sobota, 30 maja 2026r.

Talenciarka ze Świdnika

Autor: |

Nazwa nie jest przypadkowa — trzeba mieć prawdziwy talent i zdolności manualne, aby tworzyć takie cudeńka, jakie oferuje sklepik artystyczno-rękodzielniczy przy ul. Witosa 4A. Wśród propozycji znajdują się, między innymi, biżuteria z żywicy, wykonywane na zamówienie wyjątkowe pamiątki z mleka matki czy szydełkowe breloczki. Jego właścicielka, Małgorzata Toruń, zaprasza mieszkańców naszego miasta na zakupy, a nam opowiada o tym, skąd wzięła się jej pasja do rękodzieła oraz jaką ofertę przygotowuje dla najmłodszych, a także nieco starszych Świdniczan.

– Na swojej stronie napisała Pani, że pasjonuje się wszelkiego rodzaju rękodziełem, od kiedy pamięta. Jakie jest więc to pierwsze wspomnienie?

Małgorzata Toruń: – Jeszcze chyba z przedszkola i szkoły podstawowej (śmiech). Była wtedy moda na bransoletki wyplatane z muliny. Opanowałam wszelkie możliwe sploty i wszystkie moje koleżanki nosiły taką biżuterię. Później było tak, że cokolwiek nowego się pojawiało, musiałam tego spróbować. Zostało mi to zresztą do dzisiaj.

– Kiedy przyszedł pomysł, by artystyczne zacięcie i zajęcie połączyć z pracą zawodową?

M.T.: To był rok 2021, urodziłam syna. Mieszkaliśmy z mężem w Anglii, z dala od rodziny i znajomych. Jako młoda mama potrzebowałam chwili dla siebie, jakiejś odskoczni. Szukałam inspiracji, a że zawsze marzyłam, żeby robić coś z żywicy, zaczęłam właśnie od niej. Tworzyłam breloczki, kolczyki, inne drobiazgi. Sprzedawałam je koleżankom, znajomym. W międzyczasie, ponieważ byłam mamą, wychowującą w ideologii bliskościowej syna nosiłam w chuście i karmiłam piersią, później córkę również chciałam mieć pamiątkę z tego okresu macierzyństwa. Był to dla mnie bardzo ważny etap życia. Zaczęłam szukać, ale okazało się, że takie pamiątki są bardzo drogie. Oczywiście rozumiem dlaczego, wymagają odpowiedniej techniki i wiele pracy, proces jest długi i wymagający. Pomyślałam jednak, że może sama nauczę się takie rzeczy robić. Okazało się, że nie jest to takie proste. Trzeba odmierzyć dokładnie proporcje, przeprowadzić konserwację mleka w odpowiedniej temperaturze, następnie żywica też musi mieć odpowiednie warunki. Cały ten proces – od kropli mleka do biżuterii trwa minimum dwa tygodnie. Od tego tak naprawdę zaczęła się moja zawodowa historia. Robiłam biżuterię pamiątkową z mleka mamy, potem zaczęłam dodawać włoski i pępowinę.

– W naszym kraju nie jest to chyba popularny trend?

M.T.: W Anglii było to coś w miarę popularnego i dostępnego, w Polsce natomiast tego typu biżuteria jest mało znana, budzi też nieco kontrowersji. Miałam jednak zamówienia internetowe, a później, kiedy otworzyłam sklep, również i ze Świdnika. Robię ją do tej pory, ale poszerzyłam zakres. Nie tylko mamy mogą upamiętnić najcenniejsze dla siebie chwile. Biżuterię proponuję również właścicielom zwierząt. Mogą zamówić pamiątkę np. z sierścią swojego pupila.

– Wspomniała Pani o sklepie. Proszę opowiedzieć, kiedy powstał i dlaczego zdecydowała się Pani na tego rodzaju działalność.

M.T.: –  Po powrocie do Polski i urodzeniu córki, kontynuowałam produkcję pamiątek. Pojawiła się też szansa uzyskania dotacji na działalność. Pomyślałam, że z niej skorzystam. W grudniu 2024 roku otworzyłam sklep stacjonarny, nieco później internetowy, a że nie ograniczam się do jednej rzeczy, mam w ofercie, między innymi, biżuterię z żywicy, kamieni naturalnych, które są teraz bardzo modne, stali nierdzewnej i srebra. Proponuję również breloki robione na szydełku, które można przyczepić do kluczy, torebki czy plecaka. Każdy z przedmiotów powstaje z serca, jest jedyny i niepowtarzalny. Na początku sprzedawałam też prace osób z całej Polski, na przykład kubki, biżuterię, okolicznościowe gadżety, bo chciałam, żeby sklep był miejscem, które łączy pasję, rękodzieło i twórczość, nie tylko moje, ale i innych utalentowanych rzemieślników. Codzienność zweryfikowała pierwotny pomysł, nieco zmieniam koncepcję, nastawiając się głównie na swoje wyroby. Stąd wyprzedaż zapraszam, można kupić wszystko w naprawdę okazyjnej cenie. Od niedawna w sklepie mam też „Kreatywny Kącik”, który chciałabym rozwinąć. Sprzedaż rękodzieła bardziej sprawdza się internetowo albo na różnego rodzaju jarmarkach. Zachęcam do odwiedzenia strony www.talenciarka.com. Można tam złożyć zamówienie, które staram się realizować jak najszybciej. Inna opcja to odbiór osobisty w sklepie. Jest czynny w godz. 13.00-18.00. W Lublinie będzie można spotkać mnie i innych niesamowitych rękodzielników na Starym Mieście, na kiermaszach „HandMade Weekend” organizowanych przez Fundację Lubelskie Koziołki. Kiermasze odbywają się cyklicznie przez całe lato przy ul. Jezuickiej 19. Serdecznie zapraszam, panuje tam wspaniały klimat.

– W Pani ofercie znajduje się przywołany już „Kreatywny Kącik” i spotkania tematyczne.

M.T.: – Myślę o młodszych dzieciach i zajęciach na zasadzie DIY, bo dużo można zrobić tak naprawdę z niczego, jeśli tylko ma się odrobinę wyobraźni i jakiś pomysł. Uwielbiam tego typu rzeczy i ze swoimi dziećmi co chwilę coś kombinujemy. Ostatnio ze zwykłego kartonu zrobiliśmy w pełni wyposażony, dwupokojowy domek. Lubię podążać za nimi, kiedy widzę, że już im coś świta w głowach. Nie chcę im niczego narzucać, gdy chodzi o fantazję. Właśnie to jest moim mottem w „Kreatywnym Kąciku”. Może tu przyjść mama z pociechami, które wybierają sobie, co im się podoba – kredki, plastelinę, farby, papier, klej, brokat, patyczki, druciki kreatywne czy koraliki, a ja tylko staram się pomóc w tym, co robią. W ten sposób, dzięki swobodnej twórczości, dziecko uczy się kreatywności. Samo doświadcza, poznaje różne faktury, konsystencję, ćwiczy zdolności manualne, koordynację. Mamy nie muszą się martwić rozlaną farbą czy podłogą w brokacie. Właśnie po to stworzyłam to miejsce, aby bałagan nie ograniczał wyobraźni najmłodszych. Opłata za 60 minut zabawy to tylko 15 zł. W planie mam też różne spotkania tematyczne, np. robienie witraży z kwiatów – rośliny właśnie suszą się na parapecie. To propozycja dla dzieci już od 3. roku życia. Będziemy układać i przyklejać kwiatuszki, robić ramki. Takie zajęcia rozwijają manualnie, bo trzeba będzie operować pęsetką lub precyzyjnie paluszkami. Zainteresowani mogą śledzić profil Talenciarka na Facebooku, pojawi się tam dokładna data spotkania, prawdopodobnie będzie to pierwszy tydzień czerwca, być może Dzień Dziecka. W planach mam też zajęcia szydełkowania, jakieś proste wzory typu opaska czy kwiatuszek, bo o to prosili młodzi klienci. Mam znajomą, która maluje akwarelami i chętnie poprowadzi warsztaty, więc jeśli tylko będzie zainteresowanie, zrobimy i takie spotkanie. Pomysłów mi nie brakuje, jestem też otwarta na sugestie Świdniczan.

–  Czy są to pomysły skierowane tylko do najmłodszych?

M.T.: –  Studiuję pedagogikę, więc bardzo się cieszę, że w Talenciarce mogę połączyć miłość do dzieci z pasją do tworzenia. Uwielbiam pracować z maluchami, ale nie wykluczam również zajęć dla osób starszych. Na szydełkowanie już są chętni (śmiech). Jednak nie wszystko na raz, staram się realizować zadania krok po kroku.

– Szydełkowanie jest obecnie bardzo popularne. To Pani ulubiona technika rękodzieła?

M.T.:Najbardziej lubię próbować nowych rzeczy, o czym wspomniałam na początku naszej rozmowy. Coś mnie zainteresuje, więc muszę zgłębić temat, nauczyć się i doprowadzić do momentu, kiedy jestem z tego zadowolona, a potem już przydałoby się coś nowego (śmiech). Ale do tej pory bardzo lubię pracować z żywicą, która daje dużo możliwości. Nie jest to łatwe, bo trzeba zachować zasady BHP.  Żywica w stanie płynnym jest materiałem mocno toksycznym, więc w swojej pracowni, która znajduje się nad sklepem, mam specjalną maskę, ubranie, filtry, rękawiczki. Jeśli chodzi o szydełkowanie, rzeczywiście teraz chyba najbardziej mnie pochłania. Nauczyłam się, oglądając filmiki na You Tube. Najpierw były proste ściegi, potem wzorki, a obecnie już sama coś wymyślam, bez wzorowania się na schematach. Te pszczoły i kwiatki, które tutaj mam, są mojego autorstwa. W ogóle wszystkiego uczę się z Internetu, jestem członkiem różnych grup na Facebooku i to jest najfajniejsze, bo ludzie przekazują tam sobie wiedzę i doświadczenie. Uważam też, że metoda prób i błędów jest najlepsza. Coś nie wyszło, więc zastanawiam się, co zrobiłam źle i robię to jeszcze raz.

– Jest coś, czego jeszcze Pani nie próbowała robić, a bardzo by chciała?

M.T.: Teraz nic nie przychodzi mi do głowy, ale proszę zapytać za miesiąc, coś na pewno się znajdzie (śmiech). Chociaż… nie próbowałam jeszcze gipsu i gliny, a też mnie pociągają. Można robić odlewy albo coś ulepić. Ostatnio też oglądam sporo filmików z cudami tworzonymi z drucików kreatywnych, zwłaszcza kwiaty mnie zachwycają. Wszystko przede mną. O, jeszcze sobie przypomniałam, że w międzyczasie przez moją twórczość przewinęły się też makramy.

– Fajnie jest być swoim własnym szefem?

M.T.:To cięższy temat, niż myślałam. Z jednej strony fajnie, bo robię, co chcę. Wymyśliłam sobie „Kreatywny Kącik”, więc szybkie przemeblowanie i jest. Nie każdy szef by się na to zgodził. Własna działalność wymaga też jednak dużej samodyscypliny, samozaparcia, zorganizowania i opanowania. Najgorsza strona tego biznesu to faktury, pilnowanie terminów płatności, itd. Wszystko oczywiście jest do przeżycia, a jak mam gorszy dzień, siadam z szydełkiem, wydziergam dwie pszczoły i humor mi się poprawia. Mam ogromną satysfakcję z tego, co robię, a to chyba najpiękniejsze w pracy.

– Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Wójcik-Skiba, fot. GŚ, Talenciarka

Sklep artystyczno-rękodzielniczy Talenciarka

u. Witosa 4a, 21-040 Świdnik

tel. 789 185 983

adres e-mail: talenciarka@gmail.com

strona internetowa: https://talenciarka.com/

 

Artykuł przeczytano 49 razy

Last modified: 29 maja, 2026

Zmień język »
Przejdź do treści