czwartek, 02 grudnia 2021r.

Spacery do wolności

Autor: |

Wczoraj minęła 39. rocznica pierwszego spaceru zorganizowanego przez mieszkańców Świdnika w proteście przeciwko kłamstwom propagandy stanu wojennego Od godziny 19.30, czasie emisji znienawidzonego Dziennika Telewizyjnego, świdniczanie wystawiali na parapety swoich okien telewizory i świece, i wychodzili na ulicę demonstrując sprzeciw wobec manipulacji komunistycznej władzy. Zachowało się tylko jedno oryginalne zdjęcie tamtych wydarzeń. Wykonane prawdopodobnie z budynku poczty, pokazuje niewyraźnie kolumnę ludzi przemierzających ówczesną ulicę Sławińskiego.

Za kilka minut przedstawiciele władz państwowych i samorządowych oraz społeczności lokalnych złożą kwiaty pod kamieniem upamiętniającym wydarzenia z 1982 roku.

Na pomysł spacerów wpadła grupa emerytów z przewodniczącym koła emerytów NSZZ „Solidarność”, Janem Kaźmierczakiem. 4 lutego 1982 roku niewielka grupa wyszła na spacer w porze emisji telewizyjnego dziennika. Nazajutrz odbył się już masowy protest.

O przyczynach organizacji spacerów mówiła Urszula Radek: Był początek stanu wojennego. Telewizja kłamała cały czas i opowiadała niestworzone rzeczy o „Solidarności”, że chcieliśmy obalić rząd. Nie można było tego słuchać. Część członków związku była już na emeryturze. Spotykali się na dzisiejszym placu Konstytucji 3 maja. Był wśród nich pan Jan Kaźmierczak, wielki patriota. On właśnie zaproponował – zróbmy spacery w czasie emisji wieczornego Dziennika.

Spacery jak lawina

Po kilku dniach akcja rozwinęła się, gromadząc parotysięczne tłumy. Spowodowała konsternację władzy, ponieważ protest odbywał się również pod oknami komendy milicji.  W spacerach brały udział całe rodziny.

– Spacerowałam, z córeczką w wózku. Wszyscyśmy spacerowali, potem było coraz gorzej. Pewnego dnia rano zamontowano szczekaczki, z których nadawano komunikaty i nakazywano, żeby się rozejść. Około godziny 17.00 zorganizowano kocioł na ulicy Sławińskiego. ZOMO pałowało i wciągało ludzi do suk. Traf chciał, że wcześniej wybrałyśmy się z koleżanką po zabawki, które podobno rzucili do sklepu znajdującego się przy feralnej ulicy. Mieszkałam wtedy obok szpitala, przy ulicy Hanki Sawickiej obecnie Norwida. Po przejściu przez bramę znalazłyśmy się nagle centrum wydarzeń. Miałyśmy dużo szczęścia, bo jakiś ludzki żołnierz kazał nam natychmiast iść do domu. Pobiegłyśmy z powrotem szczęśliwe, że nie oberwałyśmy pałą, w domu czekały na nas dwie maleńkie roczne córeczki – wspomina na portalu społecznościowym Strefy Historii Miejskiego Ośrodka Kultury Maria Szumer.

Zwiastuny tragedii

Widząc rosnącą popularność spacerów, władza postanowiła zareagować. Spacerującym asystowały milicyjne radiowozy i tzw. „świetlice” – duże samochody milicyjne, służące do przewozu aresztowanych. Uczestników spacerów legitymowano, a już 7 lutego, milicja przy pomocy funkcjonariuszy SB dokonała zatrzymań, na 48 godzin, kilku osób. W związku ze spacerami aresztowani zostali m.in. Ryszard Krzyżanek, Marek Matejczuk, Bronisław Sołek, Leszek Świderski, Jerzy Szpot, Elżbieta Wilhelm, Stanisław Wocior i Tadeusz Zima. Ludzi wywożono „sukami” 15 kilometrów poza Świdnik. Musieli wracać do domu na piechotę

Kolejnym krokiem było wygaszanie ulicznych latarni, odcinanie dostaw prądu i wody. Wreszcie, 11 lutego, w Świdniku, jako jedynym miejscu w kraju, przesunięto godzinę policyjną z 22.00 na 19.00, zawieszając zaplanowane wydarzenia sportowe i kulturalne, wyłączając telefony i wprowadzając zakaz ruchu pojazdów. W odpowiedzi świdniczanie postanowili wychodzić na ulice w trakcie nadawania wcześniejszych wiadomości o godz. 17.00. Spacery zakończono 14 lutego, na apel ks. Jana Hryniewicza, który widząc rosnące zagrożenie terrorem ze strony władzy, zwrócił się podczas niedzielnych mszy świętych do świdniczan o odstąpienie od protestu. Tak wspominał te chwile:

– Żaden z tych sposobów (pacyfikacji protestów – przyp. red) nie skutkował. Ktoś z władzy wpadł na pomysł: dla Świdnika przyspieszono godzinę policyjną na 19.00 – ale jak za pociągnięciem sznurka – Świdnik wyszedł na spacer o 18:30 w jeszcze większej liczbie a co gorsze ”zaraza” zaczęła przenosić się na Lublin. Postanowiono z tym skończyć, choćby przy użyciu siły. Teraz wystarczyło zboczyć ze Sławińskiego obok pierwszego lepszego bloku a natychmiast wyrastały ukryte w cieniu nocy postacie Zomowców. Sprowadzono też oddziały zmechanizowane, gaz i armatki wodne stały w pogotowiu. Czekano na sygnał ataku. Byłem przekonany, że atak lada chwila nastąpi, będą represje i będą nowe ofiary. Wobec tego w jedną z niedziel wystosowałem gorący apel o zaprzestanie „spacerów” i spacery ustały.

Przykład dla Polski

Świdnicki przykład okazał się jednak zaraźliwy. Spacery zorganizowano w Lublinie, Puławach i wielu innych miastach. Dla członków podziemnej „Solidarności” były one również okazją do spotkań i bezpiecznej wymiany informacji w spacerującym tłumie. Za swą postawę, społeczność Świdnika otrzymała w 1982 roku symboliczną odznakę honorową nielegalnej Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

pj, jmr

Artykuł przeczytano 651 razy

Last modified: 5 lutego, 2021

Registration

Zapomniałeś hasło?