sobota, 24 lutego 2024r.

Świat nie jest czarno-biały

Autor: |

Z mądrym nie da się gadać tylko o jednym. Kiedy czujesz ogrom życiowego doświadczenia, otwartość i szczerość, chce się pytać o rzeczy wykraczające poza „temat lekcji” Tak było podczas wczorajszego spotkania z Krzysztofem Zanussim w Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej. A tematem lekcji była książka „Życie rodziny Zanussich”.

O książce rozmawiano najmniej. Zobaczyliśmy jej okładkę, ale Krzysztofa Zanussiego wypada raczej męczyć pytaniami o film, włoskie pochodzenie, religię, talent Dody i, rzecz jasna, poglądy Mistrza na polską rzeczywistość. Dla nastawionych prawicowo jest za bardzo w centrum, dla sympatyzujących z lewicą, „katol”. Jak ktoś powiedział, było samo gęste.

– Nakręcenie filmu o wielkiej dla nas postaci Jana Pawła II zakończyło się głęboką rezerwą w międzynarodowym środowisku filmowym. Bo jakiś Polak o dziwnym, niepolskim nazwisku nakręcił film o polskim księdzu. Czysta propaganda. Oczywiście znamy go, ale czy damy mu jeszcze kiedyś jakieś nagrody? – zastanawiali się filmowi mędrcy  – zagaił Marek Rapnicki, moderator spotkania.

– Chciałbym rozsądnie spojrzeć na ich argumenty Moi krytycy we Francji i Włoszech powiedzieli: Jak tobie nie wstyd zrobić film o głowie Kościoła, który siłą rzeczy jest filmem propagandowym, wizytówką kraju, z którego Jan Paweł II pochodzi, a nie obrazem problemowym. Ja się z tym zgadzam. Ale rozumiałem, że to mój obowiązek. Skoro takie czasy i konfiguracja nastały, że na arenie świata pojawił się człowiek z nieznanego kraju i mnie proponują, żebym o nim opowiedział, to choćbym nie chciał, muszę. Nie robiłem tego filmu z wielką chęcią, ale wiedziałem, że inaczej zrobi to ktoś rzemieślniczo, w przekonaniu, że to normalny film, na którym się zarabia. Mówiono o mnie później, że jestem reżyserem papieskim i czasem nie zapraszano z tego powodu na niektóre, nawet wielkie, europejskie festiwale, chociaż minęło 40 lat od nakręcenia filmu. Nigdy się od tego papieża nie odciąłeś – mówili. Gdybym miał poczucie, że powinienem się odciąć, pewnie bym się odciął. Miałem wiele kontaktów z papieżem. Ani razu nie poczułem, że sprzeniewierzył się swoim ideałom. Jeśli otrzymywał „dowody” na współpracę biskupa Tokarczuka z Niemcami, w czasie II wojny światowej, sfabrykowane w latach 80. przez komunistyczną władzę, używającą oryginalnego  papieru i maszyny do pisania z obozu w Oświęcimiu, co potwierdzili szwajcarscy specjaliści, miał podstawy, by nie ufać nikomu, chociaż pewnie popełnił w tych ocenach wiele błędów. Każdy dzień olbrzymiej produkcji o Karolu Wojtyle może być źródłem niezliczonych anegdot. Finansowali go Amerykanie, włoska telewizja RAI i multimilioner lord Lew Grade, naprawdę Leon Gradowski, pochodzący z Odessy. Dla odmiany, do filmu „Serce na dłoni” zatrudniłem Dodę, za co zostałem publicznie skarcony przez księdza Tadeusza Isakowicza Zaleskiego. Szukałem w niej symbolu złego gustu, który może zmienić się na lepsze. To bardzo inteligentna osoba, nagana była chyba więc przedwczesna – bronił się Zanussi.

Mistrz miał dobrą rękę do promowania początkujących aktorów. Na telewizyjnym korytarzu budynku przy ulicy Woronicza mijał go Maciej Zakościelny, który powiedział: bardzo chciałbym u pana zagrać.

– A wie pan kim jestem?

– Nie – odpowiedział.

No i zagrał.

Krzysztof Zanussi, który ma do siebie kosmiczny dystans, opowiedział też historię pozyskania do dyskusji na popularnym polskim portalu pewnego bardzo znanego, amerykańskiego naukowca, neurologa, o którym mówiono, że za honorarium poniżej 50 tysięcy dolarów nie zaczyna rozmowy.

– Wytypowano mnie, żebym spróbował go jakoś namówić, więc ja, jako ubogi staruszek z Polski, pojawiłem się na ekraniku telewizora i zaczynam mu tłumaczyć, jak bardzo nam na tym zależy. A on mi przerywa i mówi: ale co mi pan tutaj tłumaczy. Właściwie całe moje życie jest skutkiem tego, że się z panem zetknąłem. Pan właściwie zdecydował o tym, kim jestem. Niech się pan tylko nie cieszy, bo to był przypadek. Miałem sześć lat, kiedy ojciec zabrał mnie na pana film do klubu w Ameryce, bo nie miał mnie z kim zostawić. Szedł tam pana film „Iluminacja”, z którego kompletnie nic nie rozumiałem i dalej nie wiem, o czym był ten film, ale była jedna scena, którą zrozumiałem. Bohater leżał z elektrodami na głowie, spał, a potem jeszcze mu za to zapłacili. Zrozumiałem, że właśnie tak chcę żyć. No i wystąpił u nas bez honorarium.

Honorowy patronat nad spotkaniem objął burmistrz Waldemar Jakson.

Artykuł przeczytano 858 razy

Last modified: 18 października, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »