Wczoraj, w dniu święta Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła odbyły się uroczystości w świdnickiej parafii, która obrała Ją sobie za patronkę. Historycznym wręcz wydarzeniem było poświęcenie mozaiki Matki Bożej z Dzieciątkiem wykonanej przez związanego od ćwierćwiecza z parafią świdnickiego artystę, Mariusza Kiryłę. Poświęcenia dokonał ks. kanonik Tadeusz Nowak wieloletni proboszcz parafii.
– Kiedy pierwszy raz zobaczyłem na frontonie kościoła mozaikę w nocnym oświetleniu, nie mogłem się od niej oderwać chyba z piętnaście minut. Doskonale dobrane przez Edwarda Nakoniecznego światło wydobywa z niej barwy i klimat, które trudno zauważyć za dnia, choć i wtedy robi duże wrażenie. Brąz zamienia się w złoto, szarość w srebro. Dopiero teraz widać jak obecność obrazu potrafi ocieplić surową bryłę kościoła, nadać jej dodatkowego sacrum – mówi ksiądz kanonik i dodaje: – Niewiele jest w naszej archidiecezji podobnych obiektów. Jedyny, jaki mi się kojarzy to mozaika w kościele parafialnym w Poniatowej. Dlatego możemy szczycić się tym, że posiadamy dzieło wyjątkowe.
Mozaika Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła jest kopią obrazu ze ściany jednego z budynków w Watykanie. Na malowidło zwrócił uwagę ks. proboszcz Andrzej Krasowski i postanowił zaproponować wykonanie jego repliki, która zawisła na frontonie kościoła w Świdniku. Stworzenie mozaiki zajęło Mariuszowi Kiryle 6 miesięcy nauki i żmudnej pracy. Trzeba było matematyka, żeby obliczyć, że składa się na nią 50 tysięcy drobnych kawałków ceramiki, zrywanych i układanych nieraz po kilka razy, bo artyście nie podobał się efekt własnej pracy.
Jak pogodzić glazurnika z malarzem?
Biedny artysta nie do końca zdawał sobie sprawę, co go czeka. Nie miał doświadczenia w pracy z mozaiką. Na materiał wybrał twardą terrakotę. Struktura pracy składała się z kwadracików, bądź nieregularnych kształtów o powierzchni niejednokrotnie mniejszej od 1 cm kw. Jak to pociąć? Narzędziem była mechaniczna piła z diamentowym ostrzem. Z powodu mikroskopijnej wielkości elementów odpadało użycie przyrządów czy nawet rękawic ochronnych. Bezpieczeństwo swoich palców artysta zdał na łaskę Boga.
Początek był stosunkowo łatwy. Jednolite płaszczyzny tła można było wykonać z jednakowych kwadratów. Schody zaczęły się przy wyklejaniu postaci Maryi i Jezusa.
– Nasza Matka Kościoła różni się od oryginału kolorystycznie. Tam są turkusy, u nas błękity, ultramaryny i kobalty. Chodziło o zachowanie barw w promieniach zachodzącego słońca, gdyż mozaika zwrócona będzie na zachód. Ponieważ jestem malarzem, musiałem pogodzić malarskie widzenie przestrzeni z myśleniem ceramika, którym nigdy nie byłem. Zasadniczym problemem było uzyskanie efektów perspektywy i światłocienia. Wielokrotnie naklejałem i zrywałem płytki, starając się, by toporna materia stała się plastyczna i posłuszna – opowiada M. Kiryła
Złota era mozaiki
W końcu przyszło do ozdobienia mozaiki detalami z materiałów szlachetnych. Parafianki podarowały ametysty, prawdziwe korale i turkusy. Płatki z 24 karatowego złota pokryły korony i aureole Matki i Dzieciątka. Jednak, jak twierdzi Mariusz Kiryła, twórcy nie przeliczają wartości swoich dzieł na pieniądze. Zastosowanie szlachetnych materiałów ma wyłącznie podnieść ich walor artystyczny. Złoto jest natomiast w sztuce sakralnej atrybutem boskości. Rozświetlone przez słońce podkreśli majestat wizerunku.
Ćwierć wieku z parafią
– Nie zbudowałem w życiu domu, ale i tak stworzyłem dzieło, które jest dla mnie bardzo ważne. Jest ono jakby podsumowaniem ćwierćwiecza mojej obecności i pracy w tym kościele. Cieszę się tym bardziej, że również kiedy nie będzie mnie już na świecie, dzieci i wnuki będą mogły obejrzeć efekt mojej pracy w tak ważnym miejscu – podsumowuje M. Kiryła.
Artykuł przeczytano 1972 razy
Last modified: 2 czerwca, 2020



