poniedziałek, 20 maja 2024r.

Musimy twardo stąpać po ziemi

Autor: |

Poprzedni sezon lubelskiej ligi okręgowej drużyna Świdniczanki Świdnik Mały zakończyła na ósmym miejscu. Jakie są jej cele na kampanię 2019/2020? Kto zasilił szeregi zespołu? Dlaczego grają tu głównie zawodnicy z regionu? Na te i inne pytania odpowiedział trener Świdniczanki – Paweł Pranagal.

– Jak Pan ocenia miniony sezon w wykonaniu Świdniczanki?
– Myślę, że gdyby nie te trzy remi­sy na początku rundy wiosennej, to włączylibyśmy się w walkę o czwartą ligę, ale taki jest futbol. Osiem zwycięstw na wiosnę po­kazało, jaki to zespół, na co nas stać. Zarówno ja, jak i prezesi, jesteśmy ogólnie z sezonu zado­woleni. Fakt, że miejsce mogłoby być ciut wyższe, ale nie ma co na­rzekać.

– Co było Waszym największym mankamentem?
– Zdecydowanie skuteczność i w niektórych meczach bramki tra­cone po prostych błędach. Stare piłkarskie powiedzenie mówi, że jak gra się na zero z tyłu, to z przo­du coś wpadnie. Na ten element będę kładł w nowym sezonie naj­większy nacisk. Chcę, abyśmy grali z tyłu prostą piłkę i nie tracili głu­pio bramek.

– Celem na przyszły sezon jest awans?
– Musimy twardo stąpać po zie­mi. Nikt nam tego awansu z mar­szu nie da. Celem są miejsca 1-3. Chciałbym, aby to ktoś nas gonił, a nie na odwrót.

– Czwarta liga, to jednak duży przeskok, szczególnie finanso­wy. Klub jest na to gotowy?
– O to trzeba zapytać prezesów. Myślę, że finansowo są przygoto­wani.

– Kto poza Wami będzie się liczył w walce o awans?
– Bardzo silny będzie Opolanin Opole Lubelskie. Poszedł tam mój kolega Daniel Szewc, który objął funkcję grającego trenera. Ściąga zawodników z przeszło­ścią trzecioligową i myślę, że to będzie jeden z głównych fawo­rytów do walki o awans. Oprócz tego trudnym rywalem będzie Janowianka Janów Lubelski, gdzie trenerem jest znany z gry w Ładzie Biłgoraj Irek Zarczuk. A jak będzie w rzeczywistości, pokaże boisko. Może wybije się nagle ja­kiś czarny koń i pokrzyżuje nam nasze plany…

– Na jakim etapie przygotowań jesteście?
– Zaczęliśmy je już 9 lipca. Pierwszy tydzień był bardziej wprowadza­jący, ten jest już dużo mocniejszy. Nie gramy teraz sparingu, przygo­towujemy się do meczu pucharo­wego z Tajfunem Ostrów Lubelski. Po tym spotkaniu zaczniemy po­mału schodzić z dużych obciążeń i szykować się do ligi.

– Jacy zawodnicy dołączyli do Was w tym okienku transfero­wym, a kogo nie zobaczymy już w barwach Świdniczanki?
– Dołączył do nas bramkarz, mło­dzieżowiec – Kacper Kowalczyk. Były zawodnik Radomiaka, Het­mana Zamość, a także junior Avii Świdnik. Kolejnym pozyskanym zawodnikiem jest obrońca Patryk Grzegorczyk, który ostatnio grał w Powiślaku Końskowola, a w przeszłości również w Avii. Po pół­rocznej grze w Hetmanie Zamość wrócił do nas Damian Rusiecki. Wypożyczeni na poprzedni se­zon Michał Babiarz, jak i Filip Ka­czorowski zostają z nami. Michał przechodzi do nas jako transfer definitywny. Jeśli chodzi o za­wodników, których nie będę miał do dyspozycji, to odszedł od nas Maksio Kuś, który chciał pójść na wypożyczenie oraz Mateusz Ko­walik.

– Na jakie pozycje potrzebuje Pan jeszcze wzmocnień?
– Na początku przygotowań Mi­chałowi Jeleniewskiemu odnowił się uraz kolana i na jego pozycję musimy szukać zawodnika. Jest to dla nas duża strata. To był je­den z najbardziej wyróżniających się graczy w poprzednim sezonie. Tym bardziej, że chcemy zmienić ustawienie i przejść z 4-3-3 na 4-1-3-2 po to, by wspomóc w ataku Bartka Mazurka, który często był osamotniony w pojedynkach z ry­walami.

