczynki do niej zasiadły, opowiedziałam, co to jest za urządzenie, co można zrobić za jego pomocą, na co zwrócić uwagę i jak prawidłowo przy niej usiąść. Czym różni się szycie ręczne od szycia na maszynie. Omówiłyśmy też kwestię bezpieczeństwa. W to wszystko sprytnie wplotłam warsztat projektowania mody. Dziewczynki pod moim okiem uczyły się szyć i sprawiało im to naprawdę dużą frajdę. Jedna z nich przez dwa warsztaty była raczej obserwatorką, w ogóle nie chciała dotykać maszyny. Szyła ręcznie, a gdy była taka potrzeba, podszywałam jej coś na maszynie. Dopiero na trzecich warsztatach odważyła się i powiedziała, że jest gotowa. Takie zajęcia dają dzieciom możliwość rozwoju we własnym tempie, nic na siłę. Zdobywają nowe umiejętności, ale też poznają siebie. Dziecko nie jest tylko małą istotą, którą trzeba wyręczać. To człowiek, który ma prawo doświadczać wszystkiego, co go otacza. My-dorośli jesteśmy po to, by podać mu odpowiednie do tego narzędzia – tłumaczy moja rozmówczyni.
Takich warsztatów, jak te krawieckie, Centrum Rozwoju proponuje znacznie więcej. Uczestniczące w nich dziewczynki miały okazję sprawdzić, jak poradzą sobie w kuchni, przygotowując domową ćwikłę albo przekonać się, co wyrośnie po posadzeniu jednego ziarenka. To, co łączy wszystkie spotkania i co bardzo mocno podkreśla pani Marta, to wiara w umiejętności najmłodszych, ale także danie im możliwości popełniania błędów.
– Mam ogromną dozę zaufania do dzieci. Wiem, że potrafią zrobić wszystko. Oczywiście, jako mama, też nie chciałabym, żeby moi chłopcy wykonywali w domu pewne czynności, bo bałabym się, że coś popsują albo zrobią sobie krzywdę. Tutaj jednak jestem na innej pozycji. Pozwalam im próbować, spokojnie tłumaczę, co należy robić, bez negatywnych emocji i tego klosza, choć oczywiście nadal czuwając – wyjaśnia pani Marta. – Centrum Rozwoju jest miejscem, w którym jego podopieczni mogą bawić się w taki sposób, w jaki nie mogą robić tego w domu. Tu mogą pobrudzić podłogę i siebie albo trochę pohałasować. Jak coś rozleją, to wiedzą, że trzeba będzie to wytrzeć. Mają prawo do popełniania błędów, jednak uczymy, by potem je naprawiać.
„Endorfiny z trampoliny” to następne zajęcia, które poleca pani Marta: – Stawiamy na motorykę, ale to też nie jest tak, że przez godzinę skaczemy na trampolinie i nie robimy nic więcej. To dzieci decydują, kiedy chcą na niej poszaleć. Robimy tor przeszkód, ćwiczenia korygujące i kształtujące prawidłową postawę ciała. Mamy też dużo zajęć indywidualnych, jak na przykład wyrównujących wiedzę. To, w jaki sposób się uczymy, zależy od potrzeb dziecka. Jeśli lubi być w ruchu, możemy poznawać tabliczkę mnożenia poprzez rzucanie piłek, podskoki na trampolinie czy tor przeszkód. Jeśli woli poleżeć i poczytać, też mamy taką możliwość. Przychodzą do nas dzieci z głębokimi niepełnosprawnościami, ale też z pewnymi brakami do wypracowania. Chodzi na przykład o to, jak prawidłowo trzymać długopis albo nożyczki czy też jak naciskać na kartkę, by nie przedarła się w trakcie pisania albo klejenia. Staramy się niwelować te deficyty.
Plan na wakacje
Lato to czas odpoczynku od nauki, przeżywania przygód i eksplorowania świata. W Centrum Rozwoju także wtedy będzie się sporo działo. Zainteresowani wezmą udział w 5-dniowych warsztatach.
– Miejsce, w którym się znajdujemy, jest do tego wręcz stworzone. Tuż za ścianą mamy basen, latem będziemy z niego korzystać. Mamy na miejscu restaurację, która zapewnia nam posiłki. Niesamowity obiekt sportowy z boiskami, parkiem linowym, tężnią i placem zabaw. Niedaleko jest też siedziba straży pożarnej, którą już raz odwiedziliśmy. Mają wspaniałą salę edukacyjną, którą warto zobaczyć. Panowie strażacy fantastycznie opowiadają i potrafią zainteresować najmłodszych. Są kino, sale zabaw, jak na przykład zaprzyjaźniony z nami Helihoopter. W Świdniku naprawdę jest wszystko, by fajnie spędzić czas i zapewnić dziecku atrakcje z dala od komputera. Wystarczy po prostu dobrze się rozeznać. W tym roku planujemy cztery turnusy 5-dniowych warsztatów i już zastanawiamy się, czy uda nam się zrealizować wszystkie pomysły. Będą stałe elementy programu, ale to dzieci zadecydują kiedy i co robimy. W pewnym sensie same będą układały sobie dzień – opowiada M. Sawka.
Nie tylko dla małych
Centrum Rozwoju to miejsce, które stale się zmienia. W ofercie ma zajęcia kierowane do najmłodszych, ale pani Marta planuje ruszyć z warsztatami, z których mogliby skorzystać dorośli.
– Chciałabym wskazać rodzicom drogę jak wspierać swoją pociechę w rozwoju edukacji, w kontaktach rówieśniczych, prawidłowej samoocenie. Powiedzieć, co można, którędy i jak. Jeden z warsztatów nazwałam roboczo „Moje dziecko otrzymało orzeczenie. Co dalej?”. Pracuję w szkole, jestem nauczycielem wspomagającym. Sama również musiałam przechodzić tą drogę i stąd właśnie to wszystko. Widzę, że rodzice nie wiedzą, co robić. Szkoła naciska, bo z uczniem dzieje się coś nie tak. Nie pisze, nie uczestniczy w zajęciach, nie chce siedzieć w ławce. By pomóc, wysyła go do poradni. Super, jeśli rodzic faktycznie go tam zabierze, a specjaliści zauważą w czym rzecz. Na tym się jednak kończy. Rodzic zostaje sam z orzeczeniem. Nikt nie informuje go, co powinien zrobić, gdzie pójść. Ja sama wiedziałam, że mam dostarczyć orzeczenie do przedszkola, ale co potem? Przecież to dziecko dalej funkcjonuje. Orzeczenie go nie uzdrowiło, nie sprawiło, że zaczęło się prawidłowo rozwijać. Tutaj mam sporo informacji dla rodziców. Gdzie udać się po pomoc, co przysługuje dziecku i rodzicowi, jakie dokumenty i gdzie należy złożyć. Rodzice maluchów z niepełnosprawnością ruchową nie zawsze wiedzą, że mogą otrzymać dofinansowanie albo zupełne sfinansowanie turnusów rehabilitacyjnych. Będąc nauczycielem wspomagającym często się z tym spotykam. Nazywam to nieświadomą niekompetencją. Nie zawsze szkoła jest w stanie zapewnić wszystko, co mówi orzeczenie. Terapii, których uczeń w danym momencie potrzebuje. Tu też mam informacje i chęć podzielenia się nimi – kończy pani Marta.
Więcej informacji o Centrum Rozwoju można znaleźć na jego profilu ma Facebooku.
Agata Flisiak
Artykuł przeczytano 1450 razy
Last modified: 13 lipca, 2023



