Nad krzesimowskim schroniskiem dla bezdomnych zwierząt zaległa już głęboka cisza. W ubiegłą niedzielę ostatnie czworonogi opuściły placówkę, by szukać lepszego losu u naszych sąsiadów za Odrą. Wszystko za sprawą niemieckiego stowarzyszenia Tierschutzverein z Neuss, koło Dusseldorfu. Jego przedstawiciele, po długiej podróży, dotarli w sobotę do Krzesimowa, by zabrać ze sobą psiaki.
Pomoc nadeszła w samą porę. Umowa na dzierżawę terenu, na którym stoi schronisko, zawarta między Nadleśnictwem Świdnik a Świdnickim Stowarzyszeniem Opieki nad Zwierzętami prowadzącym psi azyl wygasa definitywnie 30 września. Do końca nie było wiadomo, co zrobić z ósemką bezdomnych kundelków, pozostających w Krzesimowie: Pedrem, Wtorkiem, Barrym, Wezyrem, Aresem, Lejdi, Arielką i Rafikiem. Na szczęście niemieccy animalsi zgodzili się przyjąć czworonogi, chociaż z pewnymi wyjątkami. Wyjechać nie mógł Pedro, który jest mieszańcem amstaffa i labradora. Niemieckie przepisy zabraniają bowiem wwozić do kraju rasy psów uznawane za potencjalnie niebezpieczne. W obliczu takiej sytuacji, na adopcję Pedra zdecydowała się Maria Gulanowska, wolontariuszka stowarzyszenia, chociaż już dzieli swoje nieduże mieszkanie z kilkoma kotami i cocker spanielką. Pod znakiem zapytania był również wyjazd Wtorka. Jako pies po przejściach i z nadpobudliwym charakterem miałby spore trudności ze znalezieniem nowego właściciela. Gdy jednak w ostatniej chwili taki się pojawił, wszyscy w schronisku odetchnęli z ulgą.
– Nasza działalność zaczęła się od ochrony kotów na terenie Neuss i zapobieganiu ich nadmiernemu rozmnażaniu – mówi Christina Recek, przewodnicząca Tierschutzverein-Neuss e.V. – Potem postanowiliśmy pomagać zwierzętom poza granicami Niemiec, głównie w Hiszpanii i Grecji. Od blisko 10 lat wspomagamy też polskie zwierzęta. Początkowo współpracowaliśmy głównie ze schroniskiem w Celestynowie pod Warszawą. Od 2012 roku, aż do dzisiaj udzielaliśmy pomocy schronisku w Krzesimowie.
Jak członkowie rodziny
Trudno już policzyć, ile zwierząt udało się wyciągnąć z bezdomności.
– Na początku chcieliśmy prowadzić statystyki, później nie miało to sensu, bo liczba wyratowanych czworonogów oddanych w lepsze ręce z Celestynowa i Krzesimowa idzie w setki – tłumaczy pochodzący z Polski Cezary Hannak, który wraz z żoną Dorotą, aktywnie działa w TSV-Neuss. – Zanim zabierzemy zwierzęta, prowadzimy wywiad z osobami kierującymi schroniskiem. Wypytujemy, które psy mogą pojechać, jakie posiadają cechy charakteru, w jakiej są kondycji, do jakiego domu się nadają. Potem następuje szukanie schronień tymczasowych, bądź docelowych domów w Niemczech.
Tylko zwierzęta mające zapewniony co najmniej dom tymczasowy, ruszają w drogę za zachodnią granicę.
– Nie mieliśmy nigdy takiej sytuacji, żeby wyjechał z nami pies, z którym nie wiadomo, co dalej począć. Na „tymczasówkach” czworonogi przebywają od kilku tygodni do nawet paru miesięcy, po to, żebyśmy mogli ocenić jak się zwierzę zachowuje z rodziną i kontrolować je weterynaryjnie. Potem szukamy dla niego odpowiedniego domu docelowego – dodaje Andreas Vrba z TSV-Neuss.
Goście z Niemiec zapewniają, że w ich kraju nie istnieje problem bezdomności zwierząt. Nie widać psów czy kotów błąkających się po ulicach. Nie oznacza to jednak, że nie ma ich w schroniskach.
– Jest sporo, ale najczęściej są to duże czworonogi, typu pitbull, amstaff, znajdujące się na listach ras potencjalnie niebezpiecznych. Pojedyncze zwierzęta są porzucane jak wszędzie, ale to nie ma skali problemu – dodaje C. Hannak.
Według statystyk, w ciągu roku Niemcy są w stanie wydać na karmę dla zwierząt i różne akcesoria związane z pielęgnacją pupili ogromne pieniądze. Zwierzęta traktowane są jak członkowie rodziny.
– Jednak i w Polsce zmiany idą ku lepszemu. Działamy tu od kilkunastu lat i muszę powiedzieć, że początkowo stosunek polskiego społeczeństwa do zwierząt był zupełnie inny i nie napawał optymizmem. Teraz to się diametralnie zmienia. Nawet jeśli jest jeszcze daleko do poziomu zachodniego w ich traktowaniu, to widzimy już duży postęp – zauważa Ch. Recek.
Niemcy przyznali, że współpraca z Krzesimowem była bardzo udana.
– Ale w Polsce jest jeszcze mnóstwo podobnych miejsc. Dlatego nie zaprzestaniemy działalności, a pracy nam nie zabraknie – dodają goście z Neuss.
Serce dla zwierząt
Przypomnijmy, schronisko w Krzesimowie działało od 2002 roku. Początkowo było prowadzone przez Lubelski Animals. W 2007 roku pieczę nad placówką przejęło Świdnickie Stowarzyszenie Opieki nad Zwierzętami. Praca w psim azylu dała jego personelowi mnóstwo wspomnień i doświadczeń, zarówno tych dobrych, jak i złych. Na początku w placówce nie było nawet ogrodzenia ani bud. Zwierzęta przewożono z prowizorycznego przytułku w Trawnikach. Dzięki pomocy osób prywatnych oraz instytucji powiatowych i miejskich, udało się, krok po kroku, skompletować niezbędne wyposażenie. W najbardziej newralgicznym momencie, w Krzesimowie przebywało 668 psów. Od początku działalności, przez schronisko przewinęło się kilka tysięcy zwierząt. Oddaje to skalę problemu ich bezdomności w tamtym czasie.
– Każdy krzesimiak, którym się opiekowaliśmy mieszka w naszej pamięci. Warunki może nie były tu komfortowe, ale serca, miłości i poświęcenia zwierzętom nigdy nie szczędziliśmy – wspomina Maria Ferens, szefowa schroniska. – Działalność placówki to także zasługa wolontariuszy, wielu osób oraz instytucji, które często bezinteresownie pomagały nam w utrzymaniu. Dziś chciałabym wszystkim serdecznie podziękować.
słs
Artykuł przeczytano 2149 razy
Last modified: 12 września, 2020



