poniedziałek, 08 czerwca 2026r.

Wyprowadzał ich wieczór…

Autor: |

„…pierwszego dnia nie było zbyt wielu ludzi, ale począwszy od 5 lutego ulicą Sławińskiego (obecnie Niepodległości) chodziły tłumy świdniczan. W oknach wystawiano odwrócone do ulicy telewizory i zapalone świeczki. Spacerującym „towarzyszyły” radiowozy i tzw. „świetlice”, czyli duże milicyjne samochody. Wszędzie byli ormowcy i ubecy…”

Tak wyglądały pierwsze dni lutego 1982 roku w Świdniku. Mieszkańcy wychodzili na ulice, by pokojową manifestacją zaprotestować przeciwko propagandzie, kłamstwom i manipulacjom komunistycznej władzy.

– Spacery zaproponował Jan Kaźmierczak, a Podziemna KZ NSZZ „S” wezwała mieszkańców do wzięcia aktywnego udziału w tym bojkocie – wspomina Kazimierz Bachanek, członek ówczesnej Podziemnej Solidarności WSK Świdnik.

– Świdniczanie byli też proszeni o wygaszanie świateł w mieszkaniach, zapalanie świec w oknach oraz wystawianie w nich włączonych telewizorów. Apel zyskał powszechną aprobatę tysięcy mieszkańców i przeszedł do historii pod nazwą Świdnickich Spacerów. Telewizyjni prezenterzy głównego dziennika TVP, ubrani w wojskowe mundury, byli wystawieni na publiczne drwiny. Ciemne okna w blokach, które symbolizowały noc stanu wojennego, wzmagały osamotnienie, lęk i zagubienie, zostały rozświetlone płomieniami świec, wskazując odległy cel tj. wolność i nadzieję jej osiągnięcia.

– Z dnia na dzień „spacerowiczów” przybywało. Nie zwracając uwagi na zimę, w manifestacji brali udział starsi, młodsi, kobiety z dziećmi w wózkach, całe rodziny. Spacerowaliśmy w tę i z powrotem, ludzie byli roześmiani i serdeczni. To był bardzo budujący widok – mówi Urszula Radek i dodaje: – Szczególnie pamiętam jeden z pierwszych spacerów. Szliśmy z mężem ul. Sławińskiego, na wysokości ul. Mickiewicza, kiedy dobiegł do nas ubek. Złapał męża za rękaw, zaczęli się szarpać. Zupełnie obcy ludzie wyrwali męża, który pobiegł gdzieś w boczną uliczkę, a potem szczęśliwie dotarł do domu. Gdyby nie oni, zostałby aresztowany i poddany przesłuchaniu. To był piękny przykład solidarności. W pamięci utkwił mi też inny wieczór, kiedy spotkaliśmy Kazimierza Susła, przewodniczącego Podziemnej Solidarności. Miał strasznie ubłocone buty, co mocno nas zdziwiło, bo zawsze był bardzo elegancki. Weszliśmy do klatki najbliższego bloku. Powiedział, że widział się z ukrywającym się od dłuższego czasu Andrzejem Sokołowskim i długo kluczył po polach, by zgubić ewentualnych szpicli. Ta wiadomość i pozdrowienia, które nam przekazał, były wspaniałe. Wiedzieliśmy, że Andrzej żyje, że nic mu nie jest. Uścisnęliśmy się z radością, stojąc w tej obcej klatce.

Lokalne władze od razu zareagowały na spacery. Odcinano dopływ energii elektrycznej i wody, przerywano łączność telefoniczną. Nie obyło się bez zatrzymań ich uczestników. Niektórych przewożono do Lublina, gdzie w areszcie spędzali 48 godzin. Innych wywożono nocą za miasto i wypuszczano gdzieś na polach. 11 lutego godzinę policyjną przesunięto z 22.00 na 19.00.

– W tym samym dniu Podziemna Solidarność wezwała świdniczan do kontynuowania spacerów podczas wcześniejszego dziennika TVP, o godz. 17.15. Apel uzyskał powszechną akceptację i ulicą nadal spacerował wielotysięczny tłum – wyjaśnia K. Bachanek.

– Mimo szykan Świdnik trwał – podkreśla U. Radek. – Wyczuwaliśmy, że milicja przymierza się do przerwania naszego protestu siłą. Spacery zakończyły się 14 lutego, po apelu księdza Jana Hryniewicza. Być może dzięki temu uniknęliśmy nieszczęścia. Pod Świdnikiem stały już armatki wodne. Nasza postawa miała głęboki sens. Umocniła w nas poczucie własnej godności. O spacerach zrobiło się głośno nie tylko w kraju, ale też za granicą.

Inicjator Świdnickich Spacerów

Jana Kaźmierczaka wiele osób zapamiętało nie tylko jako działacza Solidarności, ale również jako sportowca. Tak wspominał go Jan Władysław Bachenek: – Jako młodzieniec i miłośnik pięściarstwa miałem szczęście dostać się pod jego opiekę. W 1948 roku, we Wrocławiu, był moim trenerem i wychowawcą. Wymagał wiele od swoich podopiecznych, ale też od siebie. Często po treningach rozmawiał z nami o naszym codziennym życiu i zainteresowaniach. Podczas podróży na zawody opowiadał prawdziwą historię Polski, o której nie dowiedzielibyśmy się z podręczników. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. W 1956 roku został trenerem sekcji bokserskiej Avii Świdnik i dzięki swojej pracy oraz umiłowaniu boksu, doprowadził ją do II, a potem do I ligi.

– Wspaniały człowiek i wielki patriota. Dla młodych członków „Solidarności” stanowił wzór do naśladowania – dodaje U. Radek.

– Był też niezwykle bezpośredni, otwarty i odważny. Miał ogromne poczucie humoru. Po przejściu na emeryturę został aktywnym działaczem związku NSZZ „Solidarność”, będąc przewodniczącym Koła Emerytów i Rencistów. Zbierał składki, kolportował prasę podziemną, uczestniczył w mszach świętych odprawianych za Ojczyznę. Aresztowano go 11 listopada 1982 roku, podczas manifestacji z okazji Święta Niepodległości. Zebraliśmy się wtedy na górce naprzeciw dawnego urzędu i paliliśmy świeczki. Podeszło do nas dwóch ubeków i zabrali Jana na posterunek milicji. Potem wywieźli go do aresztu na ul. Południową w Lublinie. Nim załatwiliśmy zezwolenie na widzenie dla jego żony, trafił do więzienia w Olszynce Grochowskiej. Po interwencji Andrzeja Sokołowskiego u mecenasa Jana Przeciechowskiego i za jego poręczeniem, został zwolniony i potem odpowiadał z wolnej stopy. Z więzienia odebrała go moja przyjaciółka. Miał wysoką temperaturę, więc na kilka godzin zatrzymali się u jej siostry w Warszawie. Do Świdnika wrócili dopiero późnym wieczorem. Nieżyjąca już doktor Zofia Wolska stwierdziła u niego zapalenie płuc. Opowiadał, że młodzi współwięźniowie traktowali go jak dziadka, parzyli mu herbatę. Zapewniali, że go wyleczą. Rozprawa odbyła się w 1984 roku. Otrzymał wyrok skazujący w zawieszeniu. Odszedł nagle, w grudniu 1985 roku, do końca wierny „Solidarności”.
aw

Na podstawie rozmów z U. Radek i tekstu K. Bachanka. Tytuł artykułu to parafraza pierwszych wersów tekstu J. Kondraka „Pożegnanie z Marią”. Zdjęcie z obchodów w roku 2018 r.

Program obchodów

Oficjalne uroczystości zaplanowano 5 lutego. O godz. 19.00, mieszkańcy spotkają się przy pomniku Świdnickich Spacerów, na placu przy fontannie, i wspólnie ruszą na spacer wzdłuż ul. Niepodległości. O godz. 19.30, w sali kameralnej Centrum Kultury, wysłuchają koncertu „Dla Świdnika”, w wykonaniu Bartłomieja Kurowskiego. Wstęp wolny.

Pamięć o Świdnickich Spacerach będzie również propagowana wśród młodzieży. 11 lutego uczniowie podstawówek oraz SOSW wezmą udział w międzyszkolnej grze miejskiej „Świdnicki Spacer”. Jej organizatorami są SP nr 5 i Strefa Historii.

– W zabawie wystartuje dziewięć klas. Będą rozwiązywać różne zagadki związane z historią Świdnika i jego mieszkańcami. Pomoże im w tym specjalna aplikacja na telefon – wyjaśnia Andrzej Misiurski ze Strefy Historii.

Zwycięzców zabawy poznamy 14 lutego. O godzinie 10.30 zaplanowano rozdanie nagród oraz koncert Bartasa Szymoniaka, pt. „Pamiętamy”, wieńczący tegoroczne uroczystości.

Rocznicowym obchodom będzie również towarzyszyła wyjątkowa wystawa. Od 3 do 14 lutego, w holu kina Lot, będzie można oglądać ekspozycję „586 dni stanu wojennego”, przygotowaną przez Instytut Pamięci Narodowej.
af

Artykuł przeczytano 3084 razy

Last modified: 4 lutego, 2020

Zmień język »
Przejdź do treści