środa, 19 czerwca 2024r.

Walczą nie tylko z ogniem

Autor: |

W minioną sobotę, 4 maja, strażacy obchodzili swoje święto. Ten rodzaj służby mundurowej cieszy się nadal ogromnym i niesłabnącym zaufaniem społeczeństwa. Nic dziwnego, strażacy na co dzień ratują życie ludzi i mienie, z narażeniem własnego życia i zdrowia. O krótkie podsumowanie ostatnich miesięcy służby naszych pożarników poprosiliśmy st. kpt. Pawła Dańkę, z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Świdniku.

– W ciągu minionego roku wzywani byliśmy do 685 zdarzeń. To podobna ilość jak w poprzednich latach. Tak więc ten okres można uznać za pracowity. Patrząc na statystki, połowa zdarzeń to pożary, zaś druga część to miejscowe zagrożenia. Odnotowano również 26 alarmów fałszywych – wylicza P. Dańko.
Najczęściej strażacy wzywani byli do gaszenia pożarów traw. W krótkim okresie wiosennym tych zdarzeń jest wyjątkowo dużo. Wiele interwencji to wypadki samochodowe. Często dochodzi do nich na obwodnicy, jak choćby ubiegłotygodniowe dachowanie samochodu w okolicach węzła Zadębie, które zakończyło się tragicznie dla jednego z pasażerów.
Są i mniej typowe zadania. Jak przyznają strażacy, na szczęście coraz rzadziej, są angażowani do usuwania gniazd os i szerszeni. Kiedyś tych zdarzeń było kilkadziesiąt w ciągu sezonu. Obecnie taką usługę oferują prywatne firmy. Strażacy nie odmawiają tylko w przypadku, gdy jest zagrożone życie i zdrowie ludzi. Mniej trafia się również przypadków zdejmowania kotów, które utknęły na wysokich drzewach. Najwyraźniej właściciele zaczęli bardziej strzec swoich pupili. Zdarzają się za to kawki, niemogące wydostać się z rynien czy przewodów wentylacyjnych.
– Kiedyś otrzymaliśmy zgłoszenie o nietoperzu, który nieopatrznie wleciał do mieszkania – wspomina P. Dańko. – Dużo jest za to pracy podczas usuwania skutków anomalii pogodowych. W czerwcu ub. roku mieliśmy 40 zdarzeń na terenie miasta oraz powiatu, związanych z silnymi wichurami, i przyborami wody. Wyjeżdżamy też do fałszywych alarmów bombowych, głównie w sądach, prokuraturach i szkołach. Gdy na lotnisku ktoś zostawi przez roztargnienie walizkę, też musimy działać zgodnie z procedurą.
Niecodzienne sytuacje również się zdarzają. Jak wspomina P. Dańko, kiedyś dwuletnie dziecko zamknęło na balkonie swoich rodziców. Na szczęście strażacy mogli wejść do mieszkania przez uchylone okno i uwolnić opiekunów malucha. Bywają też smutne zgłoszenia.
– Zadzwoniła do nas kobieta, wypoczywająca nad morzem, zaniepokojona, że od trzech dni jej mąż nie daje znaku życia. Po wejściu strażaków do mieszkania, okazało się, że mężczyzna nie żyje. Czasem mieszkańcy alarmują nas również, że od dłuższego czasu nie widują swego sąsiada. Gdy interweniujemy, okazuje się, że starszy człowiek nie może się ruszyć z powodu choroby czy ruchowych dolegliwości i trzeba mu natychmiast udzielić pomocy. Taką czujność sąsiedzką należy pochwalić. Jesteśmy wzywani też często, gdy włączają się czujniki wykrywające tlenek węgla. Wielokrotnie nasze interwencje potwierdzały skuteczność tych urządzeń, umożliwiając likwidację zagrożenia z mieszkań – podkreśla P. Dańko.
Rekompensatą za ciężką pracę jest dla strażaków sympatia mieszkańców. Jak przyznają, nigdy nie spotkali się z krytyką i dezaprobatą dla skuteczności swych działań. Kierowcy zwykle szybko ustępują im z drogi, gdy słyszą syrenę pędzącego wozu. Trudniej manewrować na wąskich ulicach wewnętrznych, gdzie ruch utrudniają parkujące samochody.
– Gdy jest ciasno, zawsze możemy podłączyć jeden wąż więcej czy przenieść o 20 metrów dalej drabinę. Zdarzało się, że na naszej „ekspresówce” kierowcy tworzyli „korytarz życia” przed jadącym do akcji wozem strażackim – dodaje P. Dańko.
Strażakom, z okazji ich święta, życzymy jak najmniej zdarzeń oraz zawsze szczęśliwych powrotów z akcji.

słs

Artykuł przeczytano 2106 razy

Last modified: 10 maja, 2019

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »
Skip to content