Po meczach z Krispolem Września i AZS AGH Kraków, wśród fanów świdnickiej siatkówki zapanowała lekka panika. Nagle przestało być oczywiste, że PZL Leonardo Avia zagra w play offach jako jedna z 8 najlepszych drużyn Tauron 1. Ligi. O formie drużyny i perspektywach na decydujące pojedynki fazy zasadniczej rozmawialiśmy z Witoldem Chwastyniakiem, trenerem żółto-niebieskich.
– Rzeczywiście, od początku roku kalendarzowego wkradło się do zespołu sporo niepewności i nerwowości. O ile uspokoiliśmy trochę grę na wyjazdach, w domu postawa zespołu jest gorsza i właściwie trudno zdefiniować przyczynę tej sytuacji. Z Wrześnią dwie pierwsze partie kompletnie nam nie wyszły. W trzeciej się podnieśliśmy, w czwartej prowadziliśmy 17:12, ale ostatecznie przegraliśmy tego seta. Z Krakowem pierwszego seta zagraliśmy bardzo dobrze, drugiego przegraliśmy po kilku własnych błędach. Trzeci wydawał się być pod kontrolą jeszcze przy stanie 18:16. Potem stracone cztery proste piłki, zwiesiliśmy głowy i ostatecznie oddaliśmy komplet punktów krakowianom. A przecież zdajemy sobie sprawę o co gramy. Pierwsza runda rozbudziła apetyty wśród kibiców i działaczy, tak naprawdę w nas wszystkich. Druga taka różowa już nie jest, chociaż play offy pozostają nadal w zasięgu ręki. Jesteśmy na szóstym miejscu. Co prawda za plecami zrobiło się ciaśniej, rywale zbliżyli się punktowo, ale pozostało jeszcze pięć meczów i wiemy co trzeba zrobić, żeby zagrać w play offach. Przypomina mi się historia z ubiegłego sezonu, kiedy sytuacja była podobna. Jeszcze na trzy kolejki przed końcem sezonu zasadniczego byliśmy zagrożeni odpadnięciem z play offów. Przełamaliśmy się dopiero w Tomaszowie Mazowieckim. Chłopaki uwierzyli w siebie i potem pokonaliśmy w play offach faworyzowaną Gwardię Wrocław. Nie twierdzę, że w tym roku będzie podobnie, bo każdy sezon jest inny. Inny jest też skład zespołu. Nie mamy zbyt szerokiej kadry, trudno o rotację w pierwszej szóstce, a sezon jest długi. Podstawowi gracze mają już prawo czuć się zmęczeni. Wielu młodszym chłopakom brakuje jeszcze doświadczenia, stąd wahania ich formy. Kluczem do sukcesu jest jej powrót w odpowiednim momencie.
– Zdawało się, że jesteśmy już w komfortowej sytuacji, jeśli chodzi o miejsce w pierwszej ósemce. Teraz kibice zamienili się trochę w księgowych. Zaczynają liczyć punkty i kalkulują ile ich wystarczy, żeby zagrać w play offach. Fajnie byłoby nie stać pod ścianą podczas ostatnich meczów, rozgrywanych z teoretycznie słabszymi drużynami, bo potrafi to sparaliżować postawę zawodników. Jaki jest plan na pięć najbliższych i zarazem ostatnich w fazie zasadniczej spotkań?
– Ostatni mecz gramy u siebie z Sulęcinem. Zdając sobie sprawę, że raczej nie powalczą w pierwszej ósemce, ale są spokojni o ligowy byt, zagrają bez presji. Wtedy potrafią być groźni dla najlepszych. Dlatego chcielibyśmy mieć komfort gry ze świadomością, że dla nas też nie jest to mecz o wszystko. Dwa najbliższe spotkania wyjazdowe z czołówką tabeli, Częstochową i Będzinem, pokażą nam w jakim miejscu jesteśmy. Jednocześnie oba pojedynki możemy zagrać na całkowitym luzie, ponieważ nikt nie spodziewa się sukcesu w konfrontacji z tymi drużynami. Każdy zdobyty punkt zapisany zostania jako duży plus. Później mamy mecz u siebie z Głogowem i to właśnie spotkanie oceniam jako kluczowe dla naszego ostatecznego miejsca w tabeli. Trzy punkty zapewniają nam grę w play offach, chociaż może zaistnieć i taka sytuacja, że nawet bez żadnego zwycięstwa znajdziemy się w pierwszej ósemce. Kolejny rywal, Kluczbork, również przeżywa w drugiej rundzie kryzys. Na koniec pozostaje Sulęcin. W mojej ocenie zdobycie 6 punktów jest jak najbardziej realne, a po cichu liczę nawet na 8-9.
