Kraków ma w legendzie Kraka, smoka i Wandę, co nie chciała Niemca. Świdnik ma tylko 2 hektary wykopanych kartofli. Za czasów wczesnego Krakowa nie były one jeszcze w Polsce znane. Może dlatego Kraków jest zabytkowy, a Świdnik nowoczesny.
Świdnickie ziemniaki nie są z niczego.
Jeśli chodzi o historię, Świdnik może zazdrościć Krakowowi głównie tego, że był stolicą Polski. Jednak ludzie zamieszkiwali tu od 5 tys. lat. Mówią, że jego nazwa pochodzi od ruskiego svid, czyli świdwy albo derenia, więc prehistoryczny trop lingwistyczny pochodzi od terenów leśnych, ewentualnie podmokłych. Na pisaną wzmiankę Świdnik czekał do 1392 roku, kiedy król Władysław II Jagiełło nadał Świdnik Wielki niejakiemu Piotrowi z Moszny.
O Jagielle pamiętają dzisiaj wszyscy, o Piotrze tylko zwiedzający Strefę Historii w galerii Venus. Żeby było śmieszniej, Świdnik długo nosił nazwę Adampol, aż przyszedł dekret, zupełnie nie jagiellońskiej, ale komunistycznej władzy, że Adampol ma zwać się Świdnikiem. Stało się to 8 października 1954 roku. Wtedy to Świdnik nabrał miejskiego „szlachectwa”, ale na herb musiał poczekać aż do lat 70. Autor późniejszych modyfikacji symboli miasta, Dariusz Dessuaer twierdził: Herb jest niejako ruchomy – ma śmigło i ruch rysujący literę „S”
Cwaniak Zygmunt
W 1906 roku specjalna komisja, z rosyjsko-zaborczym gubernatorem lubelskim na czele, orzekła, że powietrze adampolskie jest niezwykle przyjemne dla utrzymania, bądź odzyskania zdrowia. Podchwycił to Zygmunt Majewski, właściciel okolicznych włości nazywanych dotychczas Krępcem i od imienia ojca nazwał uzdrowiskowe tereny Adampolem.
Zygmunt miał niezłą smykałkę do interesów, więc podzielił „sanatorium” na działki, które sprzedawał, oczywiście za przyzwoitą cenę, licznym amatorom zdrowego powietrza. Ci z kolei stawiali tu urokliwe wille, takie jak Ostoja, Wrzos, Bożenna, Grażyna i Zakopianka. Willa Majewskich, Sosenka, stoi do dzisiaj, przy ul. Partyzantów 31. Dawne drogi Adampola, jak miejskie ulice, miały swoje nazwy.
Dzisiejsza Partyzantów nazywała się al. Kościuszki, Traugutta była Jagiellońską, a ul. Piłsudskiego miała za patrona Bartosza Głowackiego. Czy Świdnik to rzeczywiście sanatorium? Niektórzy mówią, że nie zgadniesz, w czym witaminy. Faktem jest, że wbrew zdaniu malkontentów, świdnicka woda nie ustępuje jakością nałęczowskiej. Na razie tylko oryginalnej marki brak.
Stacja kluczem do sukcesu?
Nie wiadomo dlaczego, bo miejsce wokół stacji kolejowej stanowiło raczej głęboką dziurę, wsiąść do pociągu w Świdniku można było już w 1877 roku. Powstała tuż przed I wojną światową „stara stacja” jest podobno najstarszym w Świdniku budynkiem murowanym. Jej nazwa, „Świdnik”, również stanowi tajemnicę, ponieważ dowoziła ludzi, głównie kuracjuszy, do Adampola. W historii Świdnika niewiele wątków da się wyjaśnić jednoznacznie.
Zasmrodzili uzdrowisko
Niedługo przed wojną specjaliści od awiacji uznali, że okolice Adampola są wymarzonym miejscem na lotnisko.
– Omijają je burze i deszcze, więc porzucimy myśl o wykorzystaniu pola startowego gdzieś w Lublinie i zbudujemy prawdziwe lotnisko w Świdniku – tak kombinowali.
Lotnisko i jego infrastruktura były rzeczywiście profesjonalne. Wystarczy spojrzeć na budynek Szkoły Pilotów Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, żeby zorientować się, że nie była to prowizorka. LOPP to coś w rodzaju powojennego Aeroklubu Polskiego. Podobnie jak jej spadkobierca, powojenny Aeroklub Polski, szkoliła pilotów dla wojska. Ale nikt przed, ani po wojnie się do tego nie przyznawał.
