środa, 13 maja 2026r.

Poczuć puls miasta

Autor: |

Z biznesu do samorządu, czy taka „przeprowadzka” mogła się udać? – Na pewno nie była łatwa, choć dała mi wiele satysfakcji – odpowiada Marcin Dmowski, zastępca burmistrza i podsumowuje swój pierwszy rok w urzędzie.

– Rok temu zmienił Pan firmę na samorząd. Pewnie przy okazji tej decyzji nie brakowało obaw. Potwierdziły się?

– Nie nazwałbym tego obawami, byłem radnym i znałem dobrze burmistrza Waldemara Jaksona. Wiedziałem, że dołączam do drużyny, która od wielu lat dobrze zarządza miastem, a ja mogłem ją wzmocnić swoją wiedzą i doświadczeniem biznesowym. Są oczywiście różnice. W biznesie, firmie, decyzje podejmuje się szybko, liczy się również tempo ich realizacji, w urzędzie często na przeszkodzie błyskawicznych działań, stają procedury.

– Ale to nie znaczy, że nic nie można zrobić…

– Oczywiście, że nie. W samorządzie da się mnóstwo zdziałać, również w kwestii przyśpieszenia procedur. Tu również powinien liczyć się czas, ale kluczowy jest zespół i współpraca.

– Swoje rządy zaczął Pan jednak od czegoś innego.

– W mieście rządzi burmistrz, ja mam przyjemność być częścią zespołu który pomaga mu rozwijać Świdnik. Mamy wspólny cel, czujemy puls miasta, mamy w sobie siłę i pasję. Liderem drużyny jest Waldemar Jakson, mimo, że w samorządzie jest od dawna i zna go od podszewki, to jest osobą bardzo otwartą, daje przestrzeń do działania, kierunkuje, ale także dopinguje i zachęca.

– Zmiany w ratuszu to jedno, ale wiele działo się także w miejskich spółkach.

– Absolutnie kluczowe jest sprawne działanie Przedsiębiorstwa Komunalnego Pegimek. Żebyśmy właściwie służyli mieszkańcom, spółka musi funkcjonować jak firma rynkowa, a nie jak relikt minionego systemu. Włożyliśmy sporo pracy w zmianę sposobu jej działania i już widać efekty. Przedstawiciele przedsiębiorstwa zaczynają realizować własne pomysły, liczymy również, że Pegimek wejdzie na rynek, także budowlany.

– Można już mówić o Pana największym sukcesie w pierwszym roku kadencji?

– Bez wątpienia, stworzyliśmy największy w historii miasta budżet inwestycyjny. Już w minionym roku widać było niemal w każdym zakątku Świdnika budujące się drogi, place zabaw, chodniki, sieci miejskie. W tym roku proces inwestycyjny już się rozpoczął, w przebudowie są choćby ulice na os. Żwirki i Wigury, a z miesiąca na miesiąc, takich miejsc będzie coraz więcej.

– Trochę, mówiąc przekornie, jak przed wyborami…

– Często słyszy się od mieszkańców, że pewnie najwięcej będzie się działo przed wyborami, bo wtedy dobrze jest, jak całe miasto jest rozkopane. My mamy inną strategie, rozpoczęliśmy ostro od początku kadencji, wykorzystujemy szanse, zdobywamy fundusze zewnętrzne i przemy do przodu. Chcemy zrobić jak najwięcej. Przed wyborami mieszkańcy nie będą musieli słuchać obietnic, ale zobaczą realne owoce naszej pracy. Wtedy ocenią sami.

– Okoliczności polityczne również sprzyjają.

– Trudno się z tym nie zgodzić, mamy wsparcie w rządzie. Jedyny minister z Lubelszczyzny Artur Soboń pochodzi ze Świdnika, sprzyjają nam władze wojewódzkie. To jest wielka szansa, ale trzeba włożyć dużo pracy żeby jej nie zmarnować. Liczy się nasza aktywność i szybkość działań. Nie raz sami byliśmy już niemal pod ścianą, ledwie wyrabialiśmy się z terminami, ale podejmowaliśmy ryzyko i teraz mamy pieniądze, żeby budować kolejne kilometry dróg.

– Najbardziej znacząca inwestycja prorozwojowa to…

– Strefa Aktywności Gospodarczej. Za chwilę rozpoczniemy budowę ul. Nadleśnej i to jest najważniejsze. Inwestorzy już są. Może być tak, że równocześnie z powstającą drogą będą budowane zakłady. Największe zainteresowanie SAG przejawiają firmy z branży logistycznej, ale chcemy do nas ściągać również przedsiębiorstwa kooperujące z PZL-Świdnik. Na to także mamy pomysł.

– Chociaż pierwszy rok kadencji upłynął raczej pod znakiem basenów.

– Nie można o nich nie wspomnieć. To było jedno z największych oczekiwań mieszkańców i jest już na finiszu. Park Avia, to również ogromne wyzwanie biznesowe, bo trudno znaleźć podobne obiekty, które już nawet nie zarabiają na siebie, ale chociaż spinają się finansowo. Ale to wyzwanie również podejmujemy i wierzymy, że tworzący się właśnie zespół może wypracować produkt, konkurencyjny dla podobnych kompleksów w Lublinie.

– Pewnie nie zabrakło w tym roku również problemów…

– Największy z nich to kwestia śmieci. W minionym roku niemal co miesiąc dostawałem informacje od spółki Remondis o kolejnym wzroście cen na składowisku. Nie chcieliśmy wprowadzać podwyżek, ale prawo nie dało nam wyboru. Cały czas zastanawiamy się również nad przyszłością, bo mamy świadomość, że problem będzie narastał. Rozmawiamy z Remondisem oraz spółką Veolia. Zastanawiamy się nad przystosowaniem naszej elektrociepłowni do spalania biomasy i ogrzewania nią miasta.

– Co daje Panu największą satysfakcję w pracy?

– Najbardziej cieszy mnie to, że swoją pracą mogę pomagać ludziom. Czasami chodzi o sprawę zupełnie prozaiczną, jak brakujący fragment chodnika. Rozwiązanie dużego problemu, czy właśnie tak małego, cieszy tak samo. Oczywiście patrząc na baseny również czuję satysfakcję i wiem, że pewnie do końca życia zostanie we mnie świadomość, że brałem udział w powstawaniu tych obiektów.

– Jest Pan osobą, która chętnie dyskutuje z mieszkańcami, również za pośrednictwem mediów społecznościowych. To znak czasów, czy przemyślana taktyka?

– Każdy kto mnie zna, wie że taki jestem. Nie boję się rozmawiać z ludźmi, nawet o trudnych sprawach. W dzisiejszych czasach komunikacja z administracją jest inna, szybsza i bardziej otwarta. Zniknęła bariera urzędu, umawiania się, wychodzenia z domu. O wszystko można zapytać w mediach społecznościowych i uważam za niezwykle istotne, żeby również w taki sposób pozostawać w ścisłym kontakcie z mieszkańcami. Takie internetowe dyskusje, to także ogromna pomoc konsultacyjna. Można zaprezentować każdy pomysł, przedyskutować go i zbadać grunt. Aktywność mieszkańców na moim profilu, ale również pozostałych miejskich, już zaowocowała przy tworzeniu budżetu. Część zgłoszonych pomysłów znalazła odzwierciedlenie w tegorocznych miejskich wydatkach.

– Rozmawialiśmy o rozwoju gospodarczym, inwestycjach w drogi, obiekty sportowe, ściąganiu nowych inwestorów. Z tego obrazu wyłania się raczej wizja przyszłości Świdnika jako miasta dążącego do większego uprzemysłowienia. Dobrze odczytuję intencje?

– Częściowo tak, choć to tylko fragment naszej strategii. Świdnik zawsze był traktowany jako sypialnia Lublina. Stąd pojawiło się pytanie, czy nie powinniśmy z tego zrobić naszego atutu? Przecież sypialnia to bliskie nam, bezpieczne miejsce. Nasze miasto mogłoby być właśnie takie, spokojne, komfortowe, z dobrą komunikacją, usługami społecznymi i edukacyjnymi na wysokim poziomie – po prostu idealne do życia. Taki potencjał Świdnika dostrzegli już deweloperzy. W ciągu najbliższych lat wybudują około tysiąc nowych mieszkań. Dla nas to dobry prognostyk, bo sprowadzą się do nas nowi mieszkańcy. Pewnie nigdy nie będziemy ogromną aglomeracją z teatrami, operami czy filharmonią, ale w tym może nas wesprzeć Lublin. My zadbamy, żeby nasi mieszkańcy łatwo i szybko mogli się przemieszczać, po to również budujemy dworzec przesiadkowy. Najważniejsze jednak, żeby później do nas wracali. Do miejsca, w którym czują się najlepiej.

kal

Artykuł przeczytano 5469 razy

Last modified: 19 lutego, 2020

Zmień język »
Przejdź do treści