Rok 1981, na który przypadał jubileusz 25-lecia Głosu Świdnika, był szczególny. Do ostatniego numeru przed wprowadzeniem stanu wojennego ukazywały się informacje na temat nowego zjawiska społecznego, a zarazem ogromnej siły politycznej, jaką był Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Po 13 grudnia zniknął z gazety na 8 długich lat.
W Oliwii zwyciężył rozsądek
Głos Świdnika był obecny na I Krajowym Zjeździe delegatów NSZZ „Solidarność”. Jego obrady podsumował Andrzej Sokołowski: Druga tura naszego zjazdu odbywała się w krytycznym momencie. Rosło w tym czasie napięcie w kraju.
Szczygłowice, ustawa o Samorządzie Pracowniczym, „wojna papierowa” – te wszystkie sprawy wisiały nad nami zwiastując burzę. W gdańskiej hali „Oliwii” panowała jednakże niepodzielnie – rozsądna i rzeczowa debata. Dzień po
dniu, zjazd formułował realistyczny program swojej działalności. Zakończyliśmy go niezwykle uroczyście. Do hali
weszły poczty sztandarowe wszystkich regionów. Sztandar ZKZ NSZZ „Solidarność”
WSK „PZL-Świdnik” dzierżył mocno w rękach Antoni Grzegorczyk. Niedługo potem Antoni Grzegorczyk, członek komisji
zakładowej do spraw socjalnych, wraz z rodziną musiał opuścić Świdnik i Polskę, emigrując do Kanady. Wędząc na
działce ostatnią kiełbasę powiedział: zabieram ze sobą. Niech tam wiedzą, co jedzą normalni ludzie.
Plan wykonany
Pierwsze wydanie Głosu Świdnika z 23 stycznia 1981 roku donosiło o sukcesie produkcyjnym WSK, w postaci wyprodukowania 5-tysięcznego śmigłowca Mi-2. W relacji pojawiły się kosmicznie dziś brzmiące pojęcia – I i II obszar płatniczy. Oznaczały one rynki państw bloku wschodniego i kraje kapitalistyczne. Co ciekawe, plan eksportu na ten drugi wykonano w 133 procentach.
Za to nie wykonano planu produkcji na rynek krajowy, zwłaszcza dostaw motocykli, z powodu nieterminowych dostaw silników i braku węgla. Mimo to, wytwórnia wykonała 94 253 motocykle.
Gratulacje od przyjaciół ZSRR
Koloryt roku 1981 był zupełnie specyficzny. Po wyborach do Zakładowej Komisji Związkowej „Solidarności”, gratulacje przesłał Adam Bury, przewodniczący Zarządu Zakładowego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, który pisał: W imieniu Zarządu Zakładowego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej składam serdeczne gratulacje tow. Zofii Bartkiewicz i Zbigniewowi Puczkowi z racji zwycięstwa w wyborach do władz NSZZ „Solidarność” i objęciu czołowych funkcji w związku w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego. Można powątpiewać, czy określenie „towarzysz” spodobało się adresatom gratulacji.
Czy radni radzą?
Dziennikarze Głosu tradycyjnie uczestniczyli w obradach Miejskiej Rady Narodowej. Autorce tekstu „Czy radni radzą?”, wyraźnie puściły nerwy po dyskusji na temat stanu miejskiej służby zdrowia: Uczestnicząc w sesjach MRN, opuszczałam
często salę obrad z niesmakiem. Dlaczego? Uzmysłowiłam to sobie najbardziej podczas ostatniej sesji, poświęconej problemom służby zdrowia. Trwała ona kilka godzin, wbrew moim oczekiwaniom niewiele dała i na dobrą sprawę to szkoda tylko czasu osób w niej uczestniczących….
Warto chyba zastanowić się dlaczego tak się stało, gdzie tkwi przyczyna niedowładu w pracy radnych. A tak
na marginesie, ciekawa jestem, ile spotkań ze swoimi wyborcami odbyli radni.
Ekspresowa oszczędność
Jeden ze świdnickich lokali gastronomicznych został w gazecie pryncypialnie skrytykowany za odłączenie od prądu ekspresu do kawy. Reakcja była równie stanowcza: W nawiązaniu do notatki z dnia 3.12.1980 roku wyjaśniamy,
że informacja dotycząca ekspresu do kawy była niepełna i przedstawiona w złym świetle.
Na podstawie długiej analizy i obserwacji konsumentów w lokalu kawiarni, kierownictwo postanowiło w godzinach
przedpołudniowych nie uruchamiać ekspresu do kawy.
