Panie bez oszałamiających kreacji, panowie bez much i krawatów. Wolni od stresu i tremy, niektórzy w czapkach z daszkiem, zatopieni w smartfonowych przeglądarkach, czekali na bossa, czyli dyrygenta Helicopters Brass Orchestra, Rafała Maruszaka. Przed nimi próba, ale niezwykła, bo z udziałem publiczności. Przypadkowej. Kto przyszedł wczoraj na górny plac z fontanną w centrum miasta, ten był. A jak już był, to raczej nie uciekał.
-Widzicie nas Państwo w roboczej wersji. To eksperyment, który ma być próbą w plenerze. Chcemy Państwu pokazać jak pracujemy , że nie jest tak ładnie i gładko jak na koncertach i nie spodziewajcie się koncertowej aury. Takiej nie będzie. Będę ich może trochę ochrzaniał, będę chciał zapytać czy się Państwu podobało i co byście zmienili w którymś z utworów. To dla nas nowe doświadczenie i eksperyment, który chcielibyśmy przeżyć, nie w sensie przetrwania, ale doświadczenia. Repertuar, który zaprezentujemy nie jest jeszcze przygotowany na tyle, żeby z nim koncertować, a raczej „surówka”, na której pracujemy, którą szlifujemy. Jak wytrzymacie do końca, to znaczy, że coś tam jednak „pyknęło” – zagaił Rafał Maruszak.
No i “pyknęło” ewidentnie. Publiczności nie przeszkadzały nagłe przerwy w wykonywaniu utworów, podobały się komentarze dyrygenta, dlaczego musiał przerwać i , jak zapowiadał, ochrzanić muzyka. A ci nie byli dłużni, bo: -jak ktoś gada, to muszę być zawsze ja?. Repertuar był niby przypadkowy, ale kto wysłucha obojętnie niemiłosiernie popularnego ragtime’a „Enterteiner” Scota Joplina, „Forever Young” zespołu Alphaville, albo z definicji marszowego marsza? Dobrze było usłyszeć, dlaczego każdego nowego utworu zaczyna się uczyć w zwolnionym tempie, dlaczego niektóre instrumenty mają granice szybkiej gry, jak solista współpracuje z akompaniującą mu orkiestrą, jak modulacją brzmienia, tempa, można zmienić charakter całego utworu, i dlaczego każdy w orkiestrze gra coś innego.
Najważniejsza w całym spotkaniu HBO z przypadkowymi słuchaczami była zabawa. Namawiać Rafała Maruszaka nie wypada, bo każdy w wakacje chciałby mieć święty spokój. Ale ze dwa, albo trzy kolejne takie spotkania w letnie popołudnia między drzewami, byłyby super.
Artykuł przeczytano 33 razy
Last modified: 18 czerwca, 2026



