środa, 15 kwietnia 2026r.

Śmieciowa kwadratura koła

Autor: |

Przez wiele lat ceny zagospodarowania odpadów nie budził większych emocji. Były raczej ustabilizowane i niewiele znaków wskazywało na to, że może się to zmienić, w dodatku w sposób bardzo radykalny. Tymczasem w grudniu Rada Miasta uchwaliła duże podwyżki stawek. Dlaczego?

– Wyjaśnijmy od razu, że to nie samorządy decydują o tych opłatach, tylko system stworzony przepisami uchwalonymi w polskim parlamencie.  Samorząd jest  tylko ostatnim ogniwem całego procesu, który zaczął się w Sejmie. Tam właśnie, w ciągu ostatnich czterech lat, podniesiono tak zwaną opłatę składowiskową, zwaną też marszałkowską, z 24,15 złotych na 270 złotych za tonę odpadów zmieszanych. Opłata ta jest częścią kwoty wnoszonej przez firmę za przywiezienie śmieci do zakładów, które zagospodarowują odpady komunalne. Samorząd podnosi cenę tylko dlatego, że rosną koszty zagospodarowania i utylizacji. W grudniu otrzymałem pismo z Zakładu Zagospodarowania Odpadów Komunalnych w Wólce Rokickiej informujące, że od Nowego Roku cena rośnie tam z 490 zł do 643 zł netto za jedną tonę przywiezionych odpadów zmieszanych. I nie jest to stawka tylko dla Świdnika, ale dla wszystkich kontrahentów zakładu. Jeśli doliczyć do tego pozostałe koszty tzn.  logistykę, w skład której wchodzą: płace, podatki,  pojemniki, paliwo etc. wyjdzie suma ponad 1,1 tys. zł za tonę  – tłumaczy Krzysztof Falenta prezes spółki Remondis zajmującej się odbiorem odpadów w naszym mieście.

Należy zadać pytanie: skąd takie kolosalne ceny? Zakład w Wólce Rokickiej przetwarza odpady na tzw. stabilizat i frakcję palną, czyli paliwo alternatywne, które jest spalane w cementowniach. Jeszcze kilka lat temu dostawcy paliwa alternatywnego otrzymywali od cementowni 50 zł za tonę dostarczonego paliwa. Dziś sami muszą płacić 500 zł za tonę dostarczonego paliwa. Zdaniem prezesa Remondis jedyną możliwością obniżenia kosztów są więc metody przetwarzania termicznego czyli spalanie śmieci lub piroliza, czyli technologia degradacji masy pod wpływem wysokiej temperatury bez udziału tlenu. Podczas procesu spalania uzyskuje się ciepło i energię elektryczną, a zatem nie tylko redukuje koszty ale też czerpie dodatkowe korzyści. W przypadku Świdnika podstawowy problem polega na wyborze miejsca, w którym taka instalacja mogłaby powstać.

Problem w głowach?

Spalarnia nie musiałaby nawet stać w bliskim sąsiedztwie miasta, jednak Remondis ma już smutne doświadczenia z przeszłości w innej sprawie. Spółka kupiła w swoim czasie w Krzesimowie 1,5 ha ziemi pod biuro, garaże i bazę logistyczno-transportową. Spowodowało to takie protesty, że działka do tej pory leży odłogiem. Co dopiero ze spalarnią?

– Nie ma ekonomicznego uzasadnienia budowy instalacji dla samego Świdnika.  Jedna wystarczyłaby do obsługi całego Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego. Przykładowe koszty budowy spalarni to np. 666 mln zł w przypadku spalarni w Szczecinie o zdolności przerobu 150 tys. ton rocznie i 725 mln zł  kosztów budowy spalarni w Poznaniu o wydajności 210 tys. ton. Dodam przy tym, że spalarnia w Poznaniu budowana jest na zasadzie tzw. Partnerstwa Publiczno Prywatnego z bardzo poważnym zaangażowaniem środków finansowych pochodzących z Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że inwestor by się na pewno znalazł.  Oglądałem spalarnię w centrum Wiednia, o której istnieniu zwiedzający to miasto turyści pewnie nawet nie wiedzą, ponieważ stosowane w niej technologie pozwalają uniknąć jakiegokolwiek skażenia czy zanieczyszczenia środowiska. W niemieckim Oberhausen, gdzie mieszka  220 tys. ludzi, spalarnia zaspokaja w znacznym procencie zapotrzebowanie miasta na energię elektryczną i cieplną. Przy obecnych wymogach technologicznych jedynym widocznym znakiem, że zakład działa jest wydobywająca się z kominów para wodna. Mimo to wyobrażam sobie reakcję opinii publicznej na wieść o budowie podobnego obiektu w okolicach Świdnika – mówi K. Falenta.

