piątek, 27 stycznia 2023r.

Historia jednego zdjęcia

Autor: |

Fotografia, o której opowie nam Waldemar Winiarczyk z Krępca, powstała 80 lat temu. Zaginęła prawdopodobnie w 1946 roku, by odnaleźć się po ponad siedmiu dekadach. Dlaczego jest tak ważna?

Podróż w czasie

Rok 1943. Kwiecień. Las Krępiecki. Kilka osób ostrożnie zbliża się do powyginanych szyn, na których leżą szczątki spalonych ciał, przywiezionych z obozu na Majdanku. Jeden z mężczyzn robi zdjęcie, na którym znajdą się stos spopielonych kości, a obok niego dwaj przypatrujący mu się mężczyźni. Chwilę później wszyscy muszą uciekać, ponieważ słyszą tupot nóg wartowników, strzegących krwawych tajemnic tego miejsca. Strażnikami byli kolaborujący z Niemcami Estończycy, Ukraińcy, Azerowie, Kałmucy.

Spotkanie pamięci

Rok 2019.Maj. Las Krępiecki. Msza święta odprawiana w intencji obywateli różnych narodowości, zamordowanych tam przez hitlerowców w latach 1941-43 (nabożeństwo odprawiane jest od kilkunastu lat, w ostatnią niedzielę maja – przyp. red.). Biorą w niej udział mieszkańcy Kazimierzówki, Kalinówki, Krępca, Mełgwi i Świdnika. Jednym z nich jest Waldemar Winiarczyk, współwłaściciel części lasu. Przedstawia jego tragiczną historię, o której przed laty opowiadał mu ojciec: – Znajdowały się tu tzw. doły śmierci. Nad potężnymi wykopami przełożono szyny kolejowe i na nie kładziono zwłoki przywiezione z obozu na Majdanku. Do lasu pędzono też żywych ludzi, by rozstrzelać ich nad dołami. Kiedy stos był już odpowiednio duży, polewano go benzyną i podpalano. Doły funkcjonowały do końca lipca 1943 roku. Najgorzej było w ostatnich miesiącach. Ciała płonęły dzień i noc. Mój ojciec, wówczas podchorąży, Jan Winiarczyk ps. Bohun, razem z kolegą z placówki Armii Krajowej – Janem Doleckim ps. Lis i moim stryjem Tadeuszem Winiarczykiem ps. Kmicic, zrobili zdjęcie dołów. Ojciec stoi na pierwszym planie. Po wojnie aresztowali go i fotografia gdzieś przepadła. Później widziałem jedynie reprodukcję w jednej z lubelskich gazet.

Dzieje fotografii

Rok 2022.Lipiec. Świdnik. Odbieram telefon dzwoniący w redakcji Głosu Świdnika. Okazuje się, że to pan Waldemar Winiarczyk. – Pamięta mnie pani? Byłem w Lesie Krępieckiem, opowiadałem o zdjęciu. Nie uwierzy pani, odnalazło się!

Umówiliśmy się na rozmowę, która nie tylko wyjaśniła dzieje fotografii, ale zaowocowała również innymi ciekawymi opowieściami.

Waldemar Winiarczyk urodził się w 1954 roku. Od najmłodszych lat interesował się historią, głównie za sprawą profesora Henryka Komorowskiego, który w szkole podstawowej w Krępcu uczył właśnie tego przedmiotu.

– Mieszkał w Świdniku i był miłośnikiem naszego regionu. Wiedział o nim prawie wszystko. Zaraził mnie swoimi zainteresowaniami. Dodatkowo o historii opowiadał mi ojciec. Zdjęcie, o którym mówimy, od najmłodszych lat żyło w mojej wyobraźni. Moim pragnieniem było, żeby się odnalazło. Zaginęło po wypożyczeniu go Ludwikowi Christiansowi, lubelskiemu adwokatowi, który spisywał relacje dotyczące losów Żydów. Jest autorem książki „Piekło XX wieku”, w której znalazła się reprodukcja fotografii – wyjaśnia pan Waldemar.

Jak doszło do zrobienia fotografii?

– Na początku 1943 roku placówka Armii Krajowej w Krępcu dostała zadanie wykonania zdjęcia ciał palonych w Lesie Krępieckim. Rozpracowywanie wywiadowcze dołów śmierci trwało około 3 miesięcy. W końcu zapadła decyzja, że najlepszym terminem na zrobienie fotografii będzie Niedziela Wielkanocna. Ustalono czas akcji po mszy rezurekcyjnej, między godz. 8.00 a 9.00. Przekonano gospodynię, u której stacjonowali strażnicy, by zaprosiła obie zmiany na polskie śniadanie wielkanocne, oczywiście mocno zakrapiane. Od Armii Krajowej otrzymała na przygotowanie tego poczęstunku pieniądze. Udało się wykonać tylko jedno zdjęcie.  Nie dotarli do drugiego dołu, który oddalony był ok. 50 metrów, bo w lesie już było słychać tupot i krzyki nadbiegających wartowników. Taką opowieść pamiętam z przekazu ojca. Wiem też, że aparat, którym zrobili fotografię, na pewno był produkcji niemieckiej. Zdjęcie wywołano przy ul. Narutowicza w Lublinie, w którymś z zakładów fotograficznych, pomagających konspiratorom.

Jak zdjęcie trafiło do autora książki „Piekło XX wieku”? Pan Waldemar ma swoją teorię na ten temat: – Ostatni raz rozmawiałem z ojcem o fotografii  40 lat temu. Powiedział, że wypożyczył ją Chrystiansowi, którego poznał u ks. biskupa Stefana Wyszyńskiego, ordynariusza lubelskiego, na spotkaniu w 1946 roku. Opowiedział mu też szczegóły jej powstania. Chrystians zamieścił fragment zdjęcia w książce, bez postaci widniejących na oryginale. Być może dlatego, że ojciec należał do zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Później ojciec został aresztowany i zdjęcia już nie odzyskał.  

