czwartek, 30 kwietnia 2026r.

Lipiec, którego nie wolno zapomnieć

Autor: |

Rozpoczęło się 8 lipca 1980 roku o godzinie 8.20. Grupa pracowników wydziału 320, która odwiedziła bufet stwierdziła, że wbrew wcześniejszym obietnicom władz podniesiono ceny artykułów żywnościowych. Postanowili przerwać pracę. O godz. 12.00 strajkował już cały zakład Reprezentacja załogi udała się na rozmowy z dyrekcją. Następnego dnia do zakładu przyjechali przedstawiciele władz wojewódzkich i centralnych – wojewoda Stępień i minister przemysłu maszynowego Kopeć.

Tymczasem do postulatów socjalnych zaczęto dołączać kolejne. Zebrało się ich ponad sześćset,. Ostatecznie ułożono z nich listę liczącą 160 punktów. Nad nią właśnie delegacja partyjno-rządowa dyskutowała z przedstawicielami protestujących pracowników. Zawierały, między innymi postulaty zmniejszenia dysproporcji płacowych, ustalenia jasnych i jednoznacznych kryteriów przeszeregowań. Wnioskowano o zwiększenie dodatków rodzinnych i przedłużenie urlopów macierzyńskich. Żądano poprawy zaopatrzenia miasta w żywność, zaniechania ukrytych podwyżek cen, zlikwidowanie przydziałów na artykuły deficytowe. Po 8-godzinnym maratonie rokowań i 81,5 godzinach trwania protestu, doszło do podpisania porozumienia. Był to pierwszy tego rodzaju dokument w historii PRL. W zakładowym radiowęźle odczytał go Jan Czogała, dyrektor naczelny fabryki.

Terminy „strajk” i „komitet strajkowy” nie istniały w ówczesnym słowniku PRL. Dlatego załogę WSK reprezentował w rozmowach z przedstawicielami władzy Komitetu Postojowego. 11 lipca 1980r., w dniu podpisania porozumienia, w jego skład wchodzili: Zofia Bartkiewicz (przewodnicząca), Zygmunt Karwowski (wiceprzewodniczący), Roman Olcha (sekretarz), Eugeniusz Antoniewicz, Wiesław Bielak, Bolesław Cużytek, Zbigniew Dankiewicz, Witold Iwanicki, Józef Kępski, Ryszard Krzyżanek, Ryszard Kuc, Jan Leśniak, Zdzisław Oleszczuk, Adam Oleszek, Marian Pęcak, Stanisław Pietruszewski, Stefan Płowaś Zbigniew Puczek, Urszula Radek, Grzegorz Stankiewicz.

Podpisanie dokumentu nie było jednak końcem, ale początkiem drogi. Rozpoczęła się organizacja Wolnych Związków Zawodowych. W konsekwencji, w sierpniu powstał pierwszy w części Europy pozostającej pod władza komunistów, pierwszy Niezależny, Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”

Przelana czara goryczy

 Zarzewie protestu rzucił Mirosław Kaczan, pracownik wydziału 320: – To był normalny dzień pracy. Rano stanąłem przy swojej maszynie, na III gnieździe wydziału 320. Robiłem wtedy pierścienie do piasty Mi-2. Obok mnie pracował Stanisław Konowałek i Adam Zieliński. Jak co dzień koledzy zaraz po otwarciu baru poszli na śniadanie. Ja zwykle brałem kanapki z domu. W pewnym momencie usłyszałem podniesione głosy mężczyzn. Koledzy wyszli z baru i w mocnych słowach coś komentowali. Stasio Konowałek wrócił do maszyny i od niego dowiedziałem się, że w barze podrożała żywność. Ponieważ dzień wcześniej, w Dzienniku Telewizyjnym zapowiedziano, że podwyżki cen nie obejmą punktów zbiorowego żywienia, a że jestem impulsywny, wiadomość przyniesiona z baru ogromnie mnie zdenerwowała. – Stasiek, tak dalej być nie może, stajemy. Wyłączamy maszyny – strajk. – Te, wypowiedziane wtedy słowa pamiętam do dzisiaj. Nie wiem skąd mi się wzięły. Jestem z natury buntowniczy i widocznie protest przeciw ustrojowi, otaczającej nas rzeczywistości tkwił we mnie, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy. Stasio przyznał mi rację, zatrzymaliśmy maszyny i usiedliśmy przy stoliku, przy którym zwykle jadało się śniadania. Wkrótce też nadeszła pani Marysia Stańczak, z którą kilka dni wcześniej rozmawialiśmy o przywiezionych przez kierowców wieściach, o narastającym w kraju niezadowoleniu.

– Dlaczego siedzicie – zapytała. A my na to – strajkujemy. To tylko we dwóch, zdziwiła się. Podeszliśmy do innych pracowników, którzy początkowo zaskoczeni słuchali o strajku, ale natychmiast do nas dołączyli. Stanęły maszyny, wyłączyliśmy lampy. Ogarnęło nas dziwne wrażenie – o tej porze dnia na III gnieździe nigdy nie było cicho i ciemno.

