wtorek, 16 kwietnia 2024r.

Sylwetki świdniczanek – moja historia

Autor: |

Kontynuujemy cykl, w którym mieszkanki Świdnika prezentują swoje historie i dzielą się z Czytelnikami tym, co dla nich ważne, o czym nie chcą zapomnieć lub o czym chciałyby przypomnieć wszystkim paniom i nie tylko im. Cykl powstał z inicjatywy i we współpracy ze Świdnicką Radą Kobiet. 

Tym razem jego bohaterką jest Irena Motyl, aktywna członkini Stowarzyszenia „Biegający Świdnik”, kobieta, która na przekór konwenansom, ma odwagę być sobą w pięknym sportowym stylu:

– W życiu codziennym, będąc wierną swoim wartościom, zostałam kochającą żoną, mamą i babcią, co bez wątpienia jest moim największym sukcesem i życiowym spełnieniem – opowiada Irena Motyl. – Na emeryturze złamałam jednak stereotypowy wizerunek „babci”. Ciepłe kapcie zamieniłam na wygodne buty biegowe, a bujany fotel na bieżnię lekkoatletyczną. To stan zdrowia był bodźcem, który zmotywował mnie do działania. 29 kwietnia 2013 roku po raz pierwszy stanęłam na bieżni lekkoatletycznej przy Szkole Podstawowej nr 7. Jest to dla mnie ważna data, dlatego dobrze ją pamiętam. Postanowiłam wtedy przebiec 5 kilometrów i tak zrobiłam, po prostu… i od tej pory nie odpuszczam.

Przełomowym momentem było odejście mojego męża, który wcześniej był dla mnie wsparciem. Po jego śmierci to jemu dedykowałam swoje biegi. Czasami wychodząc na trening, po drodze odwiedzam męża na cmentarzu i biegnę dalej…

Uważam, że sukces można osiągnąć bez względu na wiek oraz przeciwności, które nie są żadną przeszkodą w osiągnięciu celów. Na swoim koncie mam wielokrotne zwycięstwa w klasyfikacjach podczas licznych cyklów biegów, prowadzonych przez uznanych organizatorów, takich jak Fundacja Rozwoju Sportu w Lublinie oraz zwycięstwa na dłuższych dystansach, takich jak startujący ze Świdnika PKO Półmaraton Solidarności. Jestem wielokrotną zwyciężczynią Grand Prix Lublina. Królewski dystans maratonu również nie jest mi obcy. Jestem zwyciężczynią w kat. K60, w zaliczanym do jednych z trudniejszych w Polsce, Maratonie Lubelskim. W tym roku ukończyłam 8 biegów na I miejscu w kategorii wiekowej, w tym 3 półmaratony, 2 x 10 km, 3 x 5 km. Czasami na mecie czuję lekki niedosyt, gdy wokół mnie są tylko młodsi biegacze i wówczas z przymrużeniem oka pytam organizatorów „gdzie są moje konkurentki?”. Moi koledzy ze Stowarzyszenia twierdzą, że jestem przysłowiowym „zającem”, którego należy gonić, aby poprawić własne wyniki sportowe. Staram się dumnie prezentować biegowe barwy naszego miasta, udowadniając tym samym, że w życiu warto znaleźć siłę do przełamywania barier i swoich własnych granic.

Poza dbałością o właściwe przygotowanie sportowe, dbam również o swój styl. Na linii startu stawiam się zawsze w makijażu i starannie uczesanej fryzurze. W życiu codziennym jestem optymistką, każdy dzień witam z uśmiechem. Jestem osobą wrażliwą na drugiego człowieka. Potrafię słuchać, staram się rozumieć i służyć innym nienarzucającą się radą. Lubię przebywać z ludźmi młodymi, dodaje mi to energii i siły. W kwietniu minie 11 lat, odkąd zaczęłam biegać. W tegorocznych badaniach profilaktycznych 40 plus potwierdzono, że jestem w bardzo dobrej kondycji i wyśmienitym zdrowiu, a zawdzięczam to bieganiu!

A tak o Pani Irenie mówią przyjaciele z „Biegającego Świdnika”: – Z historii Ireny możemy czerpać całymi garściami. To człowiek, który jest doskonałą motywacją zarówno podczas zawodów i treningów, jak i w życiu codziennym, szczególnie w momentach zniechęcenia, które czasami dopadają każdego z nas. Irena Motyl to doskonały przykład jak można żyć pełnią całe swoje życie, inspirując innych. Każdy z nas chciałby w wieku Irenki mieć w sobie tak wiele pozytywnej energii…

im, fot. archiwum Biegającego Świdnika

 

Artykuł przeczytano 521 razy

Last modified: 21 grudnia, 2023

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »
Skip to content