Udało się to dopiero panu Waldemarowi. Jak wyjaśnia mój rozmówca, 25 maja 2019 roku, po mszy świętej w Lesie Krępieckim, podczas której opowiedział historię fotografii, podeszła do niego Katarzyna Grzybowska, doktorantka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Okazało się, że gdy zbierała materiały do pracy doktorskiej na temat Krępca, odnalazła oryginał zdjęcia. Znajdował się w zbiorach Muzeum na Majdanku.

– Po pewnym czasie odwiedziło mnie dwóch pracowników muzeum, by udokumentować historię fotografii. Otrzymałem fotokopię oryginału, a przed kamerą opowiedziałem to, co wiedziałem na jego temat. Oryginał jest własnością muzeum, ale ja mam prawo do publikowania fotografii i opowiadania o niej. Jestem chyba ostatnim świadkiem znającym szczegóły związane z tym zdjęciem, dokumentującym bestialstwo niemieckiego okupanta i służących mu kolaborantów. Cieszę się, że ocalało. Reszta pamiątek z tamtego okresu nie przetrwała, bo dom i zabudowania mojej babci Franciszki Winiarczyk zostały spalone przez NKWD, a rodzina została wygnana na poniewierkę – mówi W. Winiarczyk.

Sienkiewiczowski patriotyzm

Pan Waldemar opowiada mi jeszcze kilka rodzinnych historyjek. Ciekawy rodowód mają pseudonimy bohaterów zdjęcia. Kierowniczką szkoły w Krępcu była Maria Wójcik, która w 1918 roku przyjechała z Galicji, z przydziału Józefa Piłsudskiego, by na Lubelszczyźnie nieść kaganek oświaty. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła już po nauczeniu dzieci czytania, była prośba o kupowanie książek Henryka Sienkiewicza. Najpierw kazała czytać „Quo vadis”, potem „Trylogię”.

–  Moja ciotka bardzo ładnie czytała, więc zbierała się u niej rodzina, a dużo ich było, czasami nawet 20-30 osób, i przy lampie naftowej im czytała, godzinę, półtorej. Bohaterowie „Trylogii” tak się spodobali mojemu ojcu i stryjowi, że później, w konspiracji, przyjęli jako pseudonimy ich nazwiska – opowiada W. Winiarczyk. Dodaje: – Maria Wójcik wpoiła wszystkim taki patriotyzm sienkiewiczowski. Dzięki profesorowi Komorowskiemu krępiecka szkoła otrzymała jej imię. Mnie uczyła do 1966 roku, rok później zmarła. Pamiętam, że organizowała  dożynki, wycieczki krajoznawcze, na przykład do Zamościa, Puław, Kazimierza nad Wisłą. Dzięki niej, jako młody chłopak, po raz pierwszy na żywo zobaczyłem i usłyszałem Czesława Niemena, który wystąpił na Dniach Lublina. To był chyba 1965 rok. Opowiadała nam też o Lesie Krępieckim, o Kopcu Kościuszki w Mełgwi, mogiłach powstańców styczniowych w lesie w Minkowicach. Zabierała nas do tych miejsc, byśmy lepiej wszystko zapamiętali.

Moja pamiątka

Swoją historią pan Waldemar podzielił się też z innymi. Wysłał pracę na ogólnopolską akcję społeczną #MojaPamiątka, ogłoszoną przez Muzeum Historii Polski. Otrzymał dyplom ze słowami Roberta Kostro, dyrektora MHP: „Pana udział w projekcie umożliwi młodszym pokoleniom skorzystanie z tak osobistych doświadczeń i pozwoli na budowanie wspólnej pamięci o naszej historii. Każda praca znajdzie swoje miejsce w zbiorach Muzeum Historii Polski”. Natomiast premier Mateusz Morawiecki, w specjalnym liście napisał: „Szanowny Panie Waldemarze, to z indywidualnych losów składa się wielka historia Polski. Każdy z nas ma swoją osobistą lub rodzinna opowieść, która spotyka się z dziejami naszej wspólnoty. Serdecznie dziękuję Panu za udział w akcji, bo opowieść, którą zdecydował się Pan z nami podzielić, jest nie tylko wspaniałym źródłem wiedzy, ale też nieocenioną inspiracją dla młodych ludzi”. 

– Moja opowieść ma teraz już zupełnie inny wymiar, bo dowód tamtej akcji mojego ojca, stryja i ich kolegi trzymałem w rękach. Rozpiera mnie duma z wyczynu ojca. Zasłużył na Krzyż Walecznych. Przed swoją śmiercią napisał w wierszu, że „Bóg mu przyzna drewniany krzyż zasługi, na wstędze wieczności” – kończy W. Winiarczyk.

Agnieszka Wójcik-Skiba

Jan Winiarczyk ps. Bohun

Jan Winiarczyk ps. Bohun urodzony 14 września 1919 roku, podporucznik AK, przydzielony do placówki „Krępiec” (od 1940 r. do kwietnia 1944 r.) i pełniący w niej funkcję zastępcy drużyny, prowadził również szkolenia, organizował Mały i Duży Sabotaż, brał czynny udział w akcji „Burza” w oddziale „Nerwy” (kwiecień-lipiec 1944 r.). Został odznaczony Medalem Wojska  (15.08.1948r.) i Krzyżem Armii Krajowej (16.10.1984 r). Zmarł 13 września 1984 r.

fot. archiwum rodzinne W. Winiarczyka

Artykuł przeczytano 246 razy

Last modified: 13 stycznia, 2023

Registration

Zapomniałeś hasło?