sobota, 19 września 2020r.

Odkrywanie tajemnicy mistrzostwa

Autor: |

W drewnie dłubał od zawsze. Najpierw, jeszcze w podstawówce, były bębny, drewniana biżuteria, świeczniki. Wszystko dla przyjemności i nabrania wprawy. Bardziej serio wziął się za stolarstwo po uzyskaniu matury, dwóch latach starań i dostaniu się wreszcie do pracowni Waldemara Maciejewskiego, mistrza nad mistrzami w tym fachu. Teraz Maciej Dmitruk ma własny, przydomowy warsztat na Franciszkowie i w dalszym ciągu nie traktuje stolarstwa czysto zarobkowo.

– Podkreśla Pan znaczenie Waldemara Maciejewskiego dla swojego rozwoju, nie tylko zawodowego. Na czym polegała jego wyjątkowość?

– To była bardzo światła postać i skromna osoba. Podkreślał, że przed wojną miałby jedynie dyplom czeladnika. Musiał wiele się nauczyć, wykazać niezwykłym talentem i dużym doświadczeniem, żeby od Wiktora Zina, wiceministra kultury i sztuki, otrzymać dyplom mistrza rzemiosła artystycznego. Był człowiekiem szerokich horyzontów, mimo braku formalnego wykształcenia. Można było z nim porozmawiać o rzemiośle, przyrodzie, o wszystkim. Jak sam mawiał, w rzeźbie niejeden go przegonił, w intarsji niewielu. Jego pracownia była dla nas domem. Każdy miał do niej klucze. Przed i po godzinach pracy można było robić swoje rzeczy.

– A intarsja to…

–  Technika zdobnicza polegająca na tworzeniu obrazu przez wykładanie powierzchni przedmiotów drewnianych, zwłaszcza mebli, innymi gatunkami drewna, czasem podpalanymi. Wstawki umieszcza się w miejscu usuniętych fragmentów z powierzchni przedmiotu. Powstają z tego wzory bądź obrazy. Technika jest bardzo trudna. Ciekawa jest opowieść o tym, jak któryś z rosyjskich carów kazał sadzić sady orzecha kaukaskiego. Pod korzeniami każdego z drzew wkopany był pigment, który dawał przebarwienia w drewnie. Z bogatej intarsji znany był styl kolbuszowski opisywany jako jedyny polski styl w meblarstwie.

– Dobrze wykonana intarsja to to, co stolarza cieszy najbardziej?

– Cieszy każdy wykonany mebel, który najpierw trzeba zaprojektować – najtrudniejsze są łuki i rzeźba. Na meblu w bibliotece w Świdniku jest sam wzór geometryczny, który wbrew pozorom jest trudniejszy do wykonania niż motyw roślinny.

– Żeby być prawdziwym artystą, trzeba chyba świat widzieć bardzo szeroko.

– Zależy co rozumiemy pod pojęciem artysty. Za czasów Wita Stwosza artystów nie było, byli rzemieślnicy. On sam również był rzemieślnikiem.

– Ale teraz byłby artystą. Jak zwał tak zwał, istota zagadnienia jest ta sama.

– Japończycy twierdzą, że człowiek, który pracuje rękoma jest robotnikiem. Ten, który wkłada w to głowę, rzemieślnikiem, a ten, który dodaje jeszcze serce – artystą.

– Do której kategorii zalicza Pan siebie?

– Wkładam w swoja pracę serce, ale raczej uważam się za rzemieślnika.

– Słyszałem, że w swoich meblach nie używa Pan metalowych połączeń. Prawdziwy stolarz powinien czy musi nie lubić metalu?

– Mistrz Maciejewski przekazał nam kilkanaście stolarskich technik łączenia drewna, od których współczesny przemysł raczej odchodzi. Jednak krzesło łączone tradycyjnie na czopy da się naprawić. Łączone na kołeczki już nie. Ale metal jest niezbędny w stolarstwie. Zawiasy, haki, gwoździe, okucia zawsze obecne były w drewnie.

–  Używa Pan terminologii, która brzmi jak słownik języka niemieckiego: cynki, łączenie ze sztorca, felzhubel, putzhubel, albo jak terminy matematyczne: przekrój poprzeczny, wzdłużny czy też zupełnie kosmicznie, jak blint, rabanek, jaskółka, zhanhubel, czli zębak albo obłóg. Myśli Pan, że wszyscy ludzie, którzy zajmują się stolarką są podobnie przygotowani teoretycznie?

