poniedziałek, 28 listopada 2022r.

Między Polską i Belgią

Autor: |

Grał z Tomaszem Wójtowiczem i Vitalem Heynenem. Reprezentował barwy Avii Świdnik i Noliko Maaseik, topowych zespołów siatkarskich Polski i Belgii. Sławomir Kurek ma sportowy życiorys, jak niewielu innych.

– Tato pracował w WSK jako kierowca. Jeździł po Polsce na mecze z drużynami Avii – piłkarzami, bokserami i siatkarzami. Po powrocie opowiadał wrażenia z zawodów. Byłem wtedy w 5 albo 6 klasie podstawówki. Potem jeździł też z nami. Chyba on zaraził mnie i brata Darka sportem. Zaczynałem w reprezentacji Szkoły Podstawowej nr 1. Potem trafiłem do drużyny juniorów trenowanej przez Jana Krasnopolskiego. Był niesamowitym trenerem. Podpatrywał treningi pierwszego zespołu prowadzonego przez Kazimierza Wójtowicza, z którym miał bliski kontakt. Obaj byli bardzo zaangażowani w pracę. Siedzieli w klubie dzień i noc. Krasnopolski wprowadzał metody szkoleniowe Wójtowicza u nas. Nie muszę przypominać, że Avia była wtedy jednym z najlepszych klubów w Polsce. Grania mieliśmy pod dostatkiem. Najpierw rozgrywaliśmy mecz jako juniorzy, a dwie godziny później występowaliśmy w III lidze. W 1975 roku byłem już zapraszany przez Kazimierza Wójtowicza na treningi pierwszego zespołu. Wtedy było to niesamowite wyróżnienia i zaszczyt, po prostu kosmos. Na czas treningów drzwi hali były zamykane, żeby nikt postronny ich nie obserwował. Żaden obcy nie mógł wejść. W 1976 roku wszedłem na stałe do pierwszego zespołu i pojechałem na zgrupowanie do Zakopanego. Tam oglądaliśmy olimpiadę. Pamiętam finałową noc Polaków, a wśród nich Tomka i Leszka Łaski i transmisję z Montrealu. Czasy były niesamowite. W Zakopanem zaczęliśmy pierwsze treningi z obciążeniowymi pasami, jak w reprezentacji „kata” Huberta Wagnera. Byliśmy chyba pierwszą drużyna klubową w Polsce, która wprowadziła ten system. Podobno reprezentacyjne pasy też były szyte w Świdniku, w WSK. Wagner przywoził zresztą często do Świdnika reprezentację na krótkie zgrupowania. Baza była wtedy znakomita. Hala, hotel na terenie obiektu, baseny, gabinet odnowy – wspomina Sławomir Kurek.

Wszystko zmieniło się po tragicznym wypadku 7 listopada 1976 roku.

– Sezon kończyliśmy już z pomocą chłopaków z Lublina. Przyszli Ryszard Mazurek, Jacek Kamiński, Piotr Olejarnik, Romuald Pogoda. Jak sobie teraz przypominam, byłem jedynym rodowitym świdniczaninem w drużynie. Avia zbierała wszystkie najwybitniejsze talenty z całego regionu, bo miała najlepszego sponsora – WSK. Mimo tragicznego wypadku i ogromnego osłabienia, udało nam się wywalczyć czwarte miejsce w Polsce. Wtedy w play offach graliśmy z Płomieniem Milowice, AZS Olsztyn i Resovią. To były wspaniałe czasy. Jeździło się na turnieje, w których graliśmy z drużynami mistrzów świata i olimpiady. Podpatrywaliśmy ich oczywiście. Wtedy siatkówka w Polsce była na najwyższym światowym poziomie. Ale nie czuło się atmosfery ich wyższości na boisku czy w szatni. Tomek podpowiadał: – zrób rękę tak, albo – stań tak. Wiadomo, nie zawsze wychodziło, ale rady były bezcenne. Nie było żadnego gwiazdorstwa. Już trenować z Tomkiem było zaszczytem, nie mówiąc o wyjściu z nim na boisko. Nie wiem czy porównanie do roli Roberta Lewandowskiego jako nauczyciela młodych w klubie czy reprezentacji będzie adekwatne, ale Tomek miał szacunek całego siatkarskiego świata – opowiada Sł. Kurek.

