poniedziałek, 10 maja 2021r.

Kawa na dwóch kółkach

Autor: |

Zaczęło się od wakacyjnej pracy, która miała być tylko na chwilę. Skończyło na bogatym doświadczeniu, udziale w olimpiadzie, wielkiej pasji do kawy i… rozpoczęciu własnej działalności. Kilka tygodni temu świdniczanin Kamil Szymanek otworzył Bike Café, pierwszą mobilną kawiarnię w naszym mieście. Nam opowiedział o swoim pomyśle, ulubionym sposobie na podanie kawy oraz o tym, czego warto spróbować.

– Co było pierwsze: kawa czy rower?

– Oczywiście, że kawa. W czerwcu miną trzy lata, odkąd zacząłem zajmować się nią zawodowo. Pamiętam, jak po maturze w wakacje przeglądałem oferty różnych firm, bo chciałem sobie dorobić. Trafiłem na ogłoszenie kawiarni działającej na lotnisku i postanowiłem na nie odpowiedzieć. Wysłałem CV, ale nie miałem większych oczekiwań. Mimo to, udało się. Z moją ówczesną szefową przepracowaliśmy wspólnie około 2,5 roku.

– Praca na chwilę okazała się fajną przygodą, która pozwoliła Ci nabrać doświadczenia.

– Stała się moją pasją i życiem. Zaczęły się wyjazdy, na przykład do centrum szkoleniowego w Warszawie. Tam poznałem bardzo dobrą koleżankę-trenerkę. Zobaczyła, że to wszystko mnie interesuje i zaczęła popychać w tym kierunku. Wystąpiłem na naszej wewnętrznej olimpiadzie i to był pierwszy sygnał dla mnie, że idę w dobrą stronę.

– Olimpiada kawowa?

– Zająłem wtedy czwarte miejsce. Jechałem na nią bez przygotowania. Gdy znalazłem się wśród laureatów, wyprzedzając osoby z dużo większym doświadczeniem, pomyślałem, że jednak coś potrafię. Byłem z siebie bardzo dumny. Nie mogłem w to uwierzyć.

– Na czym polegała? Jakie zadania stały przed jej uczestnikami?

– Były trzy etapy. Pierwszy polegał na narysowaniu na kawie idealnego wzoru: serca, tulipana z dwóch elementów albo rozety. Na ich przygotowanie mieliśmy 2 minuty. Można było zrobić tyle kaw, ile się chciało. Ja wybrałem rozetę, która jest moją piętą achillesową. Pomyślałem jednak, że skoro startuję w olimpiadzie, to chcę wykonać coś, co nie jest moją mocną stroną. W tej konkurencji zająłem przedostatnie miejsce. Drugi etap polegał na przygotowaniu autorskiej kawy na ciepło, a trzeci na podaniu także kawy według własnej receptury, tym razem na zimno. W czasie ich szykowania trzeba było też trochę poopowiadać: co się dodaje, dlaczego, jakie smaki się łączy. Muszę powiedzieć, że moja autorska kawa na zimno wygrała tę konkurencję. Świdniczanie również będą mieli okazję ją spróbować, bo planuję wprowadzić ją do letniej oferty. Można więc powoli szykować się na Bazyliowe Love. To kawa na bazie syropu bazyliowego oraz trawy cytrynowej. Takie nieoczywiste połączenie, ale w smaku jest naprawdę wyborna.

– Szykowanie kawy to dla Ciebie rytuał, na który normalnie w domu niekoniecznie mamy czas.

– Wszystko zaczyna się od ziaren i wyboru odpowiedniej mieszanki, w zależności od tego, jakie lubimy smaki. Następnie należy odpowiednio zmielić ziarna, by w zależności od metody parzenia, wyczuwalne były dobre aromaty. Potem pora na wodę. Ogromnie ważna jest jej twardość i zawartość substancji mineralnych. Złą wodą można zepsuć kawę naprawdę dobrej jakości.

– Przygoda z kawiarnią na lotnisku i olimpiada stały się przyczynkiem do tego, by otworzyć coś własnego.

– W trakcie mojej pierwszej pracy, na lotnisku otworzył się nowy lokal – So Coffe, którego zostałem managerem. Chciałem jednak mieć coś swojego. Uznałem, że jestem na to gotowy i zacząłem rozglądać się za lokalem. Niestety wybuchła pierwsza fala pandemii. Trzeba było na jakiś czas zrezygnować z planów. Latem, kiedy wszystko trochę się poluzowało, a na lotnisku nie było jeszcze dużego ruchu, zacząłem rozglądać się za dodatkową pracą. Znalazłem ją w Lublinie. Zostałem tam tylko na miesiąc, bo okazało się, że port rusza pełną parą. Ucieszyłem się, wstąpiła we mnie nowa energia, bo w tym miejscu czułem się jak w domu. Tak było przez kilka miesięcy. Jakiś czas później poczułem jednak, że się wypaliłem i że potrzebuję czegoś więcej. Zacząłem szukać nowych wyzwań, ale kwarantanna pokrzyżowała mi szyki.

– W końcu przyszedł jednak czas na Bike Café.

