poniedziałek, 10 maja 2021r.

Pierwszy budowniczy naszego miasta

Autor: |

W marcu minęło 70 lat od symbolicznego położenia kamienia węgielnego na fundamencie budynku rozpoczętej właśnie budowy osiedla mieszkalnego dla, jak planował ówczesny rząd, 10 tys. mieszkańców. Dokonał tego kierownik budowy,  Henryk Wójcik, i to o nim jest ta historia. 

Z Wrocławia do Świdnika

Pan Henryk urodził się w 1929 roku, w Brzeziczkach niedaleko Piask. Po wojnie, w Lublinie odbył roczny kurs przysposobienia budowlanego oraz praktyki przy budowie urzędu wojewódzkiego. Postanowił jednak zdobyć maturę i wykształcenie wyższe. Wyjechał do Wrocławia, gdzie ukończył szkołę średnią i politechnikę. Jednak los chciał, żeby wrócił w rodzinne strony. Po pierwsze, 25 lutego 1951 roku dostał przeniesienie służbowe Ministerstwa Budownictwa Przemysłowego do Centralnego Zarządu Budownictwa Przemysłowego Północny Wschód – Lubelskie Przemysłowe Zjednoczenie Budowlane. A po drugie…

– Wcześniej, w Świdnicy Śląskiej poznałem dziewczynę, którą poślubiłem w  grudniu 1950 roku. Zakładałem, że będę do niej przyjeżdżał na weekendy. Jednak żona, o niczym mi zresztą nie mówiąc, zwolniła się z pracy, w podaniu pisząc, że „mąż pracuje w Lublinie i ona musi za nim jechać”. Na początku mieszkaliśmy właśnie tam, potem przenieśliśmy się do Świdnika. Zostaliśmy współlokatorami willi przy ul. Partyzantów. Dopiero po kilku latach kupiłem działkę i postawiłem własny dom – opowiada pan Henryk.

Najmłodszy kierownik

Henryk Wójcik został jednym z najmłodszych kierowników budowy, nadzorujących tak ogromne, jak na Lubelszczyznę i ówczesne czasy, przedsięwzięcie, czyli wznoszenie osiedla mieszkaniowego dla robotników budujących Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego.
– W tym czasie były już rozpoczęte wykopy pod cztery budynki przy dzisiejszej ulicy Okulickiego 1, 2, 3 i 4 oraz zaplecze budowy – wspomina świdniczanin. – Symboliczny kamień węgielny pod pierwszy budynek położyliśmy, w obecności dyrektora WSK inż. Konrada Białego i dyrektora przedsiębiorstwa budowlanego Mieczysława Banasika, 10 marca 1951 roku. Materiały budowlane, na początku, przywożono z lubelskich cegielni i z terenu Lubelszczyzny. Później, kiedy pracę przejęło warszawskie przedsiębiorstwo, ściągano je już z całej Polski. Dziennie przyjeżdżało nieraz po 30-40 wagonów z surowcami, na przykład kruszywem i cegłą rozbiórkową. Pierwsze świdnickie bloki wznoszone były z cegły z Wrocławia, Torunia czy Szczecina. W lipcu 1951 roku nastąpiła reorganizacja. Lubelskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego realizowało budowę zakładu (podwykonawcą był „Mostostal”, sprawami wodno-kanalizacyjnymi zajmowało się LPIS, a robotami elektrycznymi LPIE), zaś Warszawskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Mieszkaniowego zajęło się budową osiedla mieszkaniowego.

Jak wynika z opowieści mojego rozmówcy, warszawska firma wybudowała kilkaset mieszkań i zaprzestała pracy. Na jej miejsce przybyło przedsiębiorstwo z Poznania, a jeszcze później z Kalisza. W 1954 roku budowę osiedla mieszkaniowego przejęło lubelskie przedsiębiorstwo pod nazwą Zjednoczenie Budownictwa Miejskiego.
Pan Henryk natomiast, od lipca 1951 roku był kierownikiem odcinka budowy na terenie WSK. Pracowało na niej ok. 1600 osób. Z Warszawy, w delegacje, przyjeżdżało ok. 300. Aby zapewnić im odpowiednie warunki, wybudowano baraki przy torach (od strony zakładu). Pierwszy etap budowy WSK zakończył się w marcu 1957 roku. Z tej okazji Henryk Wójcik otrzymał gratulacje dyrektora zakładu, a w nagrodę motocykl.

