Kontynuujemy cykl, w którym mieszkanki Świdnika prezentują swoje historie i dzielą się z Czytelnikami tym, co dla nich ważne, o czym nie chcą zapomnieć lub o czym chciałyby przypomnieć wszystkim paniom i nie tylko im. Cykl powstał z inicjatywy i we współpracy ze Świdnicką Radą Kobiet.
Tym razem o swoim życiu i pasji opowiada Maria Winiarska: – Jestem społecznikiem. Mam to chyba we krwi. Moja mama była otwartą osobą, choć nie miała skończonej nawet szkoły podstawowej, a mój ojciec był dobrym Polakiem. Zginął w 1946 roku przed swoim domem, w Krępcu, gdzie teraz ja mieszkam – zastrzelony przez Ubeków. Miałam wtedy skończony 1. rok życia. Był żołnierzem Armii Krajowej, a wcześniej Związku Walki Zbrojnej. Z ojca przejęłam patriotyzm i umiłowanie Ojczyzny, ale także chęć niesienia pomocy innym. Wychodzę z założenia, że jeśli jest jakaś potrzeba, to należy po prostu coś zrobić – z kimś rozmawiam i od razu reaguję. Gdy się rozchorowałam, prosiłam Boga, aby jeszcze dał mi pożyć, bo ja tak bardzo chcę służyć ludziom. Nie zastanawiam nad tym, że służę, tylko to jest moje życie. Nie mam w głowie pytania: dlaczego ja mam to zrobić? Albo – dlaczego nie ktoś inny? Nie zastanawiam się, czy ktoś mi potem odda jakąś przysługę. Gdy otrzymuję jakiś dyplom, uznanie, wyróżnienie za moje działanie, jestem raczej zaskoczona, nie oczekuję tego. Nie po to żyję, by ktoś zauważał to, co robię, ale działam, bo lubię. Moja większa aktywność w Świdniku rozpoczęła się od środowiska Kościoła. Oddałam się pracy na rzecz obrony wiary wobec błędnej nauki sekt, czy też grup pseudoreligijnych, które swoją działalnością, sposobem werbowania wyrządzają krzywdę drugiemu człowiekowi. Nie wiem, gdzie się tego nauczyłam, bo teologii nie kończyłam. Myślę, że to taki „cukierek od Pana Boga”, chociaż Go o to nie prosiłam. Działalność społeczna dla dobra innych to moje „drugie ja”. Po katastrofie smoleńskiej spotykaliśmy się przy pomniku Konstytucji 3 maja grupą osób każdego 10. dnia miesiąca, by w ten sposób oddać hołd ofiarom oraz modlić się za ich dusze. Jeden z kolegów postawił krzyż przy pomniku. Ludziom bardzo ten krzyż przeszkadzał… Wyzywano nas od „oszołomów”. Mieliśmy bardzo dużo przeciwników, ale nas to nie zrażało. Naszym pragnieniem było postawienie pomnika pamięci ofiar Katynia i Smoleńska. Krzyż został połamany i rzucony na ziemię, następnie naprawiony, po czym ponownie zabrany i porzucony gdzieś w krzakach. Gdy miało dojść do budowania pomnika, przewodniczył temu biskup Cisło. Krzyż miał być relikwią i miał być niesiony na uroczystości poświęcenia pomnika. Obecnie jest przechowywany w moim domu, jak relikwia. W budowie pomnika pomógł nam p. Witold Marcewicz z Bełżyc, artysta kamieniarz, nawet nie rzeźbiarz. On ten pomnik wybudował z dobrowolnych datków ludzi. Wierzę w dobroć ludzką. W trakcie prac nad pomnikiem trafił do mnie wiersz p. Stanisława Romaniuka z Parczewa „Dlaczego milczysz brzozo biała?”, jakby napisany specjalnie na okoliczność katastrofy, a jednak dużo przed nią… Odczytywałam go na wszystkich mszach św., poruszał serca. Sama nie piszę wierszy, ale trafiają w moje ręce piękne utwory, idealne na każdą okoliczność. Mam ich mnóstwo. Jestem często zapraszana na różne wydarzenia, a nawet proszona: „Marysiu, przygotuj jakiś wiersz” i nagle go odnajduję. Stosownie do okoliczności. Mam zdolność rozmawiania z ludźmi w różnym wieku, także z młodymi. Pomagam też ludziom modlitwą. Należę do wspólnoty modlitwy. Ludzie wysyłają do nas prośby, a my się modlimy. Czasem, w lecie, przy moim domu odbywają się msze święte. Ksiądz w białym ornacie podnosi hostię, a ja wołam do mojego ojca: „Bolek, czy Ty widzisz, co się dzieje na Twoim podwórku?”. Potem jest agapa w ogródku i każdy coś przynosi na wspólny posiłek. Moja działalność to także Koło Gospodyń Wiejskich w Krępcu, którego jestem założycielką. Zajmuję się również ziołolecznictwem. Mam w tym zakresie dużą wiedzę. Przyjmuję do mojego domu osoby zagubione i potrzebujące pomocy. Sama miałam ciężko w życiu. Wydaje mi się, że ludzie, którzy mają dobrze, rzadziej służą ludziom, a ci, którzy poznali biedę, chętniej. Służę innym i modlę się do Boga, abym mogła jak najdłużej to czynić.
mw, fot. archiwum M. Winiarskiej
Artykuł przeczytano 667 razy
Last modified: 14 marca, 2024