Sławomir Kurek grał na przyjęciu i w ataku. Twierdzi, że w tamtych czasach siatkarz musiał być bardziej wszechstronny niż obecnie: – Nie było ścisłej specjalizacji, że grałeś jako środkowy, albo przyjmujący. Nie było też atakujących z drugiej linii. Pierwszym był Tomek Wójtowicz. Nie było pozycji libero. Musiałeś umieć skoczyć na środku, ale też przyjąć piłkę, wystawić ją, zablokować. Myślę, że zawodnik wyszkolony w tamtych czasach i dzisiaj dałby radę, chociaż dzisiejsza siatkówka oparta na ścisłej specjalizacji sprawdza się i jest skuteczna. Wtedy nie było też tylu wysokich zawodników. Wrażenie robił mierzący 212 centymetrów Jerzy Malinowski z Płomienia Milowice, ale naszych dwumetrowców, Tomka i Henia Siennickiego też trudno było nie zauważyć na ulicy. Teraz trzeba mieć z 215 cm, żeby jako siatkarz wzbudzić zainteresowanie.

Kto wybrałby hipotetyczny mecz Avii z lat 70. i obecnej? Z odpowiedzi wynika, że Sławomir Kurek chyba nie do końca ma pewność w tej sprawie: – W latach 70. było już trochę kombinacji w grze. Para Mirek Rusakiewicz i Tomek miała opanowany atak, w którym Tomek niby szedł na krótką, ale podchodził pod siatkę i na chwilę się zatrzymywał. Mirek posyłał piłkę wyżej, na metr, blok przeciwników zawisał w powietrzu i opadał, a Tomek wtedy dopiero wyskakiwał z miejsca i atakował na czystej siatce. Na tamte czasy była to rewelacja. Ale dzisiejsza siatkówka jest szybsza, zdecydowanie bardziej urozmaicona.

– Darek grał na tej samej pozycji. Wtedy mieliśmy bardzo młody zespół. Najmłodszy w lidze. To był dobry sezon, zwłaszcza na początku. Wygraliśmy u siebie z Gwardią Wrocław i z Politechniką Warszawa na wyjeździe. Przegraliśmy dopiero w Olsztynie z AZS. Jakiś czas byliśmy nawet na pierwszym miejscu w tabeli. Myślę, że gdyby Darek nie wyjechał za granicą, tylko pozostał w Świdniku, zaszlibyśmy dalej, bo był z nas najlepszy. Po awansie do ekstraklasy, w nagrodę, w lipcu pojechaliśmy na duży turniej do Belgii, który zresztą wygraliśmy. Dostawaliśmy telefony z kraju, żeby nie wracać, bo w Świdniku zaczął się już strajk, ale wszyscy wrócili. Do gry w Belgii wyjechałem w 1985 roku. Występowałem w Noliko Maaseik. Pojechałem tam za Darkiem. Grał w tym klubie 9 sezonów, ja tylko 3. To zespół, który na zmianę z Roeselare wygrywa mistrzostwo kraju. Razem ze mną dołączył do drużyny wówczas jeszcze junior, Vital Heynen, z czasem pierwszy rozgrywający Belgii, a dużo później trener reprezentacji Polski, który doprowadził ją do mistrzostwa świata w 2018 roku. Po trzech latach wróciłem i zagrałem jeszcze jeden sezon w Avii.

W 1991 roku Sławomir Kurek ostatecznie zrezygnował z profesjonalnej siatkówki. W tym czasie startował młody polski kapitalizm. Poświęcił się prywatnemu biznesowi i jest mu wierny do dzisiaj. Jednak jeszcze w wieku 45 lat grał wraz z  Remigiuszem Misztalem i Konradem Dobrowolskim w lidze TKKF.

Artykuł przeczytano 412 razy

Last modified: 16 listopada, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »