poniedziałek, 28 listopada 2022r.

„Modlitwa o pokój” Palcem Bożym pisana

Autor: |

Teorie na temat narodzin tego projektu są dwie. Nie całkiem zbieżne, ale też nie do końca się wykluczające.

– Działo się to ze trzy lata temu. Razu pewnego ksiądz kanonik Andrzej Krasowski, proboszcz parafii pw. Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła, znając muzyczne upodobania Rewelersów, a także nas samych, głównie mnie i Sławka Flisa ze wspólnie przeżytych pielgrzymek, wyraził się następująco: – Człowiek coraz starszy, głos coraz słabszy. Może nadeszła pora, żeby coś nagrać? I czy pomożemy. Ja na to, że bardzo chętnie, tylko przy czym? Odpowiedział, że pracował już w wielu miejscach, że z każdym z nich kojarzy mu się jakaś piosenka. Poprosiłem o listę tych pieśni, przygotował ich ze trzydzieści. Orzekliśmy, że to za dużo. Wybraliśmy dziesięć, dołożyliśmy też jedną własną. I zaczęliśmy pracę – zaczyna opowieść Piotr Jankowski.

Muzyczny życiorys

Wspomnienia księdza Andrzeja w sprawie genezy współpracy z Rewelersami są nieco inne: – Przebywając w różnych miejscach z posługą duszpasterską, miałem w nich styczność ze śpiewem, często też ze scholami. Po latach przyszło mi do głowy, że może by naszkicować jakoś tę ścieżką, odtworzyć poprzez piosenki mój kapłański i muzyczny życiorys. Piotr początkowo nie był brany pod uwagę w sprawie tych zamiarów, jako członek Rewelersów grających muzykę zbyt zaawansowaną, jak na moje ambicje. Najpierw myślałem o przyparafialnej scholce, gdzie przestrzeń muzyczna jest kameralna, niezbyt rozbuchana technicznie, ale pełna modlitwy i uwielbienia Pana.

W końcu jednak deal z Rewelersami nabrał konkretnych kształtów. Sławomir Flis, Konrad Iwan i Piotr Jankowski zaczęli pracować nad nagraniami. Piotr gra w nich wszystkie gitary, ukulele, banjo, instrumenty klawiszowe i wyszukuje efekty dźwiękowe, Sławek instrumenty perkusyjne i chórki, Konrad bas, klawisze i również instrumenty perkusyjne, niektóre nawet jego pomysłu. Aranżacjami zajęli się Konrad i Piotr. Kiedy materiał był już muzycznie obrobiony i nagrany, ksiądz Andrzej, jak sam powiada, dodał do muzyki trochę swojego głosu, tak naprawdę śpiewając wszystkie podstawowe partie wokalu.

– Nagraliśmy do tej pory pięć utworów, które opatrzyliśmy wspólnym tytułem „Droga”. Na płycie umieścimy kamienie milowe w postaci wszystkich najważniejszych punktów, przywodzących księdzu Andrzejowi muzyczne skojarzenia z czasów jego dotychczasowej kapłańskiej pielgrzymki. Ksiądz Andrzej jest wyjątkowo wdzięcznym partnerem do pracy. Zgodził się na nasz wybór repertuaru, którego kryterium były walory muzyczne utworów i ich stylistyczne zróżnicowanie. Postanowiliśmy nagrać to, co najbardziej nam się spodobało. Takie przyziemne kryterium. Bez protestu, niekiedy tylko z lekkim zaskoczeniem, przyjmuje propozycje aranżacyjne i zmiany rytmiczne. A czasem są one dosyć nietypowe – sporo efektów dźwiękowych, instrumentów akustycznych traktowanych perkusyjnie. Zgadza się na przesunięcie akcentów wokalnych, próbuje śpiewać mniej „kościelnie”. Przyznam, że pierwszy utwór nagraliśmy w zaprzyjaźnionym studio w Lublinie tylko po to, żeby jak najbardziej obiektywne padały uwagi na temat sposobu śpiewania, bo głos jest ładny, czysty, z ciekawym wibratem. W kościele, najczęściej monumentalnym gmachu o specyficznej akustyce, solista musi robić to tak, żeby śpiew był wyraźnie wyakcentowany, nie tylko w artykulacji słów, ale również podkreśleniu ich końcówek. Podnosi głos, wibruje nim, przy tym musi być słyszany przez tych blisko, ale i przez babcię stojącą na drugim końcu świątyni. Wiedza o śpiewie wyniesiona z seminarium duchownego nie bardzo sprawdza się w tak zwanej popularnej wokalistyce. Ksiądz Andrzej na szczęście doskonale to rozumie i przyjmuje sugestie, że końcówki słów powinny być lekko niedopowiedziane, prowokujące do domysłów – opowiada Piotr Jankowski.