– Znajoma, w trakcie jednej z naszych rozmów, wspomniała mi o kawiarniach na rowerach. Od razu zajrzałem do Internetu i zacząłem szukać informacji na ten temat. Marka Bike Café najbardziej przykuła moją uwagę. Dalej to już była kwestia kilku tygodni i miałem swój rower.

– Co spodobało Ci się w rowerowej kawiarni?

– To, że jest mobilna. Jeśli mi nie idzie, mogę spróbować w nowym miejscu. Do tego dochodzą względy wizualne. Rower wydaje się mały, ale jest sprytnie i mądrze zaprojektowany. Można w nim zmieścić bardzo wiele rzeczy. Wszystko jest pod ręką. Istnieje opcja podłączenia do prądu, jeśli w danym miejscu jest taka możliwość. Jeśli jej nie ma, energię pozyskuje się z butli gazowej. Kiedy po raz pierwszy pojawiłem się z Bike Café w Świdniku, mieszkańcy, nie widząc obok żadnych kabli, pytali, jak działa ekspres do kawy. Lubię odpowiadać trochę przewrotnie, że dzięki pozytywnej energii, którą czerpię od moich gości. To ekologiczna kawiarnia, która nie zanieczyszcza środowiska.

– Jeśli chodzi o jej ekologiczną stronę, warto też zwrócić uwagę na to, że napędza ją siła ludzkich mięśni.

– Miałem okazję już kilkakrotnie jeździć na tym rowerze. Mogę powiedzieć, że po płaskim terenie idzie mi super. Rower jest oczywiście wolny, bo dźwiga na sobie około pół tony. Pod górkę trzeba już włożyć sporo wysiłku, by móc się nim poruszać. Z kolei z górki należy pamiętać, by odpowiednio wcześnie zaciągnąć hamulec ręczny.

 – Przeszedłeś szkolenie, zanim po raz pierwszy wyruszyłeś w miasto?

– Tak, pojechałem na nie do Poznania, gdzie mieści się siedziba marki. Tam dowiedziałem się, jak zbudowany jest ekspres, jak działa instalacja, jakie jest obciążenie roweru. W Poznaniu odbyła się też moja pierwsza próbna jazda. Pamiętam, że był mocny wiatr, a droga bardzo wyboista, ale gdy po raz pierwszy na nim usiadłem, byłem bardzo zadowolony. Oczywiście stresowałem się, czy dam radę skręcać i go prowadzić.

– Jaka kawa znajduje się w ofercie?

– Zacznijmy od tego, że kawa, którą stosujemy, pochodzi z Hondurasu. To 100% Arabica. Ma ocenę na poziomie 83 punktów, co oznacza, że jest to tzw. specialty coffee. Jest wypalana w poznańskiej palarni, wyłącznie dla naszej marki. Nie dostaniemy jej nigdzie indziej. Poprzez sposób wypalenia, bogactwo aromatów w niej zawarte, jak dla mnie, powala na kolana. Pamiętam, jak podczas szkolenia powiedziano mi, co powinienem wyczuć pijąc espresso. Po pierwsze, jest to intensywna kwaskowatość, która przechodzi w delikatną słodycz, a w momencie jej przełknięcia, wyczuwalna jest nuta goryczy. Kiedy to usłyszałem, pomyślałem: „Ciekawe jak to wyczuć?” Było to dla mnie niewyobrażalne do momentu, kiedy nie wziąłem pierwszego łyku. Wtedy stwierdziłem, że rzeczywiście tak powinno smakować espresso z naszych ziaren.

– Masz ulubiony sposób podawania kawy?

– W domu lubię parzyć kawę w chemexie. To taki mój moment, rytuał, którego codziennie przestrzegam. Jeśli natomiast chodzi o Bike Café, przez dość intensywną kwaskowatość oferowana przeze mnie kawa nie ginie z mlekiem. Jeśli miałbym coś polecać, to stawiam na Flat white. Goście chętnie wybierają też late, czekoladę na gorąco, mochę i babyccino dla dzieci. Gdy zrobi się ciepło, w ofercie pojawi się też kawa mrożona, lemoniada i tonic espresso. Na pewno będę miał też inne pomysły.

– W ofercie znajdują się też przekąski.

– Mam wypieki najwyższej jakości, z ekologicznych składników. Od ciastek ze słoika, idealnych właśnie do kawy, po cynamonki, pączki i drożdżówki. Sukcesywnie chcę wprowadzać słone przekąski, takie jak minipizze, rollsy i regionalne cebularze, z karmelizowaną cebulą na delikatnie słodkiej bułeczce. Są naprawdę dobre.

– Gdzie można spotkać Bike Café?

– Mam dwa miejsca. Pierwsze to Port Lotniczy Lublin, gdzie jestem zawsze wtedy, kiedy są jakieś połączenia ze Świdnika. Jeśli nie ma lotów, staram się być między godz. 11.00 a 16.00 w terminalu ogólnodostępnym. Drugie to plac Konstytucji 3 maja, gdzie można mnie spotkać od poniedziałku do niedzieli, od rana do wieczora. Co tydzień publikuję grafik na fanpagu na Facebooku: www.facebook.com/bcswidnik. Warto go śledzić.

Agata Flisiak

Artykuł przeczytano 588 razy

Last modified: 19 kwietnia, 2021

Registration

Zapomniałeś hasło?