Dobra praca

Przez kolejne 2 lata H. Wójcik kierował budową szkoły pielęgniarek w Lublinie, w skład której wchodził również internat, sala gimnastyczna i dom dla nauczycielek. W 1959 roku wrócił do Świdnika, obejmując funkcję kierownika grupy robót w osiedlu, wdrażając nowoczesne technologie ekonomiczne zagospodarowania placów budów.

– Trafiłem na rozpoczęte trzy duże budynki mieszkalne z pomieszczeniami usługowymi na parterach. Najbardziej zapadła mi w pamięć budowa bloku przy ulicy Sławińskiego, dziś Niepodległości, w którym kiedyś mieściła się restauracja Kosmos – wyjaśnia pan Henryk. – Kiedy objąłem kierownictwo, prace były opóźnione. Minister, który dawał na to środki finansowe, zapowiedział, że w przypadku, gdy do końca roku pieniądze nie zostaną wykorzystane, „wióry się w Świdniku posypią”. Dyrekcja WSK zapewniła nas, że jeśli budynek stanie do końca roku, dostaniemy 20 tys. zł nagrody, 10 talonów na motocykle i jeszcze przydziały na mieszkania. Zaczęliśmy pracę na dwie zmiany, kierowałem budową nawet w nocy. Szukałem pracowników w Lublinie. I udało się wykonać plan jeszcze przed świętami. Dostaliśmy za to obiecane nagrody. Klucze do mieszkań wręczano podczas uroczystości w Domu Kultury.
Pan Henryk wspomina też, że kiedy w styczniu 1960 roku stawiali budynek u zbiegu ulic Wyszyńskiego i Niepodległości (dawne 1 Maja i Sławińskiego), gdzie obecnie mieści się oddział banku, dyrektor ściągnął ekipę dziennikarzy z Kuriera Lubelskiego i Sztandaru Ludu, żeby pokazać w jak przykładny sposób buduje się w Świdniku, w warunkach zimowych.

Od 1962 roku H. Wójcik pracował jako starszy inspektor w Okręgowej Dyrekcji Inwestycji Miejskich – Południe.

Plac i list z Ameryki

Ciekawa historia wiąże się z obecnym placem Konstytucji 3 maja. Powstał dopiero w 1969 roku, z okazji 25-lecia PRL. Społeczeństwo Świdnika ufundowało Grób Nieznanego Żołnierza 1939-1945, w którym złożone zostały szczątki nieznanego żołnierza i prochy z pól bitewnych. Płytę przywieziono aż z Bolesławca na Śląsku, gdzie dyrektorem technicznym zakładu kamieniarskiego był nieżyjący już brat pana Henryka, Kazimierz.  

– Pojechałem do niego z architektem wojewódzkim, żeby zakupić płytę, która różniłaby się od zwykłych płyt cmentarnych – opowiada H. Wójcik. – Wybraliśmy ją i wróciliśmy do Świdnika. Po kilku dniach brat zadzwonił, że samochód z zamówieniem, kilkoma workami białego cementu i trzema najlepszymi kamieniarzami już do nas jedzie. Przez ponad 400 km nie mieli problemów. Dopiero w Lublinie, na szosie kraśnickiej, zatrzymała ich kontrola drogowa. Milicjanci zabrali ich na komendę, gdzie spędzili całą noc. A ja w tym czasie martwiłem się, że ich tak długo nie ma. Brat też dzwonił i pytał czy dojechali. Na szczęście sytuacja się wyjaśniła i rano kamieniarze do nas dotarli. Ustawili płytę, a jeden z nich wygrawerował na niej pięknego orła.