– Jestem przekonany, a nawet pewien, że nie. Mój majster mawiał: zapiszcie sobie te nazwy, bo ja znam połowę tego co mój majster znał, a wy będzie pamiętać połowę tego, co ja.

– Gdyby miał Pan wybierać między materiałami dostępnymi obecnie i przed wojną, na przykład wspomnianymi klejami, które by Pan wybrał?

–  Technologie są nieporównywalne. Większość stosowanych obecnie klejów powstało w latach 50. I 60. Jeśli chodzi o kleje, dawniej używało się głównie wodoodpornego kleju kazeinowego, pochodzącego z mleka. Ale do tej pory używa się klejów na bazie glutyny, tak zwanej perełki.  Kleje wytwarzane są z kości, skóry, albo jak te stosowane w lutnictwie mają pochodzenie królicze czy rybie. W połowie XIX w. skonstruowano maszynę, która obrabiała drewno do grubości współczesnego forniru tj. około 1 mm.  Wcześniej elementy do intarsji grubości około 5 mm stolarz wycinał ręcznie piłką. To byli prawdziwi magicy. My nie dorastamy im nawet do pięt. Współcześnie korzystamy z drewna suszonego w suszarniach. Jest suche, ale niestabilne. Jerzy Waldorf kupił sobie drewno, które miało schnąć naturalnie ileś lat i posłużyć na budowę szafy. Niestety nie doczekał. Najlepszym materiałem był dawniej ośmiocentymetrowy bal. Można było wyciąć z niego deskę każdej grubości. Optymalnie sechł tyle lat ile centymetrów grubości mierzył.

– Ale tempo pracy było wtedy chyba też dużo wolniejsze, podobnie jak całe życie.

– Sprawa względna. Jak ktoś ma znajomych w krajach arabskich wie, że tam pojęcie tempa życia nie istnieje.

– Czyta Pan o tych wszystkich rzeczach, bo przydają się potem w pracy?

– Nie. Z czystej ciekawości.

– Mebel w bibliotece w Świdniku to coś wyjątkowego?

– Może nie wyjątkowego, ale budzi zainteresowanie. Kultura i postrzeganie rzeczywistości się zmieniają. Kiedyś, jak meble się psuły bądź zużywały, poddawane były renowacji, dzięki czemu zachowywały swoją świetność i długowieczność. Dzisiaj uszkodzone meble wystawiane są pod śmietnik.

– Ludzie stali się bogatsi, a towar relatywnie tańszy, ale szkoda, bo możemy doczekać czasów, kiedy nie będzie meblarskich zabytków po nas.

-Z mojego punktu widzenia mebel powinien być przede wszystkim dobrze zrobiony. Wolę dobrze wykonany z sosny, niż źle zrobiony z dębu. Pod tym względem sztukę stolarską przedkładam nad jakość materiału. Mój majster dzielił stolarzy na dwie kategorie: fachowców i tych, którzy robią meble na maszynach. Idea jest taka, że jeśli człowiek nauczy się pracować ręcznie, maszyny pomogą. Odwrotnie to nie działa. Człowiek potrafiący obrobić drewno ręcznie myśli zupełnie inaczej. Dwa pierwsze lata stolarki powinny polegać na nauce pracy ręcznej.

– Sądząc z tego, że na świecie wciąż istnieją firmy produkujące narzędzia do stolarki ręcznej, fach chyba nie zanika.

– Na Zachodzie nie, u nas jest z tym gorzej. Mam książkę opowiadającą stuletnią historię rodzinnej firmy stolarskiej we Włoszech, w której wiedzę przekazywano sobie z ojca na syna. Żeby było ciekawiej, z ilustracji można nauczyć się wielu rzeczy  dotyczących samego fachu. Są zdjęcia tradycyjnych narzędzi, grafiki pokazujące stosowaną wcześniej technologię. W ich pracowni czułbym się jak w domu.

– Dlaczego warto robić rzeczy unikalne, tradycyjnymi metodami, jak mebel w bibliotece? Przecież zajmuje to więcej czasu, jest bardziej pracochłonne.

