sobota, 24 lutego 2024r.

Tekst 5. Walce, pieśni, rock and roll – tak rodziła się kultura

Autor: |

O liczącej zaledwie 65 lat historii świdnickiej kultury można by pisać opasłe tomy. Dziesiątki artystów i zespołów działających w różnych obszarach sztuki stanowią o bogactwie naszego życia kulturalnego. Z tej obfitości trzeba było jednak coś wybrać. Postanowiliśmy, że będą to trzy najstarsze zespoły.

Niezniszczalne dęciaki

Towarzyszyli miastu od początku jego istnienia. Trudno dziś o mieszkańca, który nie słyszałby o słynnej orkiestrze dętej, przez 45 lat prowadzonej przez znakomitego kapelmistrza i multiinstrumentalistę Henryka Maruszaka. Od 2015 roku dyrygentem orkiestry jest Rafał Maruszak, któremu w pracy pomaga Karol Dziubak.

Koniec pierwszego okresu istnienia zespołu wspominał perkusista, Stefan Dudzic: – Wykonywaliśmy głównie marsze i walce, repertuar mało skomplikowany. Orkiestra wykorzystywana była przede wszystkim w trakcie pochodów pierwszomajowych. Muzycy rekrutowali się głównie z amatorów. Było nas w sumie kilkunastu. Jazz i swing pojawiły się dopiero z Heniem Maruszakiem. Na szerokie wody wypłynęliśmy w latach 80.

Zaczęło się od kontaktów Adama Maruszaka, brata Henia, w węgierskim Szombathely. W końcu trafiliśmy do Rastede w Niemczech, gdzie w wielkim festiwalu orkiestr dętych uczestniczyło po kilkadziesiąt zespołów i nawet 2,5 tysiąca muzyków. Zajęliśmy tam 3 miejsce, a poziom był wysoki. Wyjazd, który na zawsze pozostanie w pamięci to ten, kiedy odwiedziliśmy dawny RFN i po raz pierwszy zobaczyliśmy Zachód. Wśród 72 orkiestr m.in. z Danii, Holandii, Austrii czy Niemiec byliśmy jedyną orkiestrą z Demoludów, a także pierwszą, która w 1988 roku otworzyła drogę na Zachód. Właśnie w Niemczech zespół zdobył najważniejszy zagraniczny laur, I miejsce na Międzynarodowym Konkursie Orkiestr Dętych w Hussum i Rastede.

Na przełomie lat 80. i 90. orkiestra utraciła miano zakładowej. Nadeszły trudne dni. Pojawiały się problemy lokalowe i finansowe. W końcu pomocną dłoń wyciągnął ówczesny burmistrz Krzysztof Michalski, który użyczył orkiestrze świetlicy, gdzie można było kontynuować próby. Od 1992 roku zespół występuje pod nazwą aktualną Helicopters Brass Orchestra i organizacyjnie prowadzony jest przez Towarzystwo Przyjaciół Świdnickiej Orkiestry Dętej. W 1993 r. „dęciaki” trafiły pod skrzydła Miejskiego Ośrodka Kultury, z którym współpracują do dziś.

W ciągu minionych, ponad 65 lat, powstał zespół grający różnorodne utwory – od kompozycji z epoki renesansu po najnowsze przeboje taneczne. Helicopters Brass Orchestra jest grupą ludzi bardzo zróżnicowanych wiekowo, od 16 do 70 lat. Niektórzy członkowie byli lub są z nią związani po kilkadziesiąt lat, jak chociażby Janusz Wesołowski czy Ryszard Kwiatkowski, dla kolegów „Rysiu”.

Łowcy festiwalowych nagród

Wiele amatorskich zespołów instrumentalno-wokalnych działało lub działa w naszym mieście. Żaden z nich jednak nie zdobył tylu nagród i wyróżnień na festiwalach muzycznych, co Ikersi wywodzący z Zakładowego Domu Kultury WSK.

Próbowali różnych gatunków muzycznych, od popularnych melodii tanecznych, poprzez rock and roll, jazz modern, big-beat, folk, po piosenki kabaretowe i żołnierskie.