– Dalej będziecie bazować na chłopakach z regionu?
– Myślę, że tak. Szczególnie, że wielu z nich grało również na trzecioligowym lub tak jak Bartek Mazurek nawet drugoligowym poziomie. Wobec tego nie ma sensu ściągać zawodników spoza Świdnika, okręgu czy tym bardziej województwa lubelskiego. Nie wi­dzę potrzeby, by naciągać klub na jakieś dodatkowe koszty.

– Mimo, że nie rozgrywacie swo­ich meczów w Świdniku, przy­bywa na nie spora grupa kibi­ców. Co ich przyciąga na mecze do Świdnika Dużego?
– Dobra gra. To, jak wygrywaliśmy większość meczów w poprzed­niej rundzie na własnym boisku sprawia, że kibice chętnie przy­chodzą zobaczyć nasze spotkania. W wielu meczach, mimo że grali­śmy z kandydatami do awansu, to my dominowaliśmy na boisku i strzelaliśmy sporo bramek. Dodat­kowo Świdniczanka jest właśnie klubem, w którym grają chłopaki z regionu. Przychodząc tutaj nie potrzebowałem aklimatyzacji. Większość zawodników znałem, nie potrzebowałem czasu, by do­wiedzieć się, kto jak gra. Znamy się nie tylko z piłki, ale również z miasta. Od początku wiedziałem, na co kogo stać. To również przy­ciąga lokalnych sympatyków fut­bolu.

– Do tej pory łączył Pan pra­cę trenera Świdniczanki oraz szkoleniowca grup młodzieżo­wych w Avii. Nadal tak będzie? Trudno pogodzić te dwa zaję­cia?
– Gdy miałem juniorów starszych, to była moja pierwsza praca tre­nerska i musiałem wszystko pod­porządkować właśnie jej. Jestem zatrudniony w Miejskim Klubie Sportowym i mam wobec niego zobowiązania. Odkąd objąłem posadę trenera Świdniczanki, mu­siałem poprzestawiać nawet życie prywatne i wszystko dopiąć tak, by zarówno Avia jak i włodarze Świdniczanki byli ze mnie zado­woleni. W tej chwili dostałem w Avii rocznik 2012, a więc siedmio­latków.

– Po przejęciu przez Pana funk­cji trenera, Świdniczanka zaczę­ła grać lepiej. Zyskała swój styl doceniany przez obserwatorów. Po dobrej rundzie wiosennej pojawiły się jakieś ciekawe pro­pozycje z innych klubów?
– Otrzymałem dwie propozycje, jednak dogadałem się wcześniej z prezesami, że zostaję w Świdni­czance i nie mam zamiaru nigdzie odchodzić. Druga sprawa, to fakt, że na razie mam licencję UEFA B i muszę czekać rok, by zacząć kurs UEFA A. Jeśli chciałbym prowadzić jeden z klubów składających pro­pozycję, musiałbym mieć właśnie licencję UEFA A (klub co najmniej czwartoligowy przyp. red.). W Świdniczance aż chce się praco­wać. Trzeba pochwalić prezesów, że zarówno ja, jak i zawodnicy mamy tutaj wszystko czego chce­my, począwszy od skarpetek, po czapeczkę i sprzęt sportowy.

– W tej chwili musicie trenować na obiektach Avii.
– Zgadza się. Trwa remont naszego boiska w Świdniku Dużym. Słowa wdzięczności kieruję do Darka Walczaka, który nam to boisko wynajmuje i stara się by wyglą­dało jak najlepiej. Od sierpnia bę­dziemy już mogli na nie wrócić.

– Jakie są najbliższe plany spa­ringowe Świdniczanki?
– Jak już wspominałem, w niedzie­lę gramy, w Ostrowie Lubelskim Puchar Polski. W środę, mamy spa­ring z juniorami starszymi Motoru Lublin, a więc drużyną z Central­nej Ligi Juniorów. Później znów, w niedzielę, puchar. Sparingi zakoń­czymy w kolejną sobotę spotka­niem ze Spartą Rejowiec. Kolejny weekend robię wolny i 15 sierpnia zaczynamy ligę od meczu z benia­minkiem z Niemiec.

rozmawiał Mateusz Ostrowski, fot. Natalia Kulbicka

Artykuł przeczytano 1708 razy

Last modified: 31 lipca, 2019

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »
Skip to content