Obecnie w powiecie świdnickim kwarantannę odbywa 167 mieszkańców. To osoby, które między innymi wróciły z zagranicy. Jedną z nich był Artur Jasiński, autor „Baśni o dębowym sercu” oraz perkusista zespołów Acute Mind i DrGree. W rozmowie opowiedział o powrocie do kraju oraz o tym, jak w jego przypadku wyglądały dwa tygodnia przymusowego odosobnienia.
– Kilka tygodni temu odwiedził Pan Szkocję. W trakcie wyjazdu koronawirus zaczął się dynamicznie rozwijać…
– Byłem w Edynburgu i w pobliskich miastach. Moja wizyta trwała kilka dni i była związana z promocją książki. Kiedy wylatywałem, w Polsce sytuacja była w miarę stabilna. Niestety, każdy dzień pobytu na wyspach przynosił coraz gorsze wiadomości. Najpierw dowiedziałem się, że zamknięto szkoły, i że żona musi pracować z domu. Następnie poinformowano mnie o obowiązkowej kwarantannie.
– Jak na sytuację reagowali Szkoci?
– Wydawali się być spokojni. Szkoły i inne instytucje były otwarte. Rozmawiałem z kobietą, której mąż jest taksówkarzem i dowiedziałem się, że w pubach, kinach i teatrach ludzi nie brakowało. Mniejszy ruch był widoczny jedynie w miejscach typowo turystycznych.
– Dzień przed planowanym powrotem odwołano Pana lot. Jak udało się Panu wrócić do domu?
– Nie było łatwo… Niestety nie znalazłem bezpośredniego połączenia ze Szkocji, więc postanowiłem, że spróbuję polecieć przez Londyn, gdzie dostałem się autobusem. W pierwszej wersji z Londynu miałem również wracać autobusem, ale na szczęście udało mi się załapać na akcję „Lot do domu”.
– Czekały na Pana obowiązkowe procedury…
– Przed startem, każdemu z pasażerów zmierzono temperaturę. W trakcie lotu rozdano nam karty lokalizacyjne, w których trzeba było podać adres zamieszkania, kraje, w jakich się przebywało w ostatnich tygodniach, numer lotu oraz numer miejsca w samolocie. Po wylądowaniu, jeszcze przez pewien czas, nie mogliśmy opuścić maszyny. Na pokład weszli żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej i ponownie zmierzyli nam temperaturę oraz zebrali wypełnione karty. Kilka osób z podwyższoną temperaturą została odwiezionych na dalszą diagnostykę. Przy odprawie paszportowej każdy został poinformowany o obowiązku kwarantanny. Trzeba było podać dokładny adres, pod którym będziemy ją przechodzić. Na koniec dostaliśmy ulotki z instrukcjami.
– Podczas domowej kwarantanny był Pan odizolowany od rodziny?
– Przez cały ten czas przebywałem w domu z żoną i dziećmi. Mimo że tylko ja byłem poddany kontroli, było dla nas jasne, że kwarantannę powinniśmy przejść wszyscy. Tak też się stało.
– Stresowaliście się tą sytuacją?
– Wszyscy dobrze się czuliśmy. Niepokojów dostarczały nam jedynie wiadomości z kraju i ze świata o postępującej epidemii wirusa.
– Jak spędzaliście wolny czas?
– Oczywiście brakowało nam ruchu na świeżym powietrzu, ale nie nudziliśmy się. Moja żona przez 8 godzin pracowała w domowym biurze, dzieci zajmowały się lekcjami, a ja spędzałem czas w kuchni i przy komputerze. Bardzo lubię gotować, więc mogłem się trochę popisać przed rodziną. Zajmowałem się również promocją mojej książki.
– 14-dniowy okres kwarantanny jest kontrolowany przez służby. Jak często był Pan sprawdzany?
– Policja zaglądała do mnie każdego dnia. Czasem były to pojedyncze wizyty, innym razem musiałem się meldować dwa razy. Funkcjonariusz, który przeprowadzał kontrolę, dzwonił do mnie i w trakcie rozmowy pokazywałem się w oknie lub na balkonie. Policjanci przypominali mi również o obowiązku izolacji, pytali o stan zdrowia i pouczali o konieczności zachowania higieny osobistej.
– Korzystał Pan z aplikacji „Kwarantanna domowa”?
– Tak, myślałem, że dzięki temu odciążę policję, ale niestety tak się nie stało. Pomimo wykonywania poleceń w aplikacji, funkcjonariusze i tak do mnie przyjeżdżali.
– Kto pomagał Państwu w zrobieniu zakupów?
– Przed moim powrotem żona zrobiła duże zapasy, dzięki czemu prawie niczego nam nie brakowało. Czasem z pomocą przychodzili nasi przyjaciele. Zachowaliśmy oczywiście wszystkie procedury higieny i bezpieczeństwa. Pomocną dłoń wyciągali do nas również policjanci. Przy każdej wizycie padało pytanie czy nie potrzebujemy zakupów albo leków. Byli bardzo mili i uprzejmi, za co bardzo im dziękuję.
– Wiele słyszy się o osobach, które negatywnie wypowiadają się o zarażonych bądź tych, którzy przechodzą kwarantannę. Spotkał się Pan z takimi komentarzami?
– Ja na szczęście nie doświadczyłem nieprzyjemności, ale niestety czytałem sporo wypowiedzi świadczących o braku empatii wśród Polaków, nie wyłączając niektórych mieszkańców naszego miasta. Ludziom nie podoba się, że ktoś chcę wrócić do kraju. Boją się, że przywiezie wirusa i wszystkich pozaraża. Wracających z zagranicy traktują jak wroga. Piszą: „Nagle im się Polska podoba? Skoro wyjechali za granicę, to niech tam siedzą. Teraz wracają i przywloką ze sobą wirusa”… Wszystkim proponuję pomyśleć i uświadomić sobie, że ludzie wracają z zaplanowanych wcześniej wyjazdów biznesowych, z wczasów i od rodziny. Poza tym zbliżają się święta i wielu rodaków, mimo kwarantanny, woli je spędzić bliżej rodziny. Każdy Polak ma prawo być w tym czasie w swojej ojczyźnie i dobrze, że ma taką możliwość. Przykre jest czytać jak niesprawiedliwa i samolubna jest część naszego społeczeństwa. Najgorsze jest to, że nawet ludzie, których niestety dotyka wirus obrzucani są błotem. Jak tak można? Brak mi słów.
– Ze wszystkiego czerpiemy naukę. Czego nauczył się Pan w czasie tego doświadczenia?
– Uświadomiłem sobie, jakim skarbem jest wolność, jak mało doceniamy niektóre z codziennych rzeczy i jak słabo dbamy o Ziemię. Kocham przyrodę i możliwość przebywania w pięknych miejscach. Ogólnoświatowa pandemia zabrania nam podróżowania, ale może i dobrze. Niech natura trochę od nas odpocznie. Niech się odrodzi, a wydeptane ścieżki zarosną świeżą trawą. Ludzkość powinna wyciągnąć naukę z tej sytuacji. Zdać sobie sprawę, że przyroda jest naszym największym skarbem i że przy jej sile jesteśmy niczym.
– Jakie rady ma Pan dla osób, które właśnie rozpoczynają dwutygodniową izolację?
– Starajmy się jak najmniej stresować. Całodniowe oglądanie kanałów informacyjnych nie jest dobrą opcją. Wykorzystajmy ten czas kreatywnie. Takie odosobnienie może być przyjemne, a pierwszy spacer po dwóch tygodniach powinien być wyczekaną nagrodą.
Pokonać nudę!
Czas kwarantanny może być ciężki dla małych świdniczan. Z pomocą nadchodzi Antoś – bohater „Baśni o dębowym sercu”. Napisał specjalny list, w którym radzi jak walczyć z domową nudą. Jego treść przedstawił autor książki. Film znajdziecie na profilu na Facebooku „Artur Jasiński – autor”.
Natalia Rodź
Artykuł przeczytano 3630 razy
Last modified: 3 kwietnia, 2020



