środa, 03 marca 2021r.

Połączyła ich muzyka

Autor: |

Dwoje ludzi z odległych zakątków świata, którzy poświęcili wiele lat zgłębianiu tajników muzyki. To ona zaprowadziła ich m. in. do Brazylii, gdzie zdobyli kolejne, cenne doświadczenia. Muzycy Paulina Łuciuk i Eduardo Frigatti poznali się w Krakowie, by kilka lat później zamieszkać w Świdniku, jej rodzinnym mieście. Dzielą życie i pracę, która jest także ich pasją.

– Jak zaczęła się Wasza muzyczna droga?

Paulina: Miałam 5 lat, gdy brat zaczął uczyć się w szkole muzycznej i w domu pojawiło się pianino. To był mój pierwszy kontakt z instrumentem. Niedługo potem wykiełkowała myśl o zapisaniu się do szkoły muzycznej i tak trafiłam do świdnickiej Państwowej Szkoły Muzycznej im. Rodziny Wiłkomirskich. Spodobało mi się na tyle, że po ukończeniu chciałam kontynuować przygodę w szkole II stopnia. Taka znajduje się w Lublinie. Samo w sobie jest to bardzo wymagające zajęcie, a musiałam pogodzić je jeszcze z nauką i dojazdami. Pod koniec gimnazjum i przez pierwsze klasy licealne nie było aż tak trudno. Schody zaczęły się w klasie maturalnej. Pod koniec szkoły średniej nie wiedziałam na jakie studia się zdecydować. Opcji było wiele. Ostatecznie zawęziłam wybór do trzech kierunków. Śpiew, kompozycja i architektura. Padło na kompozycję.

Eduardo: Moja mama gra na pianinie. Kiedyś zajmowała się muzyką, a teraz spędza więcej czasu ucząc innych. Jest właścicielką prywatnej szkoły muzycznej, bo tylko takie istnieją w Brazylii. Gdyby nie to, pewnie ciężko byłoby mi podjąć naukę. Dzięki temu miałem okazję uczyć się gry na różnych instrumentach. Wtedy jeszcze nie byłem za bardzo skupiony na nauce. Wokół mnie znajdowało się wiele ciekawszych dla dziecka zajęć. Czas leciał, a kiedy musiałem podjąć decyzję co robić dalej, zdecydowałem się na muzykoterapię. Pracowałem trochę w szpitalach i komponowałem w wolnym czasie. Zawsze to sprawiało mi największą przyjemność. Potem rozpocząłem drugi kierunek, stricte muzyczny, z którego uzyskałem stopień magistra. W międzyczasie zdobyłem wiele nagród za kompozycję i to umożliwiło mi podjęcie stypendium w Polsce. Miałem okazję studiować u Krzysztofa Pendereckiego, który był moim nauczycielem kompozycji.

– Jak się poznaliście?

Eduardo: Studiowaliśmy na tej samej uczelni w Krakowie. Studenci mają do dyspozycji studio, w którym mogą nagrywać. Któregoś razu przyszedłem trochę za wcześnie na swoją sesję. To właśnie tam spotkałem Paulinę. Zaczęliśmy rozmawiać i oto jesteśmy.

– Po studiach trafiliście do Brazylii?

Paulina: Wzięłam udział w przesłuchaniach na jeden z najbardziej prestiżowych kursów operowych Ameryki Łacińskiej. Ku mojemu zdziwieniu dostałam się, więc wyjechaliśmy. Ja na kurs, a Eduardo zrobić doktorat. Rzuciłam się na dość głęboką wodę, ponieważ kurs był po portugalsku, a jeszcze wtedy z tym językiem byłam na bakier. To była dodatkowa motywacja, aby się go nauczyć.

– I z powrotem do Polski?

Eduardo: Zaczęliśmy rozważać opcje. W Brazylii mieszkaliśmy w Sao Paulo. To ogromna aglomeracja, którą otaczają kolejne miasta. Jest bardzo dużo ludzi, w sumie 20 mln mieszkańców i wszędzie daleko. Podróż do najbliższej rodziny to ponad 10 godzin jazdy samochodem. To pomogło w podjęciu decyzji. Padło na Polskę. Jest tu znacznie więcej możliwości. Teraz chcę sobie wszystko ułatwić i uczę się języka.

– Jak wygląda proces tworzenia?

Paulina: W moim przypadku zazwyczaj zaczyna się od śpiewania w myślach lub improwizacji na fortepianie. Zbieram pomysły, prowadzę notatki i zastanawiam się, co można z nich zrobić oraz jaki instrument mógłby zagrać daną sekcję. Wszystko oczywiście zależy od sytuacji i celu, ale mniej więcej taki jest schemat początków w przypadku utworów instrumentalnych. Pieśni zazwyczaj są inspirowane poezją. Tutaj zaczynam od czytania wierszy, analizy i wczucia się w ich atmosferę. Zazwyczaj przyglądam się też strukturze, długości tekstu oraz jego rytmicznej formie. Potem myślę jak te emocje przełożyć na muzykę. Na końcu oczywiście jest edycja, to bardzo żmudny proces.

Eduardo: Pomysły kiełkują w mojej głowie przez cały czas. Zaczynam od tego, a następnie próbuję połączyć je w całość, aby muzyka miała potencjalne znaczenie. Potencjalne, dlatego że każdy z nas słucha inaczej i wyciąga z tego subiektywne emocje. Refleksje to coś, co pochłania mi najwięcej czasu.  Potem improwizuję na instrumencie i na papierze. Ostatnie szlify to najmniej lubiany przeze mnie etap, czyli edycja. Paulina ma do tego więcej cierpliwości niż ja.

– Muzyka to coś więcej niż tylko praca? Co zazwyczaj komponujecie?

Eduardo: To także przygoda i okazja do jej zgłębienia oraz zastanowienia się nad znaczeniem. Aby to osiągnąć, trzeba być otwartym na ludzi i nowe doświadczenia. Komponuję w zasadzie wszystko, natomiast jako artysta wyrażam się poprzez muzykę klasyczną.

Paulina: Muzyka to przede wszystkim moja pasja. Dlatego, chociaż podejmuję się różnych zadań, staram się unikać przedsięwzięć, które nie ciekawią mnie artystycznie.

– Stworzyliście już razem jakieś utwory?

Paulina: Zazwyczaj kiedy komponujemy, konsultujemy się ze sobą, więc mają one cząstkę tej drugiej osoby. Wspólnie napisaliśmy kilka utworów, między innymi muzykę do filmu, kilka projektów komercyjnych. Zdarzało nam się również tworzyć i grać hobbystycznie. Założyliśmy także duet w ramach którego gramy tylko nasze utwory. Nazywa się VrtoglavicaDuo.

– To trudna nazwa. Skąd się wzięła?

Paulina: Nazwałam tak jeden ze swoich utworów. Przypomina trochę zawrót głowy i dokładnie to oznacza ta nazwa. Zaczerpnęłam ją z języka słoweńskiego.

– Co Cię interesuje poza muzyką?

Paulina: Języki obce i śpiew. Stąd wybrałam śpiew operowy. Jest to połączenie kilku moich pasji.  Zazwyczaj śpiewa się także w innych językach, więc jest to dla mnie okazja do nauki.

– Czego słuchacie, żeby się zrelaksować?

Paulina: Jak już czegoś słucham, to zazwyczaj muzyki klasycznej, ale z racji tego, że dużo pracuję z dźwiękiem, doceniam także ciszę.

Eduardo: Staram się słuchać dużo i różnicować gatunki. Słucham, myślę o tym, co usłyszę i analizuję. Moje podejście może wydawać się bardzo zawodowe, ale prawda jest taka, że robię to z ciekawości. Największą przyjemność sprawia mi jednak muzyka klasyczna. Często przecież stąd muzycy tworzący inne gatunki czerpią inspirację.

– Co uważasz za swoje największe, dotychczasowe osiągnięcie?