Podeszliśmy do Antka Grzegorczyka z II gniazda: – Władza robi nas w trąbę, karmi samymi kłamstwami. Nie dajmy się dłużej oszukiwać. Antka nie trzeba było długo przekonywać i II gniazdo poszło za nami. Potem dołączyła reszta wydziału, a następnie W- 340, W-020, wreszcie cała jedynka. Co dziwne, co szczególnie uderza mnie po latach, nikt nie był przeciwny strajkowi, wszyscy natychmiast przyłączali się do nas.

Wydział 320 zgromadził się na naszym gnieździe. Przyszedł mistrz Marian Piłat, zdziwiony zastaną sytuacją i zawiadomił o niej kierownika zmianowego Romana Opalińskiego. Ten z kolei próbował namówić nas do podjęcia pracy, podczas gdy sam miał porozmawiać z dyrekcją zakładu. Nikt się na takie rozwiązanie nie zgodził i kierownik wyszedł z wydziału. Długo nie wracał. My natomiast zawiadomiliśmy o strajku halę dwójkę i kuźnię. Każdy szedł tam, gdzie miał znajomych. Koledzy wracali z jedną odpowiedzią – tam też robią to, co my.

Wyszliśmy przed halę i spotkaliśmy idącego na wydział dyrektora Jana Czogałę, Zdzisława Mazura z Rady Zakładowej i kogoś, dziś nie pamiętam już, kto to był, z Komitetu Zakładowego PZPR. Przedstawiliśmy im swoje opinie na temat podwyżek. Dyrektor obiecał interweniować w tej sprawie i zaprosił delegacje protestujących wydziałów na rozmowy do sali konferencyjnej. Spotkanie rozpoczęło się koło południa. Była tylko produkcja, bo biurowiec jeszcze nie podjął strajku. Na razie się przyglądali, ogromnie zaskoczeni rozwojem zdarzeń. Oprócz dyrektora, sekretarza partii, przybył tez prezes Gminnej Spółdzielni, prowadzącej zakładowe bary. Wybuchła gorąca i ostra dyskusja, początkowo o podwyżkach, coraz bardziej nabierająca  jednak politycznego charakteru. Ludzie mówili, że mają dosyć partii, jej oszukaństwa, krytykowali też związki zawodowe, które, tak naprawdę, nie reprezentowały robotników. Prezes GS zaproponował cofnięcie podwyżek, na co sala zareagowała śmiechem. – Nam chodzi o zmianę systemu rządzenia, podwyżki pensji, lepsze zaopatrzenie w mieście – padały głosy uczestników spotkania.

Rano sam zacząłem strajk, a w południe byłem autentycznie zaskoczony jego rozmiarami i  tak ostro wyrażanymi opiniami. Nie sądziłem, że w ludziach siedzi tyle goryczy, złości oraz że zdolni są do tak poważnych i mądrych przemyśleń. Przecież, na co dzień, w większym gronie baliśmy się o tych sprawach rozmawiać.

W jedności siła i zwycięstwo

Wybitną postacią historycznych dla świdnickiej fabryki lat 1980-81 był Jan Czogała, dyrektor naczelny zakładu, oficer Ludowego Wojska Polskiego. Zapisał się jako ten, który w decydującej chwili stanął po stronie pracowników. Świdnicki Lipiec ’80 wspominał w jego 30. rocznicę: – Lubelski Lipiec nie może być skazany na porażkę w batalii o pamięć z Polskim Sierpniem i z Gdańskiem. Pokojowe, osiągnięte drogą negocjacji, rozstrzygnięcia protestów na Lubelszczyźnie stało się inspiracją do rozpoczęcia lepiej zorganizowanego i dalej idącego strajku w Stoczni Gdańskiej, a następnie na całym Wybrzeżu. ”Strajki Lubelskiego Lipca, zapoczątkowane zrywem w WSK PZL Świdnik, można uznać za swoiste preludium do pamiętnego Sierpnia, który w dziejach Polski otworzył zupełnie nowy rozdział – drogi do odzyskiwania niepodległości.

To tu, po raz pierwszy „klasa robotnicza” zastrajkowała na terenie zakładu, i nie wyszła na ulice, nie poszła pod komitety partyjne, jak w Poznaniu, Gdańsku, Gdyni – czym protestujący wykazali swą mądrość. To tu, po raz pierwszy, zawiązał się sojusz inteligencji z „klasą robotniczą”. Było to przysłowiowe przypieczętowanie jedności działania, potwierdzające zrozumienie przez protestujących, iż w jedności siła i zwycięstwo.

To tu wymyślono postulaty i podpisano pierwsze pisemne porozumienie, zawarte między „władzą” a „komitetem postojowym” – reprezentującym protestujących pracowników. Minister Spraw Wewnętrznych natychmiast ostrzega najwyższe władze, że porozumienie w Świdniku, po rozszerzeniu się informacji na ten temat, wpłynie negatywnie na załogi innych zakładów pracy, co się w pełni potwierdziło, gdyż stąd został uruchomiony przekaz do innych zakładów – jeszcze przed podpisaniem porozumienia, który uruchomił lawinę strajków i protestów, przetaczających się przez dwa tygodnie po Lubelszczyźnie. To tu doświadczenia nabierali przedstawiciele „władzy”, którzy podpisywali porozumienia Sierpniowe w Gdańsku.

jmr

 

Artykuł przeczytano 2310 razy

Last modified: 8 lipca, 2020

Zmień język »
Przejdź do treści