IPSC jest jedną z dyscyplin dynamicznego sportu strzeleckiego, która polega na wykorzystywaniu broni do strzelania w ruchu. Adam Hnatów, właściciel Szkoły Strzelania Dynamicznego i organizator pierwszych od lat zawodów w tej dyscyplinie w naszym regionie uważa, że jest to odpowiednik Formuły 1 wśród wszystkich dyscyplin strzeleckich. Rywalizację rozegrano w niedzielę na strzelnicy w Świdniku. Z A. Hnatów rozmawialiśmy o tajnikach tego niezwykłego sportu.
– Za ruch uważamy już samo dobycie broni z kabury. W klasycznych statycznym sporcie strzeleckim mamy ograniczony, ale bardzo długi czas, żeby wycelować i trafić jak najbliżej środka tarczy. Chodzi o punkty, czyli w uproszczeniu, jak największą liczbę uzyskanych dziesiątek. W strzelaniu dynamicznym punkty przeliczamy inaczej. Zawodnik ma za zadanie trafienie w rejon celu w jak najkrótszym czasie. W przypadku naszych zawodów mamy do czynienia z krótkimi, szybkimi torami. Warto więc przekalkulować, czy być szybszym, czy celniejszym. W przypadku dłuższych torów zwykle opłaca się większa dokładność trafień.
– Wydawałoby się, że ten sport to łatwizna. Zawodnik czasami biegnie na trzy metry przed tarczę, no to jak nie trafić?
– Tak się tylko wydaje. Uczestnictwo w takich zawodach jest dla umysłu strzelca bardzo obciążające. Zwykle tuż przed startem dowiadujemy się jak wygląda tor. Na zapoznanie się rozmieszczeniem celów mamy trzy minuty. Potem obieramy własną trasę, ponieważ nie musimy pokonywać toru jak po wyznaczonym przez organizatorów sznurku. Celowanie w dynamice różni się od statyki tym, że celujemy wzrokiem, a przyrządy celownicze są traktowane bardziej intuicyjnie.
– Od wielu lat są to pierwsze tego typu zawody w naszym regionie…
– Tak, chociaż w innych regionach Polski jest to sport bardzo popularny. Jako świeżo wybrany członek zarządu Lubelskiego Związku Strzelectwa Sportowego otrzymałem misję zajęcia się strzelectwem dynamicznym, które zresztą propaguję od dawna. Moim pomysłem było skupienie na pierwszych zawodach najlepszych strzelców z całego regionu i udało się. Mamy dzisiaj tutaj nawet ludzi z kadry narodowej, na przykład Szymona Chomickiego. Jest też kilku strzelców, jak Michał Jama, Kamil Mirzwa, Piotr Tomaka, Jakub Radczak i wielu innych, którzy są już bardzo utytułowanymi zawodnikami.
– Jak przebiegają eliminacje do kadry narodowej?
– Trzeba przejść zawody Pucharu Polski i uzyskać w nich najlepsze wyniki. Możemy się pochwalić, że na arenie międzynarodowej Polacy sprawują się bardzo dobrze. Na mistrzostwach Świata i Europy zajmują czołowe miejsca.
– Jakie ma Pan plany na przyszłości?
– Zawodnicy pytali kiedy następne zawody, co oznacza chyba pozytywną ocenę naszego wydarzenia. Myślę, że kolejne uda się zorganizować w ciągu dwóch miesięcy, ale moją ambicją jest, by odbywały się raz w miesiącu. Gościmy dzisiaj zawodników z górnej półki, ale tak naprawdę chciałbym zadbać przede wszystkim o tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze strzelectwem dynamicznym. Dzisiejsza rywalizacja toczy się na formalnie najniższym levelu 1, jednak chcemy w przyszłości organizować zawody wyższe rangą. Ranga zawodów zależy głównie od ilości i długości torów, liczby oddawanych strzałów oraz stopnia trudności. Bardziej zaawansowane zawody będziemy organizować na innych, odkrytych obiektach, ponieważ nasza strzelnica jest za mała.
– Świdnik jest miastem ambitnym, jakie sportowe ambicje macie zatem jako Świdniczanie?
– Na razie budujemy własną kadrę. W miarę systematycznie trenuje kilkanaście osób. Ciężko pracujemy i mam nadzieję, że wyniki, z roku na rok, będą coraz lepsze. Bazujemy na grupie początkującej i jeździmy już na zawody.
– Chyba nie jest to najtańszy sport…
– Amunicja i sprzęt trochę kosztują, ale sporą część treningu jest tak zwany trening suchy, który można zorganizować sobie w domu ćwicząc różne sekwencje dobycia broni, wymiany magazynków i wiele innych elementów ruchowych, niezbędnych byśmy stawali się lepszymi strzelcami.
– Kto trenuje strzelectwo dynamiczne?
– Ludzie, którzy je uprawiają, są prywatnie bardzo pozytywni i poukładani. Strzelanie dynamiczne wiąże się z ogromną samodyscypliną. Pokonanie toru w dziewięć sekund z załadowana bronią w ręku to nie są żarty. Każdy błąd może się źle skończyć. Wszystko odbywa się w zawrotnym tempie, a strzelec musi w ułamkach sekundy, w czasem zaskakującej go sytuacji, podejmować prawidłowe decyzje.
– Rozumiem, że kwestie bezpieczeństwa grają w tym sporcie ogromną rolę.
– Zawodnik IPSC nie jest osobą, która stwierdza, że chce strzelać i po dwóch tygodniach strzelać może. Przygotowanie trwa nawet latami, a zasady bezpiecznego posługiwania się bronią stanowią podstawę wyszkolenia. W końcu mamy do czynienia z prawdziwą bronią i prawdziwymi nabojami.
Artykuł przeczytano 169 razy
Last modified: 3 marca, 2026