Paulina: Zaśpiewanie całej roli operowej, jako zwieńczenie mojego kursu w Brazylii. Na początku wzięłam udział w przesłuchaniach i zostałam wybrana. Kiedy w końcu dostałam partyturę, okazało się, że jest to książka zawierająca kilkaset stron. Taki koncert sam w sobie był ogromnym wyzwaniem. Nie tylko muzycznym, ale także aktorskim i lingwistycznym. Rola śpiewana miała być po francusku, a mówiona po portugalsku. Szczerze mówiąc, trochę się przestraszyłam. Przygotowania zajęły kilka dobrych miesięcy. Były takie momenty, że praktycznie mieszkałam w teatrze. Ciekawe było też to, że w ramach nauki, musieliśmy sami zrobić sobie makijaż pod opieką wizażystki. Ostatecznie wszystko poszło bardzo dobrze i zyskałam cenne doświadczenie. W Brazylii jest wiele dialektów i niektórzy na widowni myśleli nawet, że jestem po prostu z innej części kraju.

– Co dzieje się w przerwach pomiędzy wejściami?

Paulina: Kiedy wejść jest dużo, często nie ma czasu, żeby przebrać się w garderobie, więc robimy to za kurtyną, z pomocą asystentów. Gdy czas ma duże znaczenie, w obsłudze znajdują się specjalne osoby, które pilnują tego aby wszystko za kulisami było na swoim miejscu. Zdarzają się też normalne przerwy, trwające zazwyczaj 15-20 min. Wykorzystuję je na rozmowy, odstresowanie się i dodatkowe przygotowania, na przykład rozśpiewanie. Wszystko zależy od otrzymanej roli.

– Kiedy pojawiło się pierwsze zlecenie?

Paulina: Pierwsze poważniejsze zlecenie dostałam na studiach. Moim zadaniem było komponowanie muzyki do filmów animowanych. Zaczęłam się tym zajmować na pierwszym roku i trwało to praktycznie do końca studiów. W międzyczasie robiłam też dużo rzeczy na zasadzie inwestycji, zdobycia doświadczenia. Chciałam się „ograć” i „ośpiewać”, przyzwyczaić do publiki i pokonać stres sceniczny.

Eduardo: Gdy miałem około 14 lat, wspólnie z kolegą stworzyliśmy piosenkę o ekologii. On napisał słowa, ja skomponowałem muzykę. Wracaliśmy z koncertu autobusem i kiedy wysiadaliśmy na dworcu, kolega wpadł na pomysł, żebyśmy zagrali pod gołym niebem, na ulicy. Położyliśmy przed sobą czapkę i pojawiły się w niej pierwsze zarobione pieniądze. Cieszyliśmy się jak dzieci. Kiedy podniosłem głowę, okazało się, że wrzucił je mój wujek. W wieku 15 lat grałem też na skrzypcach na ślubach, a jak byłem trochę starszy, grywałem w barach. To najstarsze wspomnienia jakie mam.

– Komponowaliście muzykę także do festiwalu w Amazonii?

Eduardo: Miałem okazję pracować już wcześniej z dyrektorem wykonawczym festiwalu, panią Flávia Furtado. Pamiętała, że zdobyłem dość dużej wagi nagrodę, a współpraca przebiegała bardzo dobrze, więc postanowiła zaprosić mnie do stworzenia opery. Zazwyczaj jest tak, że zapraszają trzech kompozytorów. Doświadczonego oraz takiego, który się dopiero uczy. Od trzeciego wymaga się już ukończonej nauki i osiągnięć. W tym roku padło na mnie. W międzyczasie utworzono komisję, aby zaprosić więcej osób i zróżnicować obsadę. Każdy przedstawiał swoje pomysły. Zasugerowałem Paulinę, ponieważ ona także zdobyła prestiżową nagrodę w Sao Paulo i zgodzili się.

Paulina: Zazwyczaj podczas tego festiwalu wystawiane są całe opery. To ogromne widowisko, które odbywa się w środku lasu. W normalnym trybie wydarzenie trwa ponad 3 tygodnie. W tym roku organizatorzy zdecydowali się także na wzbogacenie go animacjami. Ciekawostką jest, że dyrektor artystyczny festiwalu, maestro Luiz Fernando Malheiro, także studiował w Krakowie.

Artystów można posłuchać na ich kanałach youtube:
Paulina Łuciuk – https://bit.ly/3oZWbeJ
Eduardo Frigatti – https://bit.ly/2LOpkL0

Aleksander Okoń

Artykuł przeczytano 698 razy

Last modified: 15 stycznia, 2021

Registration

Zapomniałeś hasło?