piątek, 01 marca 2024r.

Szybowce wróciły do Świdnika

Autor: |

W sobotni poranek zaskoczył mnie telefon o treści: „Możesz przyjechać do aeroklubu? Będziemy wypuszczać wyremontowany niedawno szybowiec. To szczególna okazja, bo takie maszyny nie latały nad Świdnikiem od czterech lat”. Dzwonił Adam Sokołowski, Czytelnikom Głosu znany głównie z artykułów o Świdnickich Weteranach Szos, ale również wielki pasjonat lotnictwa. Oczywiście nie mogłam przegapić takiego wydarzenia. Porzuciłam domowe zajęcia i po kilkunastu minutach byłam już na lotnisku.

PW-6U pięknie prezentował się na zielonej trawie. Wokół niego zgromadzili się Krzysztof Janusz, dyrektor świdnickiego aeroklubu, który miał zasiąść za sterami, Adam Sokołowski oraz Waldemar Madej z Aeroklubu Stalowa Wola, pilotujący Wilgę. Regulowali radio i przyrządy, sprawdzali szybowiec przed holowaniem na pas startowy. W międzyczasie podpytałam o historię PW-6U.
– W latach 90. XX wieku, Politechnika Warszawska zaprojektowała szybowiec klasy światowej, jednomiejscowy PW-5 Smyk. Przez kilka lat był produkowany w świdnickim zakładzie. Jego rozwiniętą wersją, dwumiejscową, stał się PW-6, również stworzony przez konstruktorów z Warszawy. W Świdniku powstało 41 sztuk tego szybowca. Był eksportowany do Egiptu, Nowej Zelandii, Belgii, Kanady, Portugalii i Niemiec. Obecnie jest produkowany w SZD Jeżów. Ten, który wzbije się dzisiaj w górę, to PW-6U, z 2002 roku. Warto dodać, że w latach 70. XX wieku w Świdniku produkowany był drewniany szybowiec Pirat – opowiadał Adam Sokołowski.
PW-6U, który za chwilę miał wzbić się w powietrze, wykonany jest z laminatu szklano-epoksydowego. Jego długość to prawie 8 m. Rozpiętość skrzydeł wynosi 16 metrów, masa własna 360 kg, maksymalna masa startowa 546 kg. Prędkość minimalna to 68km/h, zaś dopuszczalna 260 km/h. Po kilku latach eksploatacji, przez kilka następnych czekał na przegląd i remont. W styczniu trafił do zakładu Macieja Malarczyka pod Lesznem.
– Każdy przyrząd i urządzenie ma tzw. resurs, czyli ilość wylatanych godzin lub czas użytkowania. W ramach remontu w PW-6U sprawdzono oraz wyregulowano przyrządy pokładowe, wymieniono wszystkie części gumowe, pasy, linki i zaczepy, zmieniono pokrycie steru kierunku. Dostaliśmy też nową, zgodną z wymaganiami radiostację. Szybowiec przeszedł szczegółowy przegląd na wypadek pęknięć. Kosztowało to prawie 20 tys. zł – wyjaśniał Krzysztof Janusz.

W powietrzu
Po kilkudziesięciu minutach przygotowań, szybowiec został odholowany samochodem na pas startowy. Jeszcze odpowiednie ustawienie, wyregulowanie siedzenia, ostatnie poprawki pasów, podczepienie liny i wreszcie nadszedł długo wyczekiwany moment. W powietrze wzbiła się Wilga, a za nią wzniósł się PW-6U. Z przyjemnością obserwowaliśmy jak krążą po usianym chmurami niebie. Na wysokości ok. 300 m średniopłat wyczepił się i dalej leciał wznoszony prądami powietrza. Pierwszy lot trwał kilka minut. Potem lądowanie, chwila przerwy i znów do góry. Tym razem szybowanie trwało około godziny, a Krzysztof Janusz nie odmówił sobie podniebnych akrobacji.
– PW-6U jest szybkim szybowcem. Dzisiaj leciałem 110-120 km/h. Pułap, jaki osiągnąłem to 1200 m. Im wyżej, tym lata się zdecydowanie lepiej. Pięknie kręci akrobacje – mówił K. Janusz po wylądowaniu.
Po nim w powietrze wzbił się Adam Sokołowski. Jemu również nie brakowało wrażeń.
– Lata się przyjemnie, widoki z góry są niesamowite, ale to szybowiec bardzo wymagający. Należy zwracać uwagę na prędkość przy podejściu do lądowania, która jest nieznacznie wyższa niż zazwyczaj w szybowcach. Trzeba jednak wybaczyć mu wszelkie niedogodności, bo to jeden z pierwszych egzemplarzy z naszego zakładu – zaznaczał A. Sokołowski.
– Najtrudniejsze w lataniu szybowcem jest …lądowanie – dodał Waldemar Madej, który również pilotuje te maszyny. – Mocniejsze dotknięcie ziemi końcówką skrzydła w czasie wyrównania bądź dobiegu przy zbyt dużej prędkości może spowodować gwałtowne skręcenie szybowca i w efekcie jego uszkodzenie.
W sobotnie przedpołudnie PW-6U startował jeszcze kilka razy. Sprawdził się, więc przez najbliższe lata może służyć amatorom podniebnych przygód.
– Cieszymy się, że szybowiec wrócił do użytkowania. To świdnicki produkt, mamy do niego duży sentyment, chcielibyśmy więc, w miarę możliwości, go wykorzystywać. Jeśli się uda, będziemy brać udział w pokazach czy nawet organizować loty, ale tylko dla grup zorganizowanych – mówił dyrektor aeroklubu.
Na wyposażeniu placówki znajdują się również inne szybowce: dwa Bociany o drewnianej konstrukcji i Cobra 15. Mogą wzbić się w powietrze z pomocą wyciągarki Herkules.
Agnieszka Wójcik-Skiba

« z 2 »

Artykuł przeczytano 6715 razy

Last modified: 2 lipca, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »