środa, 13 maja 2026r.

Sylwetki świdniczanek – moja historia

Autor: |

Kontynuujemy cykl, w którym mieszkanki Świdnika prezentują swoje historie i dzielą się z Czytelnikami tym, co dla nich ważne, o czym nie chcą zapomnieć lub o czym chciałyby przypomnieć wszystkim paniom i nie tylko im. Cykl powstał z inicjatywy i we współpracy ze Świdnicką Radą Kobiet. 

W tym numerze o swoim życiu i pasji opowiada Dorota Kusztykiewicz:  – Rodem jestem ze Świdnika. Jestem pasjonatką poszukiwań genealogicznych – z dużymi sukcesami, turystyki pieszej i zorganizowanych wyjazdów wycieczkowych oraz poznawania nowych miejsc zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Od lat pasjonuję się też kolekcjonowaniem pocztówek, figurek aniołów oraz lalek.

Jestem absolwentką I LO im. Władysława Broniewskiego. Wracając myślami do tamtych czasów, przywołuję postać nauczyciela języka polskiego, profesora Mariana Narcyza Listowskiego, który nas, młodzież, uwrażliwił na piękno polskiej literatury i uczył w tamtym czasie prawdziwej historii Polski. To on wręczył nam broszurkowe, nielegalne wydanie „Archipelagu GUŁag” Sołżenicyna, w którym mogliśmy przeczytać, jak byli traktowani ludzie zsyłani na Sybir. Pan profesor rozbudził we mnie miłość do książek, zwłaszcza tych o tematyce historycznej i jednocześnie kolejną pasję – kupowanie książek i studiowanie ich treści. W 2011 r. w konkursie ogłoszonym przez Fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie z Warszawy na temat II wojny światowej moja praca o tamtym okresie na Zamojszczyźnie, gdzie mieszkałam przez 34 lata, i Litwie, skąd pochodzili moi przodkowie, otrzymała wyróżnienie, z czego jestem bardzo dumna. Jestem też laureatką konkursów literackich, poetyckich i fotograficznych. Z zawodu jestem pielęgniarką. Moim miejscem pracy był przez wiele lat Okręgowy Szpital Kolejowy w Lublinie (1983-1996), a następnie Samodzielny Publiczny Szpital Wojewódzki im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu, gdzie przez ostatnie 18 lat pracowałam na oddziale rehabilitacji neurologicznej i narządu ruchu. Przez długie lata mieszkałam na Roztoczu, gdzie odkryłam u siebie dar modelowania i tworzenia w drewnie. Zrodził się po bardzo traumatycznych przeżyciach w rodzinie. Technika była bardzo ciekawa: obrazy pisane małym pędzelkiem, dosłownie milimetrowym, były łączone z motywami prawdziwych roślin z  ogrodu i z lasu oraz współczesną fotografią. Taki obraz wisi w Górecku Kościelnym w parafii pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika obok tablicy Armii Krajowej i przedstawia legendarną scenę ukazania się biskupa Janowi Sosze właśnie w Górecku. Podziękowanie za ten dar dla kościoła otrzymałam od ówczesnego biskupa diecezji zamojsko-lubaczowskiej Wacława Depo, obecnego arcybiskupa i metropolity Jasnej Góry. Piękny obraz przedstawiający Matkę Boską Częstochowską z dzieciątkiem Jezus wśród serca z prawdziwych begonii zerwanych z ogrodu i zaraz naniesionych specjalnym preparatem, a całość wśród rozgwieżdżonego nieba i planet w kosmosie, został podarowany biskupowi diecezji zamojsko-lubaczowskiej Mariuszowi Leszczyńskiemu podczas otwarcia jednej ze szkół na ziemi biłgorajskiej. Wiele prac trafiło w ręce najbliższej rodziny i przyjaciół.

Rodzicom zawdzięczam miłość do pieszych wycieczek i turystycznych wyjazdów, zwłaszcza z moją ulubioną grupą Turystyczne Lubelskie. Kolejną pasją, o której chcę wspomnieć, jest fotografia. Fascynuje mnie architektura, krajobraz i przyroda, ale także tworzenie wcale niełatwej,
a wymagającej skupienia mozaiki diamentowej, tj. obrazu z kilkunastu tysięcy maleńkich kolorowych plastikowych kółeczek oraz kaligrafia – lubię pisać odręcznie. Fascynację do kolekcjonowania laleczek zaszczepiła we mnie kuzynka z Australii. Pamiętam, gdy pierwszy raz przyjechała do Polski w roku 2004 i podarowała mojej  mamie kilka pięknych małych laleczek wykonanych przez siebie. Zachwyciłam się nimi. Od tamtego czasu kolekcja moja znacznie się powiększyła o lalki z różnych stron świata. Bardzo ciekawe i moje ulubione są te o urodzie typowo wschodniej – tatarki oraz japońskie. W kolekcji posiadam drewniane laleczki „kokeshi”, pełniące rolę ochronną, które nabyłam na festiwalu kultury japońskiej. Piękną lalkę przywiozłam z pobytu na wczasach w Odessie w latach 90. Oczarowała mnie jej wschodnia uroda, wyglądała jakby przybyła z dalekich Indii. W mojej kolekcji posiadam także lalkę z Irlandii, gdzie byłam w 2018 i 2019 r., z Hiszpanii – tancerkę flamenco. Są dwie żony Henryka VIII, przepiękna lalka o urodzie damy z XVIII wieku w stroju historycznym, lalka z dzieciństwa z lat 60. nazywana Mariolka, sporych rozmiarów z półdługimi kasztanowymi włosami. Mam lalkę firmy Leonardo w stroju jaki nosiła Anna Karenina w powieści Lwa Tołstoja oraz wiele, wiele innych bardzo ciekawych egzemplarzy, pracy ludzkich rąk, prawdziwych dzieł sztuki. Żadna nie służy do zabawy. Są to lalki kolekcjonerskie wykonane najczęściej z porcelany. Pierwszą lalką, jaką otrzymałam była tak obecnie poszukiwana przez kolekcjonerów lalka celuloidowa – niestety po kilku już naprawach. Część z nich oddałam do muzeum zabawek w Busku-Zdroju w Górach Świętokrzyskich. Wszystkim podzielającym moją lalkarską pasję polecam wspaniałe muzeum zabawek w Krynicy Górskiej, gdzie można na nowo przypomnieć sobie jak to jest być dzieckiem, a przy okazji zobaczyć niesamowicie piękną kolekcję zabawek z całego świata.

dk

« z 2 »

Artykuł przeczytano 1222 razy

Last modified: 8 lutego, 2024

Zmień język »
Przejdź do treści