wtorek, 25 stycznia 2022r.

Krzyże przyrzeczenia podziemnej Solidarności

Autor: |

30 listopada 1983 roku, w kościele ojców kapucynów na Poczekajce w Lublinie, odbyło się tajne ślubowanie członków podziemnej Solidarności. Jego uczestnikiem był Kazimierz Bachanek, obecnie radny Rady Miasta Świdnik.

Krzyże przyrzeczenia to mało znana karta w dziejach Świdnika i samej Solidarności. Na ich temat jest bardzo niewiele publikacji. Czym były i jaką pełniły funkcję?

– Po ogłoszeniu stanu wojennego, w WSK Świdnik działalność podjęła Podziemna Komisja NSZZ „Solidarność”. Z tym związane były późniejsze represje, liczne aresztowania i przesłuchania. Przez bezpiekę przewinęły się dziesiątki, a może setki osób, ale sprawa krzyży nie wypłynęła w czasie przesłuchań. Nie została nigdzie zapisana i jako temat historycznie nie istniała. Wielki przypadek sprawił, że Krzyże Przyrzeczenia przebiły się do świadomości publicznej 30 lat po ich ustanowieniu.

Krzyż był początkowo identyfikatorem.

– Tak, początkowo pełnił funkcję identyfikatora. W 30 rocznice przyrzeczenia, Anna Konopka, redaktor Głosu Świdnika, zapytała Ryszarda Paska, wówczas szefa Stowarzyszenia Represjonowanych w Stanie Wojennym: A gdzie te krzyżyki były robione? Przewodniczący odpowiedział: Nie wiem gdzie, ale na pewno w zakładzie.

Oczywiście identyfikator nie mógł rzucać się w oczy, więc wpadłem na pomysł, że będzie nim krzyżyk jerozolimski noszony jako medalik. Chciałem, żeby różnił się od zwykłego krzyżyka, który można kupić. Dlatego wytłoczyliśmy na nim napis „Czuwam” i literkę V. Dlaczego krzyżyk jerozolimski? Żona znalazła na ulicy taki właśnie krzyżyk, leżał w domu, a patrząc na niego, pomyślałem, że jest ładny w projekcie, niełatwy do wykonania, a zarazem niezbyt powszechny.

 • Podziemna Solidarność powstała po pacyfikacji zakładu przez władzę.

– Początkowo tworzyły się grupy inicjatywne, wielu ludzi było internowanych, wyrzuconych z pracy. Wiadomo, była blokada informacyjna. W telewizji niesamowita propaganda, która miała nas sparaliżować i obezwładnić, żebyśmy bali się jeden drugiego. W tej atmosferze zaangażowałem się w pracę Podziemnej Solidarności. We wrześniu 1983 roku, Podziemna Komisja Solidarności zorganizowała zebranie ludzi aktywnych, bardzo mocno zaangażowanych w działalność związku „S”. Odbyło się ono w budującym się domku jednorodzinnym na osiedlu Olimpijczyków. Przyszło 50-60 osób. Każda dostała numer, żeby w czasie dyskusji nie wywoływać nazwisk, tylko np. mówi numer 20, numer 30, itd.

• Czego dotyczyły rozmowy na spotkaniu i jaki był jego cel?

– Dyskutowaliśmy czy używać siły, czy wykorzystywać jakieś wejścia do aparatu władzy, który tworzyły: PZPR Stronnictwo Demokratyczne i Zjednoczone Stronnictwo Ludowe. To było bardzo ważne spotkanie. Ostatecznie nastąpiła koncentracja i koordynacja wydziałowych kół związkowych i wyłoniono kierownictwo Podziemnej Komisji NSZZ „S” WSK Świdnik. Przyjęto strukturę podziemnego związku, sposób komunikowania się oraz postulat złożenia przysięgi przez trzon działaczy Podziemnej Komisji „S”. Po dyskusji, z uwagi na ciężar jaki niesie niedotrzymanie przysięgi, zamieniliśmy akt przysięgi na ślubowanie. Każdy uczestnik miał otrzymać potwierdzenie jego złożenia, które było jednocześnie identyfikatorem. To była moja inicjatywa. Kilka razy jeździłem na różne zebrania do Lublina, w miejsca, których nie znałem, ale dostawałem identyfikator. Były to rozerwane na pół tekturowe bilety PKP. Ja miałem jedną połówkę i kiedy przybyłem na spotkanie, osoba, która otwierała drzwi, miała drugą i sprawdzała czy pasują do siebie. To był rodzaj przepustki. Tak zrodził się pomysł zrobienia identyfikatorów dla ścisłego aktywu Podziemnej Solidarności.

• W jaki sposób i przez kogo zostały wykonane krzyże?

– Musieliśmy mieć urządzenia, tłoczniki-matryce. Powstały w biurze konstrukcyjnym w którym pracowałem. Byli tam fachowcy różnych branż. Projekt tłoczników wykonał Stanisław Jarosiński. Na podstawie dokumentacji trzeba było zrobić tłoczniki, które wykonał pracownik działu narzędziowego, Stanisław Kiryluk. Poświęcono na to około 450 godzin. Oczywiście nie było tak, że pracowała przy tym jedna osoba. To był zespół, jedni wykonywali operacje toczenia, inni hartowania, a jeszcze inni frezowali i tak dalej. Ostatecznie montaż urządzeń i próbę tłoczników wykonał Stanisław Kiryluk. Gotowe tłoczniki wywieziono z zakładu, a krzyżyki tłoczono w Otwocku, u mojego szwagra, Grzegorza Kasperskiego. On wtedy zwolnił się z pracy na Politechnice Warszawskiej, podjął prywatną działalność gospodarczą i zajął się produkowaniem rozmaitej galanterii. Tłoczniki, które ważyły około 35 kilogramów, wziąłem do torby i zawiozłem do jego warsztatu. Miałem też przygotowany materiał – blachę mosiężną. Krzyżyki, około 200 sztuk, wykonaliśmy w nocy. Były anodowane na biało, miały kolor srebra i zostały ładnie opakowane. Uczestników ślubowania było mniej niż krzyży. Niewykorzystane identyfikatory, w liczbie około 45, zachowały się i obecnie znajdują się w Strefie Historii w Świdniku.

• Jak wyglądało ślubowanie?

– Wchodziliśmy grupami po 6-7 osób. Każda miała wyznaczoną godzinę z tolerancją około 5 minut. Tylko szef grupy, na kilka godzin przed ślubowaniem, dostał adres gdzie się spotykamy. Wejście do kościoła odbyło się bardzo sprawnie, bez zwracania uwagi bezpieki. Byliśmy zdumieni, że jest nas tylu, przyszli wszyscy, którzy się ukrywali. Oczywiście odprawiona została msza św. Potem złożyliśmy ślubowanie. Rotę napisał Alfred Bondos. Była wzorowana na przysiędze Armii Krajowej. Każdy, kto złożył ślubowanie, dostał poświęcony podczas mszy św. krzyżyk – identyfikator. Gdyby tekst ślubowania dostał się w ręce bezpieki, doszłoby do dodatkowych aresztowań, a propaganda stanu wojennego nagłaśniałaby, że w Świdniku powstają bojówki. Byłby też pretekst do ataku na Kościół, że bierze pod swój dach organizację terrorystyczną. Trudno nawet wyobrazić sobie, jakie mogły być konsekwencje.

• Czyli też krzyż, noszony jako medalik, miał utrudnić władzy komunistycznej powiązanie was z działalnością konspiracyjną.

– Tak było. Przynależność do Kościoła Katolickiego wiąże się z noszeniem jego symboli. Zarazem napisy, które znalazły się na medaliku nie profanowały znaku krzyża. Słowo „czuwam” ma bardzo głębokie przesłanie. To znaczy, że rozpoznaję realnie rzeczywistość, wiem kiedy, mówiąc ogólnie, opowiedzieć się po stronie dobra. Symboliki temu słowu dodał amerykański profesor nauk politycznych, doktor honoris causa KUL, A. James McAdams, który przyjechał do Świdnika. Opowiedzieliśmy mu o naszych działaniach. Tłumacz przetłumaczył słowo „czuwam” na angielski i ono bardzo mi się spodobało. „I’m ready”, czyli jestem gotów. To dodało szerszego znaczenia napisowi. No i oczywiście literka „V” pochodzi od słowa ,,Victoria”.

