sobota, 19 września 2020r.

„Kubuś” na cztery ręce

Autor: |

Prace nad „Kubusiem”, modelem szybowca, którym latał gen. Tadeusz Góra, systematycznie posuwają się do przodu. PW 101 to niezwykła konstrukcja z 1938 roku, dzięki której legendarny pilot pokonał bez śródlądowania odległość 578 km, z Bezmiechowej w Bieszczadach do Solecznik na Litwie. Osiągnięcie to zostało uhonorowane pierwszym medalem Lilienthala, który T. Góra otrzymał w 1939 roku od FAI, za najlepszy wyczyn szybowcowy. Model szybowca zaprojektowany w skali 1:3 klejony jest w pomieszczeniach Strefy AK1.

„Kubuś” został zakupiony trzy miesiące temu w firmie OldGliders z Chodzieży i trafił do Świdnika w zestawie zawierającym dokumentację techniczną  oraz… ponad setkę drobnych, drewnianych elementów. Ich montaż okazał się nie lada wyzwaniem. Nikt bowiem z modelarzy klubu „Taurus” działającego w Strefie Historii ani przedstawicieli Klubu Seniorów Lotnictwa nie miał wcześniej doświadczenia z modelem w takiej skali. Wystarczy powiedzieć, że rozpiętość skrzydeł „Kubusia” wyniesie … 5 metrów.

Klejeniem „Kubusia”, na cztery ręce, zajęli się Andrzej Lipiński i Krzysztof Komenda, kiedyś pracownicy WSK, dziś członkowie Klubu Seniorów Lotnictwa. Jak przyznają, zadanie, którego się podjęli nie jest proste, bo model został zaprojektowany do latania zdalnie sterowanego, zatem producent sprzedaje go w stanie zbliżonym do „surowego”. Taka wersja na pewno nie oddaje wszystkich rzeczywistych rozwiązań.

– Chcemy, aby był jak najbardziej zbliżony do historycznej wersji, więc uzupełniamy braki. Do kabiny wstawiliśmy fotel, ruchomy drążek sterowniczy, pedały do obsługi steru kierunku i inne instrumenty pokładowe. Staramy się być arcydokładni, ale na przeszkodzie stoi mizerna dokumentacja techniczna PW 101, ocalała po działaniach wojennych – mówi K. Komenda.

Dziś, modelarze są blisko zakończenia prac nad kadłubem. W miniony piątek oklejali balsą wręgi. Następny etap to szpachlowanie i malowanie. Skrzydła będą pokryte specjalnym płótnem lotniczym, które udostępni Henryk Wicki, mechanik, właściciel Warsztatu Lotniczego TZL. Statecznik pionowy jest również na finiszu.

– Kleimy wykorzystując doświadczenie nabyte w latach 50. i 60. Każdy modelarz ma swoją drogę. Nawet gdy jest instrukcja obsługi, to każdy niby będzie starał się to robić zgodnie z instrukcją, ale forma postępowania zawsze będzie trochę inna – dodaje Andrzej Misiurski ze Strefy Historii, nadzorujący prace.

Kadłub jest zwykle najtrudniejszy. Równie pracochłonna jest kabina. Wydaje się, że poszczególne elementy wycięte komputerowo mają bardzo dokładne kształty. Jednak każdą część trzeba ręcznie korygować i dopasowywać.

– Nie chcemy utrzymać modelu w prostocie nadanej przez producenta, bo ta nie trzyma się historycznej prawdy o górnopłacie. To właśnie drobne szczegóły oddają prawdę o szybowcu. Producent zrobił swoje, ale my idziemy dalej. Dążymy do tego, aby być jak najbliżej oryginału – zaznacza A. Lipiński.

„Kubuś”, jeszcze w fazie montażu, zostanie zaprezentowany szerszej publiczności 5 października, podczas tegorocznej wystawy historycznej Militaria w Lublinie. Całość będzie gotowa pod koniec roku. – Pierwotnie planowaliśmy zakończenie prac w wakacje. Termin ulegnie wydłużeniu, bo to, co znajdujemy w planach producenta modelu różni się od wiedzy o budowie szybowców, którą dysponujemy – tłumaczy A. Lipiński, który kiedyś był technologiem w jednym z wydziałów WSK, produkujących szybowce „Pirat”. – Model obarczony jest błędami. Na przykład w konstrukcji skrzydła trzeba wykonać zdecydowaną korektę jego profilu. Wśród ludzi oglądających szybowiec będą piloci oraz modelarze, którzy w lot wychwycą nieścisłości. A wiemy, że model będzie w przyszłości wizytówką i ozdobą jednego z kluczowych miejsc Świdnika.

 „Kubuś” statyczny, „Wróbel” poleci

W AK1 powstaje jeszcze jedna ciekawostka lotnicza. Jest nią ultralekki, dwupłatowy samolot o drewnianej konstrukcji, noszący nazwę „Wróbel”. Jego autorami są również Andrzej Lipiński i Krzysztof Komenda. Prace nad projektem zaczęły się jeszcze w roku… 1975. Samolot rodził się bólach w różnych, nierzadko trudnych i mało przystosowanych do tego typu zadań warunkach. Maszyna na wskrzeszenie czekała 45 lat. Dziś jest gotowa w 85 procentach. Pozostał tylko montaż górnego skrzydła i prace wykończeniowe. Komfortowe warunki panujące w Strefie AK1 dają nadzieję i szansę na rychłe uskrzydlenie „Wróbla”.

– Na początku A. Lipiński zamierzał zaprojektować szybowiec, w układzie dwupłata. W związku z tym, że taki rodzaj szybowca jest mało doskonały, zaproponowałem dodanie do niego napędu. W 1976 roku wykonałem silnik w układzie bokser, z dwóch cylindrów wueski. W aeroklubie zdążyliśmy wykonać kołowanie samolotu z usterzeniem tylnym. Mieliśmy nadzieję, że projekt  będzie się rozwijał dalej, ale zmieniły się warunki w aeroklubie. Poza tym, każdy miał życie rodzinne, więc musieliśmy odpuścić na parę lat. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zobaczymy już kompletną bryłę samolotu – mówi K. Komenda.

Maszyna ma rozpiętość skrzydeł 7,5 metra. Kadłub jest konstrukcji belkowej, drewniany, kryty płótnem, z linkami usztywniającymi. Zdolności lotne obliczyli mu konstruktorzy z zakładu, m.in. Eugeniusz Stankiewicz, który zarzekał się, że wzbije maszynę w powietrze i jeszcze nią pętlę wykręci. Jednak takie amatorskie konstrukcje musi nadzorować Inspektorat Kontroli Cywilnych Statków Powietrznych. – Oblatywacz już się zgłosił. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia z projektowaniem lotni, z różnymi napędami, nie powinniśmy mieć problemów na starcie – cieszy się A. Lipiński.

Lotnicze Strefy

W maju 2014 roku, rozpoczęła działalność Strefy AK1. To kolejna, po Strefie Historii, placówka pielęgnująca chlubne tradycje lotnicze i motoryzacyjne Świdnika. Skupia ona konstruktorów, kierowców, restauratorów zabytkowego sprzętu, pasjonatów sportów motorowych i lotniczych. Jej pomieszczenia znajdują się w byłej bazie materiałowej Spółdzielni Mieszkaniowej, przy ul. Armii Krajowej 1. W sali o powierzchni 120 mkw. znajduje się biblioteka techniczna, w której gromadzone są wszelkiego rodzaju dokumenty na temat konstrukcji, technologii i eksploatacji sprzętu. Największą powierzchnię Strefy zajmuje warsztat, w którym można przeprowadzać restaurację zdobytych eksponatów, a także budować egzemplarze amatorskie w skali 1:1.

 

słs

Artykuł przeczytano 461 razy

Last modified: 14 sierpnia, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?