Z bratem pana Henryka związana jest jeszcze jedna opowieść, której nie mogłam nie przytoczyć. W latach 70. przebywał w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracował przy przebudowie rezydencji Barbary Piaseckiej Johnson, filantropki, kolekcjonerki dzieł sztuki i żony właściciela koncernu „Johnson&Johnson”. Otrzymał od niej i jej męża list z podziękowaniami, datowany na 10 sierpnia 1975 roku, w którym czytamy, między innymi: „Panie Kazimierzu! Jest szalenie miło pochwalić się tu, w Ameryce, rodakiem (…) Przyczynił się Pan niewątpliwie w wielkiej mierze do zbudowania jednej z najpiękniejszych rezydencji i ośrodka polskości na dalekiej ziemi amerykańskiej (…) Kamienie, które Pan przygotował, trwać będą długie wieki”.

Radość i Smutek

Henryk Wójcik był nie tylko budowlańcem. Przez 3 kadencje sprawował funkcję radnego Miejskiej Rady Narodowej, a przez 2 kadencje Powiatowej Rady Narodowej, aktywnie zajmując się głównie problemami społecznymi. Przewodniczył również zespołowi doradczemu do prac nad sporządzeniem projektu miejscowego planu ogólnego miasta Świdnika.  Jego zadaniem było, między innymi, wskazywanie usytuowania poszczególnych budynków.

– Pamiętam, że po opracowaniu dokumentacji osiedla Radość, gościłem w urzędzie wojewódzkim. Opowiadałem o Świdniku i tak sobie zażartowałem, że w Adampolu buduje się osiedle Radość, ale w drugiej połowie dzielnicy nic się nie dzieje  i ludzie nazywają ją Smutek. Dosyć długo ta nieoficjalna nazwa funkcjonowała. Moim osobistym wkładem do Smutku było wytyczenie miejsca na Szkołę Podstawową nr 4. Nie dopuściłem też do budowy bloków na Adampolu, a była taka próba – zdradza mój rozmówca.

70 lat minęło…

Przez 50 lat pracy zawodowej pan Henryk przekazał do użytku, jako kierownik budowy lub nadzór techniczno-inwestorski, około 36 budynków mieszkalnych, 5 hal przemysłowych o powierzchni około 36 tys. mkw., Zakłady – Farmaceutyczne „Polfa” (Lublin), Poligraficzne (Biała Podlaska, Chełm, Radom), Wylęgu Drobiu (Turka), 14 budynków szkolnych. Już jako emeryt, przez wiele lat nadzorował różne budowy, między innymi placówek oświatowych w Dominowie, Krzesimowie, Piaskach, Józefowie i Głusku, kościoła pw. Św. Józefa w Świdniku i kaplicy w Mełgwi, przebudowę węzła drogowego w obrębie wiaduktu w Świdniku.
Za swoje zasługi otrzymał, między innymi, Srebrny i Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Honorową Odznakę za Zasługi dla Lubelszczyzny, Odznakę Tysiąclecia, a także odznaczenia miejskie Amicus Civitatis oraz Bene Merenti Civitati Świdnik.

– 70 lat temu nikt nie wyobrażał sobie, że Świdnik tak się rozwinie, że będzie liczył czterokrotnie więcej mieszkańców niż zaplanowano. Ze zwykłego osiedla zmienił się w miasto średniej wielkości, stolicę powiatu. Jest tu pięknie, zielono i bezpiecznie. Duże zasługi ma w tym pan burmistrz. Życzę miastu, by nadal tak wspaniale się rozwijało, a mieszkańcom żyło się w nim dobrze i spokojnie – mówi pan Henryk.

A my, z okazji 92-urodzin, które pierwszy budowniczy Świdnika dzisiaj świętuje, życzmy mu 200 lat w zdrowiu!

Agnieszka Wójcik-Skiba, fot. Świdnik na kartach historii

Artykuł przeczytano 816 razy

Last modified: 8 kwietnia, 2021

Registration

Zapomniałeś hasło?