Wydaje się więc, że w tak „nieprzyjaznym” środowisku muzyki popularnej ksiądz Andrzej musi mieć dużo czasu i cierpliwości dla swoich muzycznych partnerów.

– Z tym czasem bywa problem. Z racji całej masy obowiązków, główny wokalista, ks. Andrzej,  wpada niekiedy dosłownie na chwilę. Nagrywa motyw główny, czasem jeszcze zdąży chórki i już biegnie znowu do swoich zajęć. Ale jak już jest, to ma cierpliwość do powtórek nagrań, a podejść do trudniejszych miejsc bywa zwykle kilka – tłumaczy Piotr Jankowski.

Jak na muzykę zbliżoną do religijnej, pomysły aranżacyjne są czasem rzeczywiście dość ekstrawaganckie.

– Jeśli uznajemy, że potrzebny jest dźwięk okrętowego sonaru, to go wstawiamy. Efekty nie są biednie elektroniczne, wzięte z jakiejś biblioteki dźwięków, tylko przez nas nagrywane, samplowane, korzystając z oryginalnych źródeł dźwięku. Jeśli słychać zegarek, to myśmy go nagrali, podobnie jak otwieranie okna. Nagranie kroków powstało w kociej kuwecie wypełnionej żwirkiem, a „chodziły” po nim buty mojej najmłodszej córki. Staramy się, żeby wszystko było stuprocentowo autorskie. Wyjątkowa w wyrazie i wynikających z niej skojarzeń jest aranżacja naszego pierwszego utworu, „Modlitwa o pokój”, którą można znaleźć na Spotify, Apple Music, Tidel i wielu innych platformach muzycznych. Wystarczy wpisać: „Modlitwa o pokój x. Andrzej Krasowski”. Przygotowując się do wejścia na You Tube musimy stworzyć materiał video. I tu typowa reakcja księdza: – Ale czy ja muszę w nim wystąpić? Przecież to ksiądz tam śpiewa. Aha, no tak… – śmieje się P. Jankowski.

