sobota, 06 czerwca 2020r.

Królestwo PDP

Autor: |

Laptop stojący na naszym biurku oferuje nam oszałamiającą prędkość działania procesora, gigabajty pamięci operacyjnej i terra na twardym dysku. W tym kontekście warto zajrzeć do Głosu Świdnika z 1986 roku, który znajdziecie w cyfrowych zbiorach Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej. Artykuł „Królestwo PDP” opowiada o dziecięcym wieku informatyki w WSK Świdnik. Przy okazji odkryjemy nazwiska niezwykłych, zdolnych i wykształconych ludzi, którzy te początki kreowali. A niektóre może sobie tylko, ku własnemu zaskoczeniu, przypomnimy. Nie piszemy, w którym konkretnie numerze gazety znajduje się ten materiał, tu cytowany we fragmentach. Poszukajcie, może trafcie na coś innego, równie interesującego?

W 1986 roku komputer PDP, serce Ośrodka Prób w Locie WSK Świdnik miał już osiem lat i zaledwie 256 kilobajtów pamięci operacyjnej. Jego bogaty kuzyn, Vax miał ich 2 miliony. Pięć Vax-ów nie uchroniło promu kosmicznego Challenger przed runięciem do Atlantyku. Jeden PDP musiał pełnić rolę mózgu całego centrum obliczeniowego Ośrodka Prób w Locie. Pięć lat PDP pracował, żeby się spłacić. Potem przynosił czysty zysk. Jako ośmioletni staruszek wymagał comiesięcznego przeglądu. Pracy w OPL było tyle, że chwilę wytchnienia miał raz na pół roku. Niewielką przestrzeń życiową PDP dzielił z całą zgrają pospolitych Sinclair’ów, drukarek, taśm magnetycznych, oscyloskopów i – co najgorsze – ludzi. Czasem czuł się po prostu jak stary, zakurzony telewizor

Kolonie geniuszy.

W towarzystwie ludzi z ośrodka można się było poczuć jak na koloniach dla geniuszy, bądź jak w domu wariatów.  Żaden z młodych matematyków, elektroników, informatyków zatrudnionych w OPL nie traktował swojej pracy normalnie, lecz raczej jak powołanie. Pewnie dlatego jeden z nich trafił później do Krzemowej Doliny. Na Zachodzie Sinclair’ami bawiły się w tym czasie dzieci. U nas prowadzono prace konstrukcyjno-badawcze.

– Raz odsprzedaliśmy Niemcom programy komputerowe, które od nich kupiliśmy, a następnie ulepszyliśmy – przyznał Tadeusz Skop, szef ośrodka (dziś już niestety nieżyjący). – Podobnego typu działania są niezmiernie trudne, głównie ze względu na bariery polityczne. Przypomnijmy, był rok 1986.

Palcowe sensory

Andrzej Szupiluk – specjalista od hardwear-u odpowiadał za sprawność sprzętu komputerowego. Zanim zabrał się do naprawy komputera, diagnozował stan “scalaków” przy pomocy dotyku opuszkami palców. Twierdził, ze miał cienką skórę i wyczuwał różnice w nagrzewaniu się poszczególnych układów. Dopiero później chwytał za oscyloskop: – Rozmawiam z komputerem w języku Fortran – mówił w kwietniu 1986 roku. Jest najlepszy do naszych celów. Kiedy jednak trzeba wykryć usterkę, używam Assemblera. Assembler wyrywa bebechy z komputera. Można nim spenetrować całe wnętrze. Wniosek racjonalizatorski miał na celu zwiększenie tempa pracy komputera. Pierwotna wydajność wynosiła 160 godzin lotu badanych śmigłowców rocznie. Udało się ją zwiększyć do około 900 godzin. Efekty skracały czas badań o dwa lata. Za usprawnienie nie dostaliśmy ani grosza.

Krzysztof Bartkowiak, zastępca kierownika OPL: – Aparatura, którą posiadamy, ma zasadniczą wadę. Nie nadaje się do prowadzenia badań poligonowych. Dlatego komponujemy własnymi siłami sprzęt, który zmieściłby się do samochodu terenowego. Tymi elementami są przerobiony przez nas dekoder, mikrokomputer i rejestrator. Kłopot sprawiło nam połączenie dekodera z komputerem. Potrzebny był interface. Budową tego typu urządzeń pośredniczących zajmuje się niewiele firm na świecie. Zbudował go w końcu Andrzej Szupiluk.

Porcja nowego.

Andrzej Gryciuk – programista: Być może rzeczywiście istnieje pewne niebezpieczeństwo grożące człowiekowi  pracującemu z komputerem, polegające na popadnięciu w pewne schematy myślenia, jako że programowanie jest wprowadzaniem prawidłowości, powtarzalności schematów działania. Z drugiej strony, porcja “nowego” jest tu zawsze tak duża, że mówi się o nadaniu pracy programistów statusu działalności twórczej z zastosowaniem prawa autorskiego. Ucząc komputer samemu można się od niego uczyć. Przede wszystkim organizacji pracy, dokładności, logicznego myślenia, podziału zadania na mniejsze fragmenty. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest nauczenie się własnych błędów. Może śmiesznie to zabrzmi, ale każdy program żyje własnym życiem. Jego opracowanie i wczytanie do komputera, to narodziny. Stosowanie jest życiem. Jeśli odłożymy go na półkę, to – po jakimś czasie – okaże się, że pracuje zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy. Po prostu, w czasie leżakowania, program “zamarł”.

Artykuł przeczytano 384 razy

Last modified: 25 kwietnia, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?