– Jak wiedzie się gorzej, to trzeba zrobić coś, żeby się poprawiło. Co w obecnej sytuacji trzeba zrobić na cito?
– Przede wszystkim potrzebujemy spokoju. Siatkówka nie lubi nerwowości, lubi spokój i cierpliwość. Drżąca ręka sprawia, że piłka się nas nie słucha. Poza tym czeka nas dużo pracy i odbudowa wiary w siebie i swoje umiejętności, które chłopaki przecież mają. Tak było w pierwszej rundzie, kiedy jechaliśmy do przeciwnika teoretycznie dużo silniejszego, ale potrafiliśmy pokonać go pewnością siebie i ufnością we własne siły. W drugiej rundzie przeciwnicy już nas rozpracowali. Wykorzystują nasze słabsze strony, a my w takich momentach zwieszamy głowy. Musimy więc odbudować się mentalnie. Wtedy ten sezon nie będzie stracony, wręcz przeciwnie, finalnie może być jeszcze bardzo udany.
– Od wejścia do Tauron 1. Ligi Avia notuje stały progres wyników. Powstało przekonanie, że nie może już być inaczej. Tymczasem sport jest bardzo nieprzewidywalny. Inaczej mistrzami byłyby ciągle te same drużyny. Życie pokazuje, że raz jest się czwartym, innym razem ósmym i nie jest to powód do rozpaczy. Czy nie jest przypadkiem tak, że żyjemy w Świdniku oczekiwaniami ponad stan i rzeczywiste możliwości? Trochę w tym i Waszej „winy”, bo osiągaliście nadspodziewanie dobre wyniki. Tymczasem pewnych ograniczeń, na przykład finansowych, nie da się przeskoczyć. Nie tylko my zbroimy się przed każdym sezonem. Robią to też inni i, de facto, co roku w lidze występują całkiem odmienione drużyny.
– Żeby każdego roku znaleźć się w pierwszej czwórce potrzebne są ogromne pieniądze. Można dzięki nim mieć długą ławkę rezerwowych, wyrównany skład, praktycznie dwie szóstki na tym samym poziomie. Tak dzieje się w Będzinie, Częstochowie i Wrocławiu. Ktoś, kto prześledzi składy tych drużyn, znajduje nazwiska z przeszłością plus ligową. Rzeczywiście w poprzednich latach graliśmy ponad plan. W pierwszym sezonie zadaniem było utrzymanie się w lidze, a zajęliśmy szóste miejsce. W drugim zakładaliśmy utrzymanie wyniku z pierwszego, wskoczyliśmy dwa miejsca wyżej…
– … I zrobiliście sobie tym krzywdę, bo sami zawiesiliście poprzeczkę, może zbyt wysoko jak na realne możliwości.
– Jesteśmy ludźmi ambitnymi. Po to się w sporcie trenuje, ciężko pracuje, żeby wygrywać. Niestety nie zawsze się to udaje, chociaż mam nadzieję, że w najważniejszym momencie sezonu będziemy silniejsi od przeciwników. Właściciel, zarząd klubu i kibice mają prawo tego od nas wymagać. Pracujemy i gramy licząc, że w najważniejszych meczach będą nas niezłomnie wspierać na dobre i na złe, jak dzieje się to do tej pory.
– Nie tracimy więc nadziei? Nikt przecież nie uwierzy, że chłopaki, którzy potrafią grać w siatkówkę nagle zapomnieli jak się to robi.
– Jak już wspomniałem, przyszedł moment, kiedy niektórzy zawodnicy mieli prawo poczuć się zmęczeni długim sezonem. W powrocie do formy, podniesieniu głowy nie pomagały kolejne porażki. Potrzeba nam jednego, dwóch wygranych meczów, żeby znowu uwierzyli w siebie. A potem jest nowe rozdanie w postaci play offów i wszystko może się zdarzyć. Najważniejsze, żebyśmy wszyscy wzięli się teraz w garść i poszli w tym samym kierunku. Sukces nie zależy od naszych rąk, ani nóg. Leży w naszych głowach.
jmr
Fot. Wojtek Borkowski
Artykuł przeczytano 1306 razy
Last modified: 24 marca, 2023