Stocznia Świdnik
To już kompletna wariacja. Otóż właśnie w Świdniku powstał pełnomorski jacht zbudowany przez studentów Uniwersytetu im. Jana Kazimierza i Politechniki Lwowskiej. Wśród nich był, a jakże, Adam Majewski. To nazwisko jest chyba karmą Świdnika. Książę Mestwin, bo tak romantyczną nazwę otrzymał jacht, miał pływać po Bałtyku pod banderą Akademickiego Związku Morskiego i Ligii Morskiej Kolonialnej. Tak, tak, kolonie nam się wtedy marzyły.
W związku z tym uzyskał prawo do bezpłatnego transportu do Gdyni. W tym celu powstała specjalna bocznica kolejowa z posesji Majewskich, przy dzisiejszej ulicy Partyzantów, do stacji Świdnik. Ciekawe, co powojenne Polskie Koleje Państwowe powiedziałyby na to.
Nie zaorali lotniska
Najpierw Niemcy, potem Rosjanie zbombardowali je w czasie wojny dokładnie, ale dało się wyrównać. Co ciekawe, w czasie wojny aktywny na tym terenie był oddział Armii Krajowej dedykowany wyłącznie lotnisku. W akcjach sabotażowych przeciwko Niemcom uczestniczył, między innymi, Zdzisław Klimkiewicz, ps. Mangusto.
Jego specjalnością było montowanie taśm fosforowych na silnikach samolotów, które w trakcie lotu ulegały awariom. Niemcy prowadzili dochodzenie w tej sprawie, jednak bezskutecznie. Po wojnie Klimkiewicz był jednym z założycieli świdnickiego aeroklubu.
Świdnickie Eldorado
Jak kupa błota wyglądał Świdnik, a właściwie budowa Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego nr 5 na przełomie lat 40. i 50. Ludzie łazili po niej w walonkach, ale nazywali ją Świdnickim Eldorado. Dlaczego? Bo pieniądze zawsze na koniec miesiąca, a i radio Pionier można było zdobyć na talony. Czasem, od pijanego kolegi można było dostać po twarzy, ale kto twierdzi, że w prawdziwym Eldorado było całkiem bezpiecznie?
Mistrz Dyński
Podobno mistrz Dyński odpalił silnik pierwszej wueski nocą. Nie jest to całkiem pewne, podobnie jak marka motocykla, który zwał się wtedy raczej jeszcze WFM, od nazwy Warszawskiej Fabryki Motocykli. Nie zmienia to faktu, że już jako WSK, jednoślady o pojemności silników 125, a potem także 175 cm sześciennych, były najpopularniejszym środkiem lokomocji w Polsce. Niektórzy twierdzą, że tylko trzybiegówka dawała się odpalić „z kopa”, a czterobiegówka raczej, żeby nie powiedzieć wyłącznie, z popychu. Dzisiaj niewielu może już to z autopsji potwierdzić.
Na helikopter nikt nie patrzy
Dzieje się tak mniej więcej od 1956 roku, od czasu, kiedy rosyjski pilot Wsiewołod Winnicki poleciał z zakładowego lotniska WSK pierwszym zmontowanym tu śmigłowcem SM-1. Kolejne modele oblatywali już Polacy. Mi-2 – Stanisław Gajewski, Sokoła – Wiesław Mercik , SW-4 – Zbigniew Dąbski. Teraz, parafrazując zapis ks. Benedykta Chmielowskiego z „Nowych Aten”, jaki helikopter jest, każdy widzi, więc po co mu się przyglądać?
Czego nienawidzimy?
Nienawidzimy braku wolności. Kiedy w lipcu 1980 roku komunistyczna władza poinformowała, że od dzisiaj, za żywność będziemy płacili 60 procent więcej…był to tylko pretekst do protestu. Chodziło o coś znacznie ważniejszego niż cena kotleta schabowego w zakładowej stołówce WSK. Protest pracowników fabryki zakończył się pierwszym w historii PRL podpisaniem porozumienia władzy z robotnikami. Potem było 14 miesięcy wolności i stan wojenny, w którym świdniczanie nie uklękli przed reżimem.
Jest nas coraz więcej
1000 nowych mieszkań powstanie w Świdniku w rok albo dwa lata. Takim wynikiem nie pochwali się żadne miasto na Lubelszczyźnie. No, może stolica województwa, ale żadne inne. O czym to świadczy? O tym, że Świdnik jest elastyczny. Jedne funkcje urbanistyczne zastępuje innymi. Mimo że w PZL nie ma zbyt wielu nowych miejsc pracy, to może jednak zamieszkać tu warto. Bo wszystko na miejscu, a do Lublina można dojechać trzema liniami komunikacji miejskiej: 5, 35 i 55. Czyli tak, jak z dzielnicy Lublina, chociaż nie z dzielnicy.
jmr
Artykuł przeczytano 2040 razy
Last modified: 19 grudnia, 2019