To postanowienie podyktowane było niską frekwencją, jak również oszczędnością energii elektrycznej. Trzeba dodać, że
obecnie borykamy się z bardzo dużym niedoborem energii, a ekspres jest urządzeniem bardzo energochłonnym.
Informujemy, że gdy wzrośnie liczba konsumentów w godzinach przedpołudniowych, zakład natychmiast uruchomi ekspres
Kwitek mam do dziś
Socjalistyczna gospodarka planowa miała wpisany w swą definicję chaos. Dotyczył on przede wszystkim przeciągania krótkiej kołderki tak zwanych dóbr konsumpcyjnych, w tym żywności. Sprytni działacze wymyślili, że porządek da
się zaprowadzić poprzez określenie kto, czego i ile będzie mógł kupić, zwłaszcza przed świętami. Zdenerwowany
obywatel pisał o tym do gazety: Postanowiłem słówek kilka skreślić, a to z wdzięczności dla działu socjalnego, który
przedświąteczną akcją sprzedaży mięsa i wędlin dał mnie oraz setkom pracowników WSK możliwość zwiedzenia zakładu, nabrania kondycji oraz przewietrzenia ubrań roboczych. A to tylko chęć wykorzystania dobrodziejstwa w postaci wydanych przez dział socjalny bonów na zakup mięsa i wędlin, które miały nadrukowane piękne,
podniecające apetyty nazwy: „wieprzowina”, „szynka”, „wołowina” i „kiełbasa”.
Bony, rzecz piękna, o ile mają pokrycie w masie towarowej, której, jak wiemy, pod dostatkiem nie było, więc ogromne kolejki ustawiające się w nocy po to, żeby rano dowiedzieć się, że będzie sprzedawana tylko wołowina zamrożona. Akurat posiadałem bilet „wieprzowina” i 4 godziny czekania zmarnowane. Ganiałem 4 dni, kwitek mam do dziś.
Siatkarze na wyboistej drodze
W 1981 roku siatkarze FKS Avia grali wciąż w ekstraklasie, chociaż miny mieli już nietęgie, a los ligowy poważnie zagrożony. Lata dawnej świetności minęły, ze złotego składu pozostali tylko Mieczysław Rzędzicki i Leszek Sowiński. Dziennikarz działu sportowego zadał więc pytanie: co dalej ze świdnicką siatkówką?
Potrzebne są spokój, wytężona praca, sprzyjający klimat i gra od pierwszej do ostatniej piłki w każdym secie, meczu i w każdym turnieju. Wszyscy zdawać sobie winni sprawę, że kolejny spadek siatkarzy z I ligi byłby niepowetowaną stratą w sporcie świdnickim. Oby nie doszło do tego w nowym, sportowym, 1981 roku, po którym wiele
sobie obiecujemy. Niestety siatkarze nie obronili miejsca w ekstraklasie i spadli do II ligi.
Głos Świdnika 1981 roku pozwalał sobie również na niewinne żarty na temat codziennego życia. Niektóre, mimo transformacji ustrojowej, aktualne są do dziś. Na przykład: obserwując mieszkańców wieżowca rotacyjnego o umownej nazwie „Manhattan”, zaczęliśmy podejrzewać, że zamieszkuje tam ekipa gimnastyczna… A to tylko młode małżeństwa gimnastykują się nad budżetem domowym.
Na Zachód marsz
Co by nie mówić, świdniczanie rozglądali się po świecie, żeby wykorzystać wszystkie nadarzające się okazje do sensownego rozwoju. 17 stycznia rozpoczęła się coroczna Konwencja Śmigłowcowa Helicopter Association of America, organizowana przez Amerykańskie Stowarzyszenie Producentów i Użytkowników Śmigłowców. Uczestniczył w niej dyrektor naczelny WSK Świdnik. Podczas konwencji odebrał on akt przyjęcia WSK „PZL-Świdnik” w poczet stałych członków American Helicopter Society. Głos Świdnika pisał o tym wydarzeniu: WSK Świdnik jest pierwszym przedsiębiorstwem krajów socjalistycznych przyjętym do tego stowarzyszenia. Jest to duże wyróżnienie dla naszego zakładu i dowód uznania dla jego produkcji, które umożliwia nam szerszą niż dotychczas wymianę naukowo techniczną z firmami lotniczymi świata.
W 1981 roku Głos Świdnika był dekadówką WSK „PZL- -Świdnik”.
jmr
Artykuł przeczytano 2207 razy
Last modified: 8 maja, 2021



