poniedziałek, 20 maja 2024r.

Włoska wystawa

Autor: |

Ekspozycja własnych prac na Akademii Sztuk Pięknych, w łódzkim Ośrodku Propagandy Sztuki, w Willi Hilarego Majewskiego czy wreszcie w Cantieri del Contemporaneo-Giudecca w Wenecji brzmi dla młodego artysty plastyka jak spełnienie marzeń…

O wystawach w Polsce i za granicą, o zainteresowaniach i procesie twórczym, a także o marzeniach rozmawiałem z Emilią Berezą, świdniczanką, obecnie studentką trzeciego roku na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.

Opowiedz proszę, czym dokładnie się zajmujesz.

– Studiuję na specjalizacji tkaniny i stylizacja wnętrz. Wybierając uczelnię, zależało mi, by kontynuować naukę związaną z tą tematyką, bowiem wcześniej uczyłam się w lubelskim liceum plastycznym właśnie na kierunku tkanina artystyczna. Ten temat tak mnie zainteresował, że postanowiłam wybrać studia z nim związane. Na uczelni zajmuję się sztuką, pracuję w dwóch pracowniach – w pracowni druku oraz unikatu, tworząc bardzo różne prace.

Jak wyglądają zajęcia na uczelni artystycznej?

– To głównie kształtowanie nas jako artystów, pokazanie nam wielu technik i próba otworzenia nas na różne doznania artystyczne. Zajęcia prowadzone są w taki sposób, żebyśmy sami potrafili tworzyć jako artyści. Stajemy przed wyborem swojego kierunku, by móc go później doskonalić. Uczelnia nastawiona jest na artystyczność, to my wybieramy, w którą stronę będziemy chcieli się rozwijać.

Jaki kierunek w sztuce jest Twoim ulubionym?

– Powiedziałabym, że unikat, czyli coś, co ja wymyślam. Nie ma jednej konkretnej techniki, która jest mi najbliższa, dlatego uważam, że technika „łączona” będzie najlepszą odpowiedzią. Praca unikatowa polega na łączeniu różnych aspektów sztuki. Daje to możliwość spajania przeróżnych dziedzin, też w nieoczywisty i niecodzienny sposób. Bardzo często używam do tego ciekawych narzędzi i tworzę dosłownie coś z niczego. Jedną z prac, którą wykonałam tą techniką, są „Struktury mroku”. Do ich przygotowania użyłam tak naprawdę śmieci. Były to worki, nitki czy druty, które wpadły mi w ręce. Unikatowość dzieła polegała na tym, że do jego wykonania użyłam opalarki, prasy czy farby olejnej, która wysychając tworzyła ciekawe faktury. Dodawałam też materiały, a w efekcie powstała abstrakcyjna unikatowa praca.

Kiedy stwierdziłaś, że chcesz się rozwijać właśnie w tym kierunku? Pamiętasz swój pierwszy plastyczny sukces?

– Od dziecka nieodłącznym elementem mojej codzienności były kredki czy mazaki, a w szkole jednym z ulubionych przedmiotów była plastyka. Myślę, że mogę więc powiedzieć, że od zawsze wiedziałam, że to jest moje miejsce w świecie. Pierwszy sukces? Ogólnopolski konkurs plastyczny, który wygrałam. Byłam wtedy jakoś w drugiej lub trzeciej klasie szkoły podstawowej.

Wróćmy do Twojej pracy pod tytułem „Struktury mroku”. Z tego co wiem, została ona dostrzeżona nie tylko na Twojej uczelni.

– Historia „Struktur mroku” rozpoczęła się od konkursu zorganizowanego na akademii. Co roku organizowany jest tu konkurs im. Władysława Strzemińskiego, naszego patrona. Jest on kierowany do studentów od trzeciego roku, jednak, będąc na drugim roku, można wziąć w nim udział warunkowo, jak dostanie się promocję od profesora. Otrzymałam taką promocję, czego się nie spodziewałam. Jeszcze bardziej zaskakujące dla mnie było to, że dostałam się do wystawy laureatów. Rzadko zdarza się, że osoba z drugiego roku znajdzie się w gronie osób nagrodzonych. Wystawa laureatów miała miejsce w Ośrodku Propagandy Sztuki w Łodzi, można było ją oglądać przez miesiąc.

„Struktury mroku” poleciały również do Włoch.

– Tak, dostałam nagrodę od Muzeum Sztuki, a moja praca miała zostać wystawiona w którymś z ich obiektów. Już samo to było dla mnie ogromnym wyróżnieniem – każdy związany z twórczością artystyczną, który przyjeżdża do Łodzi, kieruje się właśnie do tego muzeum. Jednak dyrektor placówki w ostatniej chwili zdecydował, że pojedziemy do Wenecji. Żeby moja praca się tam znalazła, musiała przejść kilka poprzednich wystaw, o których wspomniałam.

Jak wyglądało przygotowywanie wystawy?

– To był specyficzny czas, byłam w trakcie sesji i jedyne, o czym myślałam, to zaliczenie kolejnego roku studiów. Kiedy pierwszy stres już minął, pojawiło się niedowierzanie. Oczywiście dominowała radość, to było niesamowite uczucie. Poleciałam do Wenecji, by wszystkiego dopilnować. Dyrektorowi muzeum zależało, żebym uczestniczyła w przygotowywaniu wystawy, razem z innymi studentkami, których prace również się tam znalazły. Chciał też, żebyśmy uczestniczyły w wernisażu. To była łączona wystawa. Muzeum wystawiało sztukę Stefana Krygiera, niegdyś wykładowcy akademii. Organizatorzy wystawy chcieli, by obok prac wielkiego artysty pokazać sztukę obecnych studentek tej uczelni. Wenecka wystawa bez wątpienia pozostanie w moich wspomnieniach jako niesamowita przygoda.

Twoje prace zawisły również w innych, intrygujących miejscach.

– Wystawa we Włoszech była niezwykła. Jednak, tak jak wspomniałam, moje dzieła znajdowały się też na innych ekspozycjach. W minione wakacje moja praca zatytułowana „Drgania” zawisła w Willi Hilarego Majewskiego. Wystawa „Korelacje” miała na celu ukazanie sztuki nowoczesnej na tle starodawnego budynku, zdobnych tapet i innych dekoracji. Praca została wykonana w technice druku cyfrowego.

Co przed Tobą w najbliższym czasie? Jakie masz dążenia, marzenia?

– Moim największym marzeniem jest spełniać się w sztuce i jakoś z tego żyć. Ale czy to się uda – życie zweryfikuje. A moim planem na najbliższy rok jest licencjat. Zaczęłam trzeci rok nauki, zależy mi, by pójść również na studia magisterskie. W tym momencie pracuję nad dyplomem.

Piotr Ślęp, fot. arch. E. Berezy

Artykuł przeczytano 351 razy

Last modified: 17 listopada, 2023

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »
Skip to content