– Meble robione ręcznie są jakościowo nie do pobicia. Każdą rzecz dobrze zrobioną ręcznie można rozebrać na części pierwsze i złożyć z powrotem. Kiedym rozbije Pan szufladę zbitą na cynki, nie sposób pomylić boczków, odwrócić prawym na lewo, bo każdy jest niepowtarzalny. Z meblami fabrycznymi nie jest tak łatwo.

– Na ile stolarstwo jest sztuką trików?

– Kiedy materiał jest drogi, albo trudno dostępny, zamiast toczyć z dużego kawałka, wykorzystujemy mniejsze, na przykład dla uzyskania wypukłości. Albo do elementu z modrzewia, robimy doklejkę z orzecha, która pozwala nam ten fragment „oszukać”. Palisander i mahoń są relatywnie drogie, chociaż za Gierka banany przychodziły w mahoniowych skrzynkach i mieliśmy mahoń w piwnicy. W Ameryce mahoń kosztuje po prostu tyle, ile u nas sosna.

– Jest jakaś praca, z której jest Pan najbardziej zadowolony?

– Wiele jest szczególnych i wyjątkowych, ale chciałbym wspomnieć o półce w stylu chińskim na zabytkowy gong. Cieszyłem się, bo rzeczywiście każdy kto ją zobaczył kojarzył z Chinami.

– Kiedy stolarz ocenia innego stolarza, to na co patrzy?

– Na plecy i szuflady. Plecy – niby najprostsza sprawa, ale sposób wykonania daje odpowiedź na pytanie czy wykonawca chciał się przyłożyć pomimo tego, że pleców nie widać. Szuflada, bo można po niej wstępnie ocenić jakość konstrukcji całego mebla. Gdybym chciał kupić mebel w Internecie, interesowałyby mnie zdjęcia z otwartymi szufladami. W starych drzwiach zwracano największą uwagę na solidność konstrukcji. Wszystkie poziome czopy były przecięte. W środek wbijano klin. Francuzi nawiercali skrzydła, a w otworach mocowali drewniane kołki. Wszystko to wzmacniało mechanicznie konstrukcję, nawet jeśli puściła rama. Ebeniści, czyli stolarze pracujący w hebanie, wykonywali trzy rodzaje cynkowych połączeń szuflady: odkryte, półkryte i zakryte, których w ogóle nie widać. Największą sztuką było wykonanie tych ostatnich…

– …no bo jak to wydłubać.

– Ale mentalność się zmienia. Miłośnicy drewnianych chałup kupują je i eksponują jak najwięcej elementów drewnianych. Kiedyś chłop miał dom z pięknych belek i okładał je sidingiem, żeby przerobić wieś na miasto. Kwestia zmian kulturowych i wychowania.

– Czego w swoim fachu się Pan uczył, uczył, uczył…i nie nauczył?

– Wielu rzeczy, bo trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. Nie jestem mistrzem w rzeźbie.

– A w czym jest Pan mistrzem?

– Nie wiem, powiem szczerze. Mam kolegów w różnych dziedzinach stolarstwa lepszych ode mnie, ale na przykład żaden instrumentów nie robi, a ja robię. Wykonałem charango używane w Ameryce Południowej przez Indian. Instrument niby ludowy, ale są muzycy, którzy grają na nim Bacha. Pudło rezonansowe jest zbudowane z jednego kawałka brzozy. Wysokość strun nad gryfem za mała, progi słabej jakości, jednak tylko takie w tych czasach udało się mi zdobyć. Ale profesjonalny gitarzysta ocenił, że całość całkiem w porządku. W 1972 roku wydano książkę „Lutnictwo” Józefa Świrka i Włodzimierza Kamińskiego. Autorzy rozebrali skrzypce Guarnieriego i Stadivariusa i zrobili z nich rysunki. Lutnik Jan Bator, którego miałem okazję poznać powiedział: jeśli zrobisz skrzypce na podstawie tych rysunków, zawsze będą dobre. Może nie mistrzowskie, ale dobre Gdyby lutnicy mieli patent na wykonanie doskonałych instrumentów, to wszystkie byłyby doskonałe, a nie są. To jest właśnie tajemnica mistrzostwa.

Jan Mazur

Artykuł przeczytano 578 razy

Last modified: 23 sierpnia, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?