• Komunizm upadł. Czy i w jaki sposób upamiętniono wydarzenia związane z krzyżem przyrzeczenia?

– Po 30 latach temat został wywołany przez pytanie redaktor Anny Konopki i artykuł w Głosie Świdnika. Wówczas padła propozycja, którą przedstawił burmistrz Waldemar Jakson, żeby krzyżyk ustanowić odznaczeniem dla osób, które aktywnie działały w podziemiu. O podziemnej Solidarności można mówić w kilku kategoriach: o masie ludzi, załodze, wielotysięcznej grupie ludzi. Jednak musi mieć ona swoich liderów, przywódców. Nasza organizacja była aktywna, skupiała wielu zaangażowanych. Z inicjatywy przewodniczącego Regionu Środkowo – Wschodniego NSZZ „Solidarność”, Mariana Króla, powstała lista, która liczy obecnie około 300 osób i ciągle jest uzupełniana. Burmistrz Waldemar Jakson zasugerował, żeby je wyróżnić i przypomnieć o nic, wręczając im krzyżyki nazwane w 2013 roku Krzyżami Przyrzeczenia. Wykonywane są ze srebra dobrej jakości i tłoczone na oryginalnych tłocznikach.

• Co stało się z oryginalnymi matrycami?

– Możemy doszukiwać się w tej sprawie nadzwyczajnego zbiegu okoliczności, Siły Boskiej. Zadzwoniłem do szwagra i zapytałem „Grzesiek, masz jeszcze nasze tłoczniki?” I okazało się, że właśnie likwidował firmę i wszystko wywoził na złom, a tymczasem tłoczniki stały na półce. Gdybym spóźnił się o dwa, trzy dni, wylądowałyby w hucie. Ten przypadek sprawił, że wróciły do Świdnika, są w naszej Strefie Historii i służą do tłoczenia Krzyży Przyrzeczenia. Dzięki temu, że matryce były wywiezione daleko od Świdnika, poza obszar zainteresowania bezpieki, spokojnie przestały do obecnego czasu.

• Czy jest coś, co chciałby Pan przekazać młodym ludziom, osobom, które nie żyły w PRL i nie były świadkami stanu wojennego?

– Wówczas nie byłem człowiekiem zaangażowanym politycznie. Na studiach komuna mnie nie interesowała, niemniej człowiek żył w tamtym czasie. Dla mnie, jak mówiłem, wstrząsem był stan wojenny. Zadałem sobie pytanie: jakim prawem ktoś może mnie tak poniewierać? No i zacząłem działać w podziemiu. To był czas wielkiej edukacji historycznej. Stałem się też bardziej dojrzałym katolikiem, ponieważ wiele miesięcy siedziałem w więzieniu, miałem czas na przemyślenie wielu spraw. Odpowiem na Pana pytanie przesłaniem: zachować na następne tysiąclecia spuściznę minionych pokoleń-wolność, niepodległość i filar naszej spójności narodowej, czyli wiarę katolicką. Jej należy strzec, Europa, jeśli nie będzie katolicka, będzie islamska, innej alternatywy nie ma. I chcę jeszcze wrócić do zachowania wolności i niepodległości. Targowiczanie odwoływali się do obrony wolności i ten cel zyskał aplauz w Petersburgu, Berlinie i Wiedniu. Dlatego trzeba dodać do wolności również niepodległość. Wolność nadużywana prowadzi do destrukcji, do samozniszczenia.

Tomasz Gontarz

Artykuł przeczytano 458 razy

Last modified: 8 grudnia, 2021

Registration

Zapomniałeś hasło?