Twórcą największych sukcesów Ikersów (nazwę przyjęto w 1970 r.) był kierownik muzyczny, Zbigniew Zastawny. Stefan Dudzic, wówczas perkusista Ikersów, tak wspominał te czasy: – To była grupa znana nie tylko na Lubelszczyźnie, ale również w całym kraju. W 1972 roku wygraliśmy konkurs debiu­tów w Opolu, w 1975 roku Złoty Pierścień na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu.

Jaka jest różnica między dzisiejszą a tamtą rzeczywistością? Jeśli dzisiaj ktoś wygra w Opolu, od razu staje się gwiazdą. My pozostaliśmy zespołem zakładowym. Pamiętam debiut Bajmu w kinie Lot. Rok był bodajże 1979. Pomy­ślałem, że gdybyśmy mieli chociaż jeden taki przebój, jak „Piechotą do lata”, moglibyśmy zrobić podob­ną karierę. Zabrakło hitu opartego na czterech magicznych akordach. Chyba z pół roku grał z nami Romek Lipko, późniejszy lider Budki Suflera. Gdyby człowiek wiedział, że to taki talent, to by go nie puścił.

W 1976 roku Ikersi pojechali do Nie­miec Zachodnich, jako artystyczny segment kulturalnej wizyty Edwar­da Gierka. Byli częścią kilkuna­stoosobowej ekipy, wybranej przez centralę związkową. Nie starali się o ten wyjazd, byli po prostu uznawani za dobry i zasłużony ze­spół. W Niemczech dali koncerty, między innymi, w Bremie, Hamburgu i Kolonii.

Na nieszczęście dla nich, okazali się również zespołem niepokornym. Jacek Za­krzewski wykonał podczas jednego z występów „Biały krzyż”, chociaż miał to surowo zabronione. Naturalnie musieli zniknąć z krajowego rynku, po ponad 10 latach obecności. Osta­teczny koniec nastąpił po zburzeniu tancbudy, jak nazywano drewnia­ny klub Ikar, od którego nazwę wziął zespół.

Bogu i Ojczyźnie

Nazwisko Henryk Maruszak występuje we wspominkowych materiałach dotyczących wielu grup artystycznych, działających w latach 60. pod opiekuńczymi skrzydłami Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego. Jedną z nich był powstały w 1965 roku chór męski Arion.

Zespół szybko się  rozrastał i wkrótce liczył około 50 osób. W pierwszym 5 – leciu Arion wziął udział w 70 imprezach artystycznych. Jego największe sukcesy to I miejsca w Lubelskim Festiwalu Kulturalnym Związków Zawodowych, Ogólnopolskich Konkursach Pieśni Pokoju i Pieśni Zaangażowanej oraz Wojewódzkim Festiwalu Związków Zawodowych.

Panowie występowali też w Filharmonii Poznańskiej oraz 3-krotnie w telewizji. W latach 70. część chórzystów śpiewała również w kościele parafialnym w Kazimierzówce.

W 1980 r. Zakładowy Dom Kultury WSK zrezygnował z opieki na chórem. Wówczas wzięła go pod swoje skrzydła Spółdzielnia Mieszkaniowa. W 1982 r. Arion formalnie zawiesił działalność, ale jego członkowie nie zaprzestali śpiewania, występując najczęściej w świdnickich kościołach. W listopadzie 1990 r. zorganizowali się w Towarzystwo Śpiewacze Arion. Jego prezesem został Edward Gruszczyński a opiekę muzyczną i dyrygenturę przyjął ponownie Henryk Maruszak. W ten sposób historia zatoczyła koło.

Ks. Jan Hryniewicz napisał w kronice kościoła pw. NMP Matki Kościoła: “Podtrzymując polską tradycję, polską kulturę, wiarę i patriotyzm, śpiewem krzepi serca starszych, uczy młodzież. Potrafi występować w harmonii z chórem parafialnym, z chórem Spółdzielni Mieszkaniowej “Tercja”, z orkiestrą WSK. Spełnia w mieście piękną rolę kulturalno – religijno – patriotyczną”.

Chór Arion pracuje obecnie pod opieką Miejskiego Ośrodka Kultury. Jego dyrygenturę przejęła Magdalena Celińska. Zespołowi prezesowali w ostatnich latach kolejno: Zygfryd Juszczyński, Jan Moskal, Ryszard Kot, Andrzej Wiśnioch i Eugeniusz Hyz.

jmr

Artykuł przeczytano 1512 razy

Last modified: 13 grudnia, 2019

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »