środa, 13 maja 2026r.

Sylwetki świdniczanek – moja historia

Autor: |

Kontynuujemy cykl, w którym mieszkanki Świdnika prezentują swoje historie i dzielą się z Czytelnikami tym, co dla nich ważne, o czym nie chcą zapomnieć lub o czym chciałyby przypomnieć wszystkim paniom i nie tylko im. Cykl powstał z inicjatywy i we współpracy ze Świdnicką Radą Kobiet. 

W tym numerze o swoim życiu opowiada Krystyna Suszek: – W 1969 roku przyjechałam do Świdnika wraz z mężem Jankiem i córką Iwonką  z miejscowości Gozdnica (woj. zielonogórskie). Świdnik w tym czasie był w rozbudowie. Obydwoje z mężem podjęliśmy pracę w WSK. On w dziale zatrudnienia, a ja byłam planistką na W-11-12, gdzie zapoznawałam się obróbkami części śmigłowca. W 1971 roku urodził się nam syn Piotr. Przez pół roku jego życia nie było żadnych problemów zdrowotnych. Kiedy miał 7 miesięcy, zachorował na anginę i to przyczyniło się do jego choroby, zwanej porażeniem mózgowym z niedowładem prawostronnym. Nie widział, nie chodził. Trzeba było szukać sposobu, aby mu pomóc. Nie było w mieście rehabilitacji dla małych dzieci. Dowiedzieliśmy się jednak, że zaczyna powstawać placówka, zajmująca się takimi przypadkami. Było to małe pomieszczenie przy ulicy Kościuszki, ale szczęście ogromne, bo mogliśmy wyjść z domu, porozmawiać z ludźmi mającymi te same problemy. Dzięki determinacji rodziców, a w szczególności ówczesnej przewodniczącej zarządu Koła – pani Mirosławy Greli i innych rodziców otrzymaliśmy pomieszczenie po byłym żłobku. Jaka to była radość, można było porozmawiać o naszych problemach, nieprzespanych nocach, niezrozumieniu przez innych. Zatrudniona została pani rehabilitantka, potem druga i już coś się działo. Społeczeństwo nasze nas nie akceptowało, bywało tak, że gdy szliśmy, pokazywano nas palcem, a czasem nawet pluto za nami… My jako rodzice nie ustawaliśmy w szukaniu lepszego życia dla dzieci. Wielokrotnie, jako już przewodnicząca zarządu Koła w Świdniku, starałam się o pomoc finansową na funkcjonowanie naszego Ośrodka. Trudno było. Cieszyliśmy się z tego, co mieliśmy, ale chcieliśmy dla naszych dzieci więcej i dlatego wykorzystywaliśmy wszystkie możliwości. I tak w 1995 roku, dzięki zaangażowaniu ówczesnego i obecnego burmistrza Waldemara Jaksona, otrzymaliśmy dodatkowe pomieszczenia przy ulicy Kościuszki 8 na nasze działania. Dziś już cały obiekt jest zaadaptowany na działalność pomocową. Cieszył nas bardzo i uspokajał fakt, że dzieci miały fachową opiekę, rehabilitację, różnorodne zajęcia, spotkania, wykwalifikowaną kadrę. Dziś dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością jest lepiej, bo zrozumienie w społeczeństwie jest inne i my coraz częściej pokazujemy nasz dorobek. Nasze dzieci mogą realizować się i wyrażać poprzez swoje talenty, pasje, zdolności i cieszyć się tym, sprawiając i nam – rodzicom, radość i dumę ze swoich osiągnięć, czasem może ledwo dostrzegalnych, ale dla nas ogromnych. Jako rodzice zdobywaliśmy codziennie nasz Mount Everest, ale było warto!

ks, fot. arch. K. Suszek

Artykuł przeczytano 828 razy

Last modified: 30 stycznia, 2024

Zmień język »
Przejdź do treści