Śmieciowa sprawiedliwość

Pomimo wysiłków podejmowanych przez  władze Miasta Świdnika  i wykorzystania metody do wynajdywania śmieciowych oszustów wypracowanej w programie GovTech oblicza się, że płacenia za odbiór śmieci wciąż unika około 3,5 tys. osób. Jak by się nie gimnastykować, trudno będzie wyszukać wszystkich, a musimy sobie zdawać sprawę, że pozostali mieszkańcy za nich płacą. Może w takim razie pomogłaby zmiana kryteriów obliczania należności?

– W różnych miastach stosuje się różne metody. Tak jak u nas, od osoby czy, na przykład, jak w Warszawie, powierzchni mieszkania. Moim zdaniem najsprawiedliwszym kryterium byłoby zużycie wody. Na wodzie nie da się oszukać i nie ma tłumaczenia, że ktoś wyjechał za granicę, bądź mieszka w akademiku, w innym mieście – przekonuje szef Remondisu.

Podwyżki kosztów zagospodarowania odpadów spowodowały szum medialny w całym kraju i to bez względu na barwę polityczną władz poszczególnych miast. Gmina nie może na odpadach zarabiać, ale prawo zabrania jej też do nich dokładać. Stąd konieczność obciążenia mieszkańców.

– Do niedawna makulatura przyjmowana była przez zakłady papiernicze za drobną opłatą. Sytuacja się odwróciła i spółka oddając papier musi zapłacić 100 zł za tonę oddanej tektury. Podobnie jest z plastikiem. Jedynie sprzedaż szkła pozwala odzyskać niewielką część poniesionych kosztów. Ale nie to jest najważniejsze.  35 tysięcy zarejestrowanych Świdniczan produkuje miesięcznie 1100 ton śmieci.
Z tego 80 procent to odpady zmieszane czyli niesegregowane i za nie właśnie płacimy kolosalne pieniądze. Nie spodziewam się, żeby te proporcje w  najbliższych latach uległy odwróceniu. Dodam, że na przestrzeni ostatnich siedmiu lat, ilość wytworzonych w naszym mieście śmieci wzrosła o 400 ton miesięcznie.  Dlatego żadne nowe składowiska, ani zakłady przerobu śmieci, ale spalarnia jest wyjściem najrozsądniejszym. Uważam, że obecnie jest to najtańsza metoda zagospodarowania odpadów. Koszt spalenia 1 tony śmieci kształtuje się w granicach 110 – 130 Euro – wyjaśnia prezes spółki.

Przed rewolucją

Wygląda na to, że życie wymusi na nas głęboką zmianę filozofii w podejściu do gospodarki odpadami. W przeszłości ważne były opłaty za wodę, prąd, gaz, albo czynsz bo te „naprawdę kosztowały”. Śmieci były na szarym końcu. Teraz sytuacja staje się zgoła odmienna.

– Niestety musimy uzmysłowić sobie, że ekologia kosztuje. Słyszę głosy, również od niektórych radnych opozycji, że skoro usługi świadczone przez Remondis drożeją, to może  wybrać inną firmę? Przypomnę, że spółka prawie w połowie jest własnością miasta i ewentualne zyski dzielimy na pół. W Świdniku również płacimy podatki. Poza tym zatrudniamy ludzi ze Świdnika i jesteśmy z nim związani od 25 lat. Uczestniczymy w życiu kulturalnym i sportowym miasta wspierając finansowo różne wydarzenia z tym związane. Staramy się o wykorzystanie najwyższej jakości sprzętu, spełniającego wymogi ekologiczne, na przykład samochodów z silnikami EURO 6. Mamy również w użytkowaniu samochód zasilany gazem LNG. Przede wszystkim trzeba również pamiętać, że wykonawca zamówienia na odbiór odpadów komunalnych jest wyłaniany w drodze przetargu, którego najistotniejszym kryterium jest cena. Do tej pory wszystkie przetargi wygraliśmy – podsumowuje K. Falenta

Artykuł przeczytano 2866 razy

Last modified: 3 stycznia, 2020

Zmień język »
Przejdź do treści