Kiedy skończymy, będzie zakończone

Pytany, kto komu bardziej wkracza w warsztat, muzycy wokaliście czy też odwrotnie, ks. Andrzej odpowiada: – Nie znajduję jakichś sytuacji konfliktowych. Przedstawiłem własne propozycje. Oni nie wszystko wybrali, bo dziesięć piosenek, ale nie żal mi niezakwalifikowanych. Wszystkie oddałem pod ocenę osób, które są bardziej zorientowane w przestrzeni muzycznej, lepiej wiedzą, jak z zebranego materiału wybrać część składającą się na sensowną całość.  Nagrywanie idzie nam spokojnie. Nie postawiliśmy przed sobą żadnego deadline’u, czyli terminu zakończenia naszego dzieła. Kiedy skończymy, będzie zakończone. Nie planowałem też, że projekt się tak rozrośnie. Nie było moim zamysłem nagranie płyty, na której od początku do końca będę grał czy śpiewał, tylko pokazanie mojego duszpasterskiego szlaku. Jednym z jego etapów był Żułów. To miejscowość i dom, w którym siostry zakonne opiekują się ludźmi niewidomymi. Panuje tam niezwykły klimat. Wywiozłem stamtąd jeden śpiew – „ Boże Wieczny, daj skuteczny pokój temu domowi. Chryste Panie, niech się stanie pokój temu domowi, Duchu Święty, spraw nietknięty pokój temu domowi”. Zaśpiewałem to muzykom jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie. Kiedy wybuchła, przyszedł do mnie Piotr i powiedział, że chcą nagrać tę pieśń. Nie było tego w planie, ale widać zrodziło się to w nich, może bardziej niż we mnie. W kontekście wojny traktujemy ją dzisiaj jako modlitwę o pokój w Ukrainie. Jest bardzo krótka, z bardzo prostym graniem, ale rzeczywiście, w kontekście wojny, staje się modlitwą.

Miłość do muzyki nie rodzi się z dnia na dzień i z dnia na dzień nie umiera. Czy ksiądz Andrzej, w przypadku braku powołania kapłańskiego chciałby zostać artystą?

– Nie mam takich predyspozycji. Studiując w seminarium zostałem zakwalifikowany do chóru, czym byłem nieco zdziwiony, bo nigdy nie podejrzewałem się o posiadanie dobrego głosu. Moje śpiewanie wzięło się dużo później, jako efekt pracy z dziećmi. Brzdąkałem na gitarze dwa akordy na krzyż, bardzo proste. Okazało się, że prosta piosenka „Gdy Pan Jezus był malutki, nigdy nie próżnował”, daje dzieciom wielką radość. Później poszedłem krok dalej, rozpoczynając pracę z młodzieżą. Tu już więcej grali młodzi, ja włączałem się głównie w śpiew. Ale wracając do sedna, gdyby nie kapłaństwo, z racji pochodzenia, byłoby rolnictwo. Rzeczywiście rodzaj śpiewu „kościelnego” różni się od popularnych interpretacji.  Moim muzycznym nauczycielom chyba nie do końca się udało pozbawić mnie maniery śpiewania „kościelnego”. Kiedy weszliśmy do studia nagrań w Lublinie, usłyszałem, że to czysty Kościół, że się nie nadaje. Ale mnie na śpiewanie profesjonalne, w znaczeniu świeckim, nie da się już przestawić. Piotr ma chyba dużą zagwozdkę, żeby to ugryźć. Natomiast pomaga mi w śpiewaniu to, że zwykle robię to z kimś, albo wykonuję tylko krótkie fragmenty solo.

Przeciwko wojnie

– Najbardziej „kościelny” jest właśnie pierwszy zrealizowany utwór – „Modlitwa o pokój”. Powstał, jakby wskazany Palcem Bożym, przed wybuchem wojny. Kiedy ksiądz Andrzej usłyszał go po raz pierwszy, już po 24 lutego, powiedział mi: – A wiesz, brzmią w nim nawet jakby wybuchające pociski. Tak zabrzmiały uderzenia bębna, choć nie było to świadomie zamierzone. Ale wiadomo, że nie ma przypadków. Zupełnie celowo powstały za to efekty wokalne, takie jak przerywanie zdań, bądź pozostawienie pustki po słowie „pokój”. Każdy walczy o pokój tym, czym może. Żołnierz karabinem, rolnik pługiem, muzyk instrumentem, a ksiądz modlitwą. Takie jest jego powołanie – mówi Piotr Jankowski.

Tak zwana epka, czyli płyta CD z kilkoma utworami promującymi album, ukaże się niebawem, dzięki wsparciu ludzi dobrej woli. Prace nad grafiką są na ukończeniu.

Jan Mazur

Artykuł przeczytano 1083 razy

Last modified: 14 listopada, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »