sobota, 06 czerwca 2020r.

Piłka to sens życia

Autor: |

Panowania nad piłką uczył go ojciec, tuż powojenny piłkarz Rakowa Częstochowa, ale na casting do Avii, w wieku 11 lat, zapisała go mama. Trener Edward Wojewódzki wybrał go w dwudziestce z dwustu. Powiedział: masz numer butów osiem. Jak nie zechcesz być piłkarzem, to wyślemy cię do sekcji pływackiej, bo niepotrzebne ci płetwy. No to wolał jednak zostać piłkarzem. Tomasz Giełzak ma na karku siódmy krzyżyk. Zaledwie parę lat z tego sędziwego wieku przeżył bez futbolówki.

– Wiesz, że jesteś jednym z najpopularniejszych ludzi w Świdniku?

– Jeśli już to może dlatego, że dosyć długo plączę się już po tym świecie i że jestem mało konfliktowy.

– Chwalisz, się tym siódmym krzyżykiem, ale zapytam. Ekspedientki w sklepach nie proszą Cię o okazanie dowodu osobistego przy zakupie alkoholu? ….bo trzymasz się nieźle

– Jestem trenerem i wychowawcą, alkoholu nie kupuję i nie spożywam. Ale miałem tę satysfakcję, że kiedy wpychałem się do sklepu w godzinach dla seniorów, pani poprosiła mnie o dowód. Potem przeprosiła, a ja powiedziałem, że cała przyjemność po mojej stronie.

– Avia jest klubem prawie całej Twojej piłkarskiej kariery…

– Tak. Do 25 roku życia. Wtedy ówczesny prezes klubu zablokował mój transfer do Korony Kielce, która pięła się z III ligi w górę, aż do Ekstraklasy. Czasy były takie, że człowiek, który „począł się” w jakimś klubie, nie miał prawa wykonania ruchu bez jego pozwolenia. Trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Rzuciłem aktywne piłkarstwo i wziąłem się za pracę przy obrabiarkach sterowanych numerycznie.

– Długo tam wytrzymałeś?

– Trzy lata. Radziłem sobie całkiem nieźle. W tydzień, dzięki panu Trochanowiczowi nauczyłem się ustawiania maszyny, potem ustawiałem także inne.

– Jednak piłka zwyciężyła.

– Tak. Zaproponowano mi pracę w Świdniczance. Był też potem okres gry w Piaskovii, w charakterze grającego trenera, szkolenie piłkarzy Tura Milejów, różnych epizodów było sporo.

– To niższe ligi. A ile spotkań zaliczyłeś w II, prawdziwej II lidze? Na zapleczu najwyższej klasy rozgrywek?

– 31 bodajże, strzeliłem 2 bramki.

– Jakieś historyczne?

– Z Wisłoką Dębica na wyjeździe. Jechałem na mecz jako rekonwalescent po przebytej grypie. Dostałem od trenera na noc tabletkę, żaden doping i organizm zareagował. Wyszedłem na boisko jak młody bóg. W 70. minucie wszedłem na boisko i 10 minut później zdobyłem zwycięską bramkę. Chociaż w pierwszym składzie nie grałem jeszcze etatowo, jednak na pomeczowym zebraniu drużyna uznała, że powinienem dostać pełną premię. Ale meczów, które zapamiętałem było więcej. Wspominam również spotkanie rozegrane w czasie kolarskiego wyścigu Tour de Pologne, w Kraśniku, z Wisłą Kraków, w której wystąpili znani reprezentanci kraju: Kazimierz Kmiecik, Adam Nawałka, Adam Musiał, Marek Kusto, Andrzej Iwan. Przegraliśmy 2:4 a ja zdobyłem jedną z dwóch bramek.  Wielkim przeżyciem sportowym był mecz  pucharowy z Legią Warszawa, w barwach AZS Biała Podlaska, gdzie, w czasie studiów, występowałem na wypożyczeniu z Avii. Przegraliśmy 0:1, ale w Legii, trenowanej przez Andrzeja Strejlaua,  grali wtedy Lesław Ćmikiewicz, Marek Kusto, Kazimierz Deyna, Tadeusz Nowak a w bramce bronił Krzysztof Sobieski. Arbitrem w tym spotkaniu był pan Alojzy Jarguz sędzia klasy światowej, który, między innymi prowadził zawody na Mistrzostwach Świata. W Kraśniku, w meczu z Wisłą Kraków, jako junior, odważnie poczynałem sobie z reprezentacyjnym bocznym obrońcą Adamem Musiałem. Mówiąc piłkarskim językiem, niezłą „karuzelę” mu zaserwowałem. W konsekwencji trener krzyknął: Adam schodź|! zmęczony jesteś…

– Co zachęciło Cię do trenowania dziewczęcej grupy Avii?

– Widok kilku dziewczyn biegających po Orliku przy „Piątce”. Zapytałem czy chciałyby rozpocząć poważne treningi, a one, że bardzo.

– Łatwiej doprowadzić dziewczyny do drugiej ligi czy chłopaków do Ekstraklasy?

– To zupełnie różne światy. Dziewczyny nie można dosadnie zganić, jak chłopaka, chociaż same nie żałują sobie inwektyw. Ostrą uwagą można wyrządzić jej poważną krzywdę. Reagują o wiele bardziej emocjonalnie niż chłopcy. Robimy przerwy w treningach i rozmawiamy o ich problemach. Zabawne, że teraz same proszą o wznowienie zajęć, chociaż wcześniej chętnie ich unikały. Niektóre z powodu, że przytyły. Deklarują, że nawet poważny wysiłek fizyczny im nie zaszkodzi.

