środa, 26 czerwca 2019r.

Poznańska flota rodem ze Świdnika

Autor: |

Politechnika Poznańska wpadła na oryginalny pomysł uczczenia 100-lecia Powstania Wielkopolskiego. Polega on na wykonaniu, w skali 80 procent, trzech historycznych samolotów Fokker D.VII, które powstańcy zdobyli na Niemcach na lotnisku Ławica w styczniu 1919 roku. Finansowo projekt wsparł samorząd województwa wielkopolskiego. Nie ma w Polsce zbyt wielu miejsc, w których taki kaprys można zrealizować. Jednym z nich jest Warsztat Lotniczy TZL Henryka Wickiego w Świdniku. Dzięki temu, że próby i rejestracja maszyn trochę się przedłużają, dwa z Fokkerów obejrzymy podczas tegorocznego Świdnik Air Festival.

– Jeden z samolotów jest pomalowany w barwy politechniki, jako głównego pomysłodawcy. Dwa kolejne mają malowanie z epoki, tak zwaną lazęgę, oczywiście z biało-czerwonymi szachownicami, różniącymi się od dzisiejszych tym, że nie mają obwódek, a lewa strona jest czerwono-biała – opowiada Henryk Wicki.

Samoloty powstały z zestawów sprowadzonych z USA. Teoretycznie powinny dać się łatwo złożyć, jednak przysłane przez Amerykanów kity, czyli lotnicze klocki Lego, delikatnie rzecz ujmując, tym razem nie były najlepszej jakości. Właściwie nie były to kity, tylko materiał do budowy samolotów. Dołączono do nich dokumentację budowy płatowca, ale wybór i zabudowę silnika oraz wyposażenie trzeba było wymyślić samemu. Właśnie silnik wyjaśnia sekret zmniejszenia samolotu do skali 80 procent. Statek normalnej wielkości wymagałby znacznie mocniejszej jednostki napędowej, która byłaby dużo droższa i trudniejsza do znalezienia. O oryginale z czasów I wojny światowej można raczej tylko pomarzyć. Tymczasem zbudowane przez H. Wickiego Fokkery wykorzystują zmodyfikowane silniki Aero Vee, zaczerpnięte z Volkswagena Garbusa.

– Bezpośrednio na wale zamontowano śmigło, dodano też podwojony zapłon, co jest standardem w lotnictwie. Od siebie zainstalowałem bardzo krótkie wydechy, żeby samoloty chociaż trochę brzmiały jak oryginały. Trzeba było zaprojektować i wykonać obliczenia wytrzymałościowe ramy silnika, w czym pomógł mi dr inż. Przemysław Golewski z Politechniki Lubelskiej. Największym zaskoczeniem była zdecydowanie większa pracochłonność niż w przypadku innych kitów. Przywykłem do standardu wykonania zestawów RV firmy Van’s Aircraft, które są rewelacyjne. Jeśli przy ich składaniu jakieś elementy do siebie nie pasują, to sygnał: patrz, coś źle robisz. Tu, w wielu miejscach, trzeba było być naprawdę czujnym, poprawiać, dopasowywać, niekiedy wzmacniać. Dlatego maszyny są wciąż tutaj. Pierwotnie miały być gotowe pod koniec 2018 roku, ale w sumie strata jest niewielka, bo zima to nie jest najlepszy czas do latania dla takich samolotów. Obecnie oblatujemy pierwszy egzemplarz, przygotowujemy do lotów drugi. Trzeci wystartuje w czerwcu. Dzięki temu dwa pierwsze obejrzymy podczas Świdnik Air Festival. Trochę szkoda, że tylko na ekspozycji statycznej, ale w próbach, bez rejestracji, nie wolno nam latać na pokazach – tłumaczy H. Wicki.

Fokkery made in Świdnik będą prezentowane na mitingach lotniczych w różnych miejscach Polski, stanowiąc swego rodzaju reprezentacyjną eskadrę Poznania.

Jan Mazur

Artykuł przeczytano 249 razy

Last modified: Czerwiec 5, 2019

Registration

Zapomniałeś hasło?