– Drużyna kobieca w piłkarskiej sekcji Avii to historyczny eksperyment. Jakie ambicje z nią wiążesz?

– Jeśli prezes klubu na nią postawi, a wierzę, że tak, to za dwa lata rozpoczniemy rywalizację w trzeciej lidze. Piłka nożna kobiet rządzi się podobnymi prawami, jak męska. W ekstraklasie gra głównie gwardia zaciężna. Ja chciałbym zajść jak najwyżej wyłącznie z wychowankami Avii.

– Rozmawialiśmy jakiś czas temu o nich, dawka optymizmu była wtedy u Ciebie umiarkowana.

– Jestem pod wrażeniem postępów, jakie od dwóch lat robią. Jest dziewczyna, która potrafi żonglować udami podbijając piłkę ponad 200 razy. To naprawdę trudna sztuka. Inne mają świetne uderzenie, chociaż na początku zupełnie nie rokowały. Kilka dziewcząt próbuje i to z dobrym skutkiem wprowadzać drybling do gry indywidualnej. Kwestia pracy i talentu jednak, bo bez choćby zalążka smykałki, nikt nie został jeszcze wybitnym piłkarzem.

– Ty takim byłeś?

– W reprezentacji nie zagrałem, w klubie Ekstraklasy też. Jednak nawet po dłuższych przerwach w treningach, spowodowanych kontuzjami, proponowano mi od razu występy w pierwszych składach. Byłem zawodnikiem technicznym, jak mówili, miałem niekonwencjonalny drybling. No i biegałem 100 metrów w 11,2 sek.

– Największy sportowy niedosyt Tomasza Giełzaka?

– Utrata szansy na grę w pierwszej lidze, w barwach Śląska Wrocław. Wspólnie z żoną postanowiliśmy, że ponieważ mamy małe dziecko, przeprowadzka na drugi koniec Polski będzie zbyt trudna.

– A satysfakcja?

– Takich sytuacji było kilka. Jedna, kiedy w czasie drugoligowego spotkania z Wisłoką w Dębicy dostałem świetne podanie z naszej połowy, od Andrzeja Oryszki. Minąłem dwóch obrońców, położyłem na trawie bramkarza i … zatrzymałem się przed pustą bramką. Ścigający mnie obrońcy zupełnie się tego nie spodziewali i wpadli do siatki. Obejrzałem się jeszcze na bramkarza i strzeliłem. Trener Andrzej Gajewski przeprowadził wtedy ze mną rozmowę wychowawczą. Inna, ze zdecydowanie późniejszych lat, kiedy poproszono mnie o zajęcie się juniorami Avii. Z dwudziestu chłopaków regularnie przychodziło na treningi pięciu. Kiedy dowiedzieli się, że poprowadzę grupę, przyszli wszyscy. Kolejna, kiedy moje dziewczyny zaprzyjaźniły się z kilkoma młodymi piłkarzami z Łęcznej. Zorganizowałem im parę treningów. Powiedzieli: trenerze, takiego treningu jeszcze nie mieliśmy.

– A propos trenerki, jakich uprawnień się dopracowałeś?

– Jestem trenerem z licencją UEFA A. Oznacza to, że mogę prowadzić drużyny kobiece do poziomu Ekstraklasy i męskie do III ligi. Do zdobycia byłby jeszcze poziom PRO, ale nie mam takich ambicji.

– Jakich zawodników bądź trenerów Avii wspominasz najczęściej?

– Z FKS wspominam bardzo ciepło utalentowanych i dobrych kolegów: Romana Suszyńskiego, Witolda Łukasika, Jerzego Gierobę, Henryka Kagankiewicza, Andrzeja Oryszkę, Ryszarda Dworzeckiego. Wielkimi postaciami w Avii byli trzej wychowankowie: Bogdan Bukowski, Edward Socha i Lucjan Oskroba. Dużym zaszczytem była możliwość zagrania i trenowania u boku wybitnego reprezentanta Polski, Janusza Żmijewskiego. Jako czternastoletni chłopiec miałem możliwość być na Stadionie Dziesięciolecia, kiedy mój późniejszy kolega z drużyny strzelił gola Brazylijczykom w meczu towarzyskim przy stu tysiącach kibiców. Nasz reprezentacja przegrała wtedy 3: 6. Trenerzy, którzy wywarli na mnie duży wpływ i do dzisiaj mam do nich wielki sentyment, to Edward Wojewódzki, Czesław Krygier, Marian Kostaniak, Mirosław Żmijewski, Marian Guz i Janusz Zaleski.

Podziwiam również piłkarzy amatorów i korzystając z okazji, chciałem Cię wyróżnić,  jako jedynego specjalistę w Polsce i drużynie Media Team, z którą zdobyliśmy przecież wspólnie pierwszy Puchar Burmistrza, w zdobywaniu goli z kąta „0”. Pełny szacun.

– Niestety mój piłkarski geniusz nie przełożył się na kontrakt z Barceloną. Ludzie w mieście wspominają, że widywali Cię, lata temu, z chłopakami na podwórkach przy blokach, uczącego ich, jak powinno się kopać piłkę. Nie brałeś chyba wtedy za to pieniędzy…

– Nie, ale piłka nożna to nie zawód, tylko sens życia.

Artykuł przeczytano 1319 razy

Last